Aktualny numeruniGENDER 1/2006 (2)TEMAT NUMERU:
|
Wiedza, uniwersytet i radykalna demokracja.Uwagi na temat gender studies i humanistyki ponowoczesnejJacek Kochanowski 1)Wiedza w ogóle, a także - jeśli nie przede wszystkim - wiedza wytwarzana i przekazywana na uniwersytetach, jest wplątana w sieć relacji przemocy i stanowi narzędzie władzy. Wiemy to, oczywiście, od Michela Foucault, którzy w swoich publikacjach (por. Foucault 1998; 2005) wskazał na procedury, przy pomocy których prezentowana jako obiektywna wiedza naukowa staje się narzędziem normatywnego ujarzmienia, narzędziem owej specyficznej normatywnej konkwisty, w wyniku której jedne pozycje w przestrzeni społecznej zyskują status pozycji dominujących (są to pozycje związane z męskością, heteroseksualizmem, białym kolorem skóry, przynależnością do klasy średniej i in.), podczas gdy inne skazywane są na status podporządkowany, są marginalizowane i podlegają różnorodnym praktykom dyskryminacyjnym: kulturowym, językowym, społecznym, prawnym i ekonomicznym (pozycje związane z kobiecością, homoseksualizmem, nie białym kolorem skóry, ubóstwem i in.). W czasach przednowoczesnych system nierównowagi legitymizowany był przez normy religijne, które uzasadniały konieczność sprawowania pełni władzy przez mężczyzn w rodzinie i społeczeństwie, sprowadzały egzystencję kobiecą do funkcji biologicznych związanych z rozmnażaniem i wychowaniem potomstwa oraz do funkcji związanych z codzienną obsługą rodziny. Piętnowały one tym samym nieheteroseksualne zachowania erotyczne jako grzeszne i uzasadniały system ekonomicznego wyzysku przeznaczeniem i realizacją woli Bożej. Po upadku społecznej roli religii w kulturze zachodniej powstała konieczność znalezienia innego sposobu motywowania obowiązujących w przestrzeni społecznej norm moralnych, innej ścieżki legitymizacji władzy heteronormatywnego, kolonialnego patriarchatu. Uzasadnienia takiego dostarczać miała nauka, "bezstronnie" oddzielając to, co normalne, zdrowe i pożądane od tego, co zboczone, chore i niepożądane oraz wynajdując sposoby na możliwie głęboką i możliwie trwałą internalizację przez jednostki obowiązujących norm. Proces ten podporządkowany był interesom tych, którzy wyłącznie dominowali w przestrzeni społecznej, decydując o funkcjonowaniu wszystkich podstawowych instytucji społecznych: gospodarki, polityki, religii, edukacji i rodziny, wszędzie tam dbając o zabezpieczenie dominującej pozycji białego, bogatego, heteroseksualnego mężczyzny. Nauka służyć miała owej męskiej dominacji, uzasadniać jej konieczność i przeciwdziałać próbom jej obalenia. Oto dlaczego pojawienie się gender studies - badań odkrywających opisany powyżej mechanizm we wszystkich jego aspektach - budziło i nadal budzi wściekłość we wszystkich tych, którzy bądź zainteresowani są utrzymaniem istniejącego stanu rzeczy, bądź z powodu swojego wyposażenia kulturowego, swojego ujarzmienia, nie potrafią dostrzec fundamentalnej niesprawiedliwości i krzywdy, na jakiej oparty jest istniejący porządek społeczny. Gender studies to zatem nie tylko badania nad kulturową i społeczną tożsamością płci, podobnie jak będące ich częścią queer studies to nie tylko badania nad odmiennością seksualną i procedurami wymuszania normy heteroseksualnej. Gender studies to bez wątpienia projekt etyczny i polityczny. Etyczny, ponieważ obnaża niesprawiedliwość istniejących stosunków społecznych, polityczny - ponieważ projektuje strategie zmiany tego stanu rzeczy. Aby pełnić taką polityczną i etyczną funkcję, studia te muszą spełniać ponadto trzy warunki, dzięki którym stanowić mogą przyczynek do nowej, ponowoczesnej humanistyki: muszą być studiami lokalnymi, polilogicznymi i genealogicznymi. Zacznijmy od końca: jednym z najważniejszych zadań gender (i queer) studies jest uważna analiza dorobku nauk humanistycznych, społecznych i medycznych pod kątem działających w obrębie ich dyskursów procesów normalizacyjnych. Nie możemy brać takich słów jak "płeć", "męskość", "kobiecość", "seksualność" tak "po prostu", bowiem ich znaczenie jest ukonstytuowane (i nadal jest konstytuowane) w obrębie specyficznych procedur przemocy normatywnej (Foucault wskazał na te procesy w odniesieniu do pojęcia seksualności, a m.in. Judith Butler obnażyła je w odniesieniu do pojęcia płci, zob. Foucault, 2002; Butler, 1990). Wypowiadając te pojęcia odwołujemy się do ich sensowej trajektorii, której początkiem jest Fallus (dlatego dyskurs ten określamy mianem dyskursu fallogocentrycznego). Oznacza to, że próbując dekonstruować sens owych kluczowych dla nas pojęć i podążając śladami ich znaczeń odkrywamy, że istnieją one mocą męskiej dominacji, poza którą sens tracą. Stawia to przed osobami zajmującymi się tymi zagadnieniami bardzo trudne zadanie rozważenia, czy istnieje możliwość wypowiadania owych pojęć poza kontekstem fallogocentryczności i jak wówczas ma wyglądać procedura konstytuowania sensu owych pojęć? Prowadzi nas to do drugiej cechy gender studies - lokalności. Nie wyobrażam sobie analiz z zakresu gender, które wpadając w pułapkę esencjalizmu, próbują ustalać i domykać sens takich pojęć, jak "męskość", "kobiecość" czy "homoseksualizm" lub "biseksualizm". Tego typu przedsięwzięcia są w gruncie rzeczy zastępowaniem jednych procedur normatywnych działających w obrębie dyskursu naukowego przez inny rodzaj tych samych procedur. Humanistyka patriarchalna zajmowała się pieczołowitym ustalaniem, kogo nie można uznać za "prawdziwego mężczyznę", konstruując kolejne "zewnętrza" wobec pojęcia męskości: kobiecość czy homoseksualizm. Esencjalizowanie prowadzi do kolejnego tego typu konstruowania zewnętrz wobec takich pojęć jak "gej", "lesbijka", "feministka" czy "feminista", co wiedzie do równie niefortunnych gestów separacji, wykluczenia i - koniec końców - przemocy. Lokalność to cecha budowania dyskursu genderowego odpowiadająca z grubsza postulatowi świadomej / strategicznej etnocentryczności, wysuniętemu swego czasu przez Rorty'ego (por. 1996; 1999), etnocentryczności połączonej z postawą ironicznego zdystansowania. Jeśli zatem przystępujemy do analizowania jakiegokolwiek aspektu doświadczania tego, co nazywamy płcią i seksualnością, niezbędne jest - niezbędne, bo uczciwe i przyzwoite - określenie lokalnej pozycji, z jakiej podejmowane są badania. Nie jest istotne to, że książkę napisał Jacek Kochanowski. Ważne jest to, że dany problem analizuje ktoś zsocjalizowany do roli męskiej, homoseksualista, zarabiający powyżej średniej krajowej, mieszkaniec wielkiego miasta na krańcu zachodniej Europy, dorastający w kulturze katolickiej. Każdy z tych elementów wyposażenia kulturowego Kochanowskiego ma znaczenie dla sposobu, w jaki konstruuje on swoją opowieść o analizowanym problemie, bez względu na to, jakim narzędziem badawczym się posługuje (por. Kempny, 1994). Ujawnienie tej pozycji jest niezbędne, bowiem pozwala uniknąć podstawowego grzechu nowoczesnej humanistyki, jakim jest uniwersalizacja partykularnego punktu widzenia. Uniwersalizacja ta polegała na przedstawianiu perspektywy fallocentycznej jako obiektywnej i bezdyskusyjnej. Ten mechanizm z łatwością można odtworzyć, próbując przedstawić "obiektywne" ustalenia na temat tożsamości gejów czy cech doświadczenia lesbijskiego. Wspomniany wyżej ironiczny dystans wobec własnego wyposażenia kulturowego pozwala pracować z założeniem, że wyposażenie owo z pewnością przesłania mi wiele problemów i kwestii, co z kolei prowadzi do budowy dyskursu otwartego - polilogicznego. To trzecia cecha gender studies - polilogiczność oznacza konstruowanie genderowych opowieści równocześnie z wielu stron, uwzględniając wiele punktów widzenia. Nie ma tu mowy o "jedynie słusznej" wykładni, ani w sensie zdominowania dyskursu przez jedną z pozycji (co, jak wiadomo, jest groźbą najbardziej realną wobec faktu, że dyskurs genderowy budowany jest przede wszystkim przez te osoby, które funkcjonują na ścieżce kariery akademickiej, zatem są względnie dobrze uposażone, zazwyczaj niezależne itp., co warunkuje bez wątpienia ich punkt widzenia), ale nie może być także mowy o jakimś współ-sensie" opracowywanych pojęć, bowiem osiąganie takiej wspólnej interpretacji jest zazwyczaj także specyficzną próbą sił, z której zwycięsko wychodzą osoby reprezentujące pozycje dominujące. Rozszczepiony i zróżnicowany, otwarty i lokalny, ale polilogiczny dyskurs gender studies może skutecznie pracować nad dekonstrukcją podstawowych pojęć związanych z płcią i seksualnością, nad obnażeniem procesów normatywnej przemocy ustanawiającej męską, heteroseksualną dominację przy pomocy rzekomo bezstronnej, rzekomo obiektywnej i rzekomo nieideologicznej nauki. Nowoczesna humanistyka oparta na pozytywistycznej filozofii nauki z jej roszczeniami obiektywistycznymi wobec wiedzy o człowieku została ukonstytuowana jako projekt ideologiczny w związku z reakcją jej twórców na gwałtowne przemiany społeczne i kryzys przednowoczesnych strategii konstruowania ładu społecznego. Miała być narzędziem odtwarzania ładu społecznego w takiej jego postaci, jaki wymyślony został przez całkowicie wówczas - na początku XIX wieku - dominujących w przestrzeni społecznej heteroseksualnych mężczyzn. Twórcy nowoczesnej, empirycznej socjologii czy psychologii jednoznacznie stawiali przed nowymi dyscyplinami nauki zadanie wspierania procesów konstruowania przestrzeni normatywnej, precyzyjnego wyznaczania obszaru nie-normy zagrażającej istniejącemu porządkowi i opracowywania skutecznych strategii eliminacji nie-normy oraz strategii tzw. profilaktyki społecznej rozumianej jako przewidujące zapobieganie pojawieniu się jakichkolwiek przejawów dewiacji. Nowoczesna humanistyka zatem głośno rozprawiając o swojej bezstronności i o unikaniu "sądów wartościujących" pełną parą zaangażowała się w ochronę tego systemu norm i wartości, który sprzyjał męskiej, heteroseksualnej dominacji. Uniwersyteckie wydziały humanistyczne stały się w ten sposób kuźniami kadr strażników normy, ekspertów, którzy funkcjonując w ramach "systemu eksperckiego" pilnie strzegli prawidłowego, to jest zgodnego z normą, życia i działania członków i członkiń społeczeństwa (por. Giddens, 2001). Owo paradoksalne granie kartą obiektywności przy rzeczywistym zaangażowaniu normatywnym po stronie heteronormatywnego patriarchatu było niezbędne z punktu widzenia strategii sprawowania władzy: tylko w sytuacji, gdy ludzie uwierzą w to, iż naukowiec to ten, który "zna prawdę taką, jaka ona jest", nauka będzie mogła odgrywać rolę wyroczni w sprawach zdrowia i choroby, normalności i szaleństwa, właściwych i niewłaściwych zachowań seksualnych itp. (zob. Foucault, 1998; Zybertowicz, 1995.). Interesujące jest to, że psychologowie czy socjologowie walcząc o obiektywny status swoich przedsięwzięć nigdy nie odwołują się do ustaleń swoich własnych dyscyplin, lecz posługują się przykładami z zakresu fizyki czy matematyki (prawo grawitacji jest obiektywne, 2+2 zawsze równa się 4 itp.). Problem polega z jednej strony na tym, że kwestia prawdy i obiektywności w naukach przyrodniczych już od dawna nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażano na początku XIX wieku, po drugie zaś - ani psychologia, ani socjologia nie są naukami przyrodniczymi i posiadają swój własny przedmiot analizy, który wyklucza możliwość utrzymywania paradygmatu obiektywności badawczej. Przedmiotem namysłu humanistycznego są sprawy ludzkie, zatem w odróżnieniu od nauk przyrodniczych podmiot badania jest tu tożsamy z przedmiotem badania, badacz / badaczka staje się sędzią w swojej własnej sprawie. Oglądając świat ludzki - swój świat - konceptualizuje go za pośrednictwem owego specyficznego filtru poznawczego, jakiego dostarcza mu / jej jego wyposażenie kulturowe. Tylko skrajnie naiwna epistemologia może zakładać, iż badacz / badaczka jest w stanie "wyjść z siebie", odrzucić swoje uwarunkowanie kulturowe i oglądać świat "z nikąd". Bez względu na stopień zadufania i gromkich pokrzykiwań badacz / badaczka pozostają ludźmi "stąd", zajmują określone pozycje i postrzegają świat w sposób, w jakim pozwala im na to ich ograniczony treściami kulturowymi aparat poznawczy. Stąd ich opowieść o "ludzkich sprawach" jest opowieścią partykularną, subiektywną i w tym sensie, jeśli mamy posługiwać się tym nieszczęsnym terminem, ideologiczną. Dlatego nauki humanistyczne nie są, nigdy nie były i nigdy nie będą obiektywne, zaś uparte obstawanie przy takim jej statusie jest przejawem nieustępliwej obrony eksperckiej pozycji socjologów i psychologów, którzy mogą funkcjonować w społeczeństwie jako "ci, którzy wiedzą na pewno". Obrona ta jest uzasadniona lękiem przed utratą prawa do wskazywania na pewne poglądy jako na "nienaukowe ideologie", a zatem lękiem przed utratą wpływu na kształt ładu społecznego. Wściekłość, jaka jest związana z podważaniem obiektywnego statusu badań humanistycznych, jest wściekłością tych, którzy tracą władzę i związane z nią przywileje. To z tego powodu gender studies na polskich uniwersytetach wiedzie się tak kiepsko. Gender studies są bowiem dowodem na to, że odrzucenie paradygmatu obiektywności nie oznacza końca nauk humanistycznych - choć rzeczywiście można, jak sugeruje to wielu teoretyków i teoretyczek (w Polsce choćby prof. Mokrzycki, por. Mokrzycki, 1980) zastanowić się, czy warto nadal używać wobec teorii społecznej czy teorii kultury terminu "nauka", który to termin ma charakter wartościujący, wymierzony jest przeciw temu, co określone jest "ideologią" i w dodatku utrudnia badaczom swobodne sięganie poza obszary "naukowe" w poszukiwaniu wyjaśnień (np. do sztuki, literatury czy poezji). "Gendery" są przykładem humanistyki ponowoczesnej: genealogicznej, polilogicznej i lokalnej, humanistyki pisanej dla człowieka, a nie, jak dotychczas, przeciw człowiekowi. Pozwala przemówić w obrębie dyskursu naukowego każdemu i każdej, nie zamazując głosów uznanych za marginalne, nonsensowne, ideologiczne, niewłaściwe, chore. Jest to humanistyka, która stara się ujawniać fascynującą różnorodność sposobów "bycia człowiekiem", zamiast w mniej lub bardziej jawny sposób opracowywać techniki zniszczenia owej różnorodności poprzez wysiłki normalizacyjne. Jest to wreszcie humanistyka uczciwa, nawet bowiem wtedy, gdy przedstawia jakiekolwiek konstatacje dotyczące tego, jak jest, nie zamyka się na alternatywne opowieści o rzeczywistości i godzi się z faktem, że nigdy żadnej jednej, wspólnej, wynegocjowanej opowieści nie będzie. Jest to humanistyka rzetelna, bowiem w centrum swojej pracy stawia otwarty, wielostronny dialog i to on jest zarazem podstawową metodą badawczą, jak i wynikiem badania, bowiem celem jej jest otwarta i życzliwa konfrontacja różnych punktów widzenia i spór, czasem nawet bardzo ostry, ale bez pokus odbierania głosu drugiej stronie poprzez nadanie mu / jej etykietki "ideologa", "kłamcy", "szalbierza". Owszem, piszę cały czas o pewnym ideale, gender studies nie są niekiedy wolne od pokus zastąpienia dominacji narracji patriarchalnej przez dominację narracji jakiegoś typu feminizmu lub jakiejś odmiany społecznej teorii queer. Także osobom uprawiającym gender czy queer studies zdarza się zapominać, że pozycja, z jakiej się mówi nie oznacza, że w owym mówieniu nie ma niczego, co może stać się elementem naszej opowieści. Przekonanie o tym, że dyskurs, który nie jest nasz, jest całkowicie fałszywy, było domeną humanistyki nowoczesnej i jest dziedzictwem, które powinniśmy starać się przezwyciężyć. Jak wiemy od Foucault, żaden dyskurs nie jest nigdy całkowicie poddany władzy, ani nigdy całkowicie przeciw niej obrócony. Warto o tym pamiętać, zabierając się za uprawianie gender studies: ta etykietka nie gwarantuje, sama w sobie, rzetelności, uczciwości ani wolności od uwikłania w procedury władzy. Dopiero w toku konkretnej pracy badawczej, dopiero w toku konstruowania lokalnej opowieści o rzeczach ludzkich okazuje się, czy mamy do czynienia z pracą rozsadzająca pancerz normatywnej sieci wiedzy / władzy, czy też przeciwnie - paradoksalnie wpadamy w sidła przemocy, być może radykalnie odmiennej od tej związanej z męską i heteroseksualną dominacją, ale jednak przemocy. Stąd wydaje się konieczna świadomość, że celem gender studies nie jest zwalczanie tych, którzy pracują wewnątrz dyskursu fallogocentrycznego i heteronormatywnego, ale podjęcie z nimi dialogu, sporu, niejednokrotnie ostrego i bardzo gwałtownego, ale jednak respektującego prawo każdej i każdego do własnej opowieści. Rewolucja prowadzi wyłącznie do ustanowienia nowej dyktatury, a nie o to przecież chodzi. Humanistyka oparta na hegemonii jednej pozycji prowadzi do konstruowania przestrzeni społecznej opartej na dominacji jednej pozycji. Uniwersytet jest instytucją współodpowiedzialną za wszelkie przejawy niesprawiedliwości o tyle, o ile jego pracownicy naukowi występują jako eksperci uzasadniający takie czy inne posunięcia władzy normatywnej. Oznacza to, że studia kulturowe, w tym gender studies są niezbędne jako miejsce, w którym m.in. analizowana jest owa rola uniwersytetu i rola ludzi nauki, dzięki czemu możliwe staje się opracowanie strategii wywikłania się badaczy i badaczek ze świadomej lub nieświadomej współpracy z procedurami władzy normatywnej generującej obszary niesprawiedliwego wykluczenia. Wywikłania się to nie znaczy wyizolowania uniwersytetu. Akademia ma do spełnienia ogromnie ważną rolę szczególnie w obecnym skomplikowanym czasie gwałtownych przemian kulturowych i społecznych. Wiemy już, że pomysł oparcia procesu konstruowania ładu społecznego na tożsamości i podobieństwie, na powtórzeniu był jednym z najgorszych pomysłów człowieka. Dziś, w dobie nieprawdopodobnie dynamicznych procesów globalizacyjnych, kiedy w naszej codzienności stajemy twarzą w twarz z Innymi, kiedy stają się oni naszymi sąsiadami, współpracownikami, przyjaciółmi, kiedy owi Inni nie tylko przybywają "z zewnątrz", ale ujawniają swoje odwieczne istnienie wewnątrz, obok nas, domagając się prawa do widzialności i prawa do głosu, dziś, gdy wiemy, że nic nie jest w stanie poskromić fascynującej różnorodności sposobów bycia człowiekiem, dziś bardziej jasno, niż kiedykolwiek uświadamiamy sobie, że nie można dłużej udawać, że wszyscy jesteśmy i mamy być tacy sami, że nie można zamykać oczu na to, że tożsamość jest iluzją i zazwyczaj nieudolnie odgrywanym, sztucznym przedstawieniem, gdzie odtwarzalne maski i kostiumy z produkcji seryjnej skrywają to, co najpiękniejsze, bo autentyczne, że wtłaczanie każdej i każdemu z nas powtarzalnych formułek normatywnych i zmuszanie do cytowania owych norm i ich odtwarzania jest skrajnie niesprawiedliwe, szkodliwe i niepotrzebne. Dziś bardziej niż kiedykolwiek aktualny staje się postulat radykalnej demokracji, wysunięty przez Laclau i Mouffe (1985), postulat takiego konstruowania przestrzeni społecznej, by była ona radykalnie otwarta na odmienność i różnorodność, by respektowała nie tyle tożsamość, ile różnicę, by dialog, spór i nawet konflikt był jej fundamentem o tyle, o ile wszystkie głosy w owych sporach będą mogły być usłyszane. Permanentny spór, a nie mglisty konsensus - piękna bez wątpienia utopia Habermasa (1999; 2002) w skrajnie zróżnicowanym społeczeństwie ujawnia się jako łagodniejsza wersja nowoczesnego reżimu normatywnego. O ile bowiem w epoce nowoczesnej norma była określana przez system ekspercki, o tyle w projekcie Habermasowskim ma być wypracowywana w obrębie sfery publicznej, negocjowana do momentu, w którym nie zostanie wypracowana "kompromisowa" wizja ładu społecznego. Tak, dialog i poszukiwanie kompromisu są niezbędne, ale niebezpiecznym z wielu różnych powodów jest założenie, że kompromis ów może zostać osiągnięty raz na zawsze tak, aby ukonstytuowany na jego podstawie porządek normatywny mógł stać się następnie treścią procesów socjalizacyjnych. Wiele argumentów padło przeciw takiej wizji, ale przywołajmy tylko najbardziej oczywisty: w świecie nierównowagi, niesprawiedliwości i wykluczenia, w świecie, gdzie normy uzasadniające ten stan rzeczy są podstawą naszej świadomości, naszych konstrukcji siebie, gdzie dopiero uczymy się myśleć o wolności, gdzie dopiero ostrożnie identyfikujemy obszary owej normatywnej konkwisty, gdzie dopiero przyzwyczajamy się do obszarów nienormatywności, w tym świecie nie jest jeszcze możliwy rzeczywiście otwarty dialog i rzeczywiście sprawiedliwe, niewykluczające żadnego punktu widzenia porozumienie. Habermasowi warto dedykować polską debatę na temat aborcji, gdzie hegemonia pozycji katolickiej zaznaczyła się (jak to objaśniły m.in. Agnieszka Graff i Kazimiera Szczuka, por. Graff, 2001; Szczuka, 2004) na poziomie języka: mowa była przecież nie o "prawie kobiet do aborcji", ale o "obronie życia poczętego". Aktualny stan prawny, restrykcyjnie zakazujący aborcji poza skrajnymi przypadkami (które to wyjątki i tak niezwykle trudno wyegzekwować) przedstawiany jest jako wyraz kompromisu. Nie kompromis zatem, ale spór, dialog oraz zawsze doraźnie i otwarte na zmianę rozwiązania - to wszystko, co jesteśmy w stanie osiągnąć, a zarazem: tak wiele jesteśmy w stanie osiągnąć. Krok pierwszy, najtrudniejszy, ale zarazem najbardziej znamienny, polegać musi na dopuszczeniu do głosu tych, którym prawa do głosu odmawiano, którzy zostali ukonstytuowani jako zewnętrze wobec dominującej i zuniwersalizowanej pozycji. Co więcej, nie chodzi tylko o to, aby przemówili, ale o wiele bardziej chodzi o to, aby ich głos nie był unieważniany, o to, by byli bardzo uważnie wysłuchani, bowiem to oni mają do powiedzenia najwięcej ważnych rzeczy o tym, w jaki sposób wymyślono nowoczesnego człowieka i jak go konstruowano oraz o tym, jak świat zapełniły rzesze nie-ludzi, nie-obywateli, rzesze nie-normalnych i jakie procedury, od tych najbardziej tajnych, ukrytych wewnątrz procesów socjalizacyjnych, do tych najbardziej jawnych i okrutnych procedur psychiatrycznych, medycznych i sądowych w realizację owego przedsięwzięcia były zaangażowane. W kontekście procesów różnicowania się przestrzeni społecznej, procesów jej kosmopolityzacji (por. Beck, 2005), rola gender studies na uniwersytetach staje się szczególnie ważna, oznacza bowiem podjęcie nowej funkcji uniwersytetu, funkcji wynikającej z zaciągniętego wobec społeczeństwa długu związanego ze współtworzeniem przez ekspertów technik wiedzy/władzy. Ludzie nauki powinni z równą gorliwością, z jaką współuczestniczyli (i nadal współuczestniczą) w konstruowaniu pancerza normatywnego przystąpić obecnie do wielkiego zadania odzyskania różnicy społecznej, a co za tym idzie, odzyskania wolności przez tych, którzy pozamykani zostali w normatywnych celach i zablokowani normatywnymi powtórzeniami. Uniwersytety stać się zatem muszą przestrzenią konstruowania nowej wiedzy i nowego dyskursu, wspierającego projekt radykalnej demokracji. Ta nowa wiedza dotyczy mechanizmów konstruowania normatywu, implantowania go jednostkom, mechanizmów tworzenia technik kontroli społecznej na wszystkich poziomach, ale przede wszystkim w codzienności, mechanizmów eliminowania wielkich niesprawiedliwości i wykluczeń, wreszcie mechanizmów ustanawiania dominacji uprzywilejowanych grup i kategorii. Gender studies podejmują się tego dzieła w odniesieniu do norm i ról płciowych, do męskiej dominacji, do konstruowania kobiecości jako suplementu i zewnętrza wobec męskości, do procedur konstruowania przestrzeni społecznej jako przestrzeni fallocentycznej i konstruowania dyskursu jako fallogocentrycznego. Queer studies zajmują się przede wszystkim problematyką norm seksualnych i wynalezienia homoseksualizmu oraz innych "zboczeń" jako suplementów i zewnętrz wobec dominującego heteroseksualizmu, badając procedury ustanowienia przestrzeni społecznej w oparciu o paradygmat heteronormatywny. Obie te płaszczyzny: "genderowa" i "queerowa" w oczywisty sposób przenikają się nawzajem, bowiem wzorce płci ustanawiane są w obrębie przestrzeni heteronormatywnej, w związku z czym do definicji męskości (w takiej postaci, w jakiej ustabilizowana została owa męskość w procesach normalizacyjnych) należy "pożądanie kobiety", zaś do definicji kobiecości należy "bycie obiektem męskiego pożądania". Z drugiej zaś strony specyficzne cechy konstrukcji "tożsamości płciowej" mają znaczenie dla strategii indywidualizowania własnego sposobu bycia osobą homo- czy biseksualną (co np. prowadzi do konieczności udzielania zróżnicowanych odpowiedzi na pytanie w jaki sposób lesbijka może być kobietą, a gej - mężczyzną). To oczywiście tylko jedna z wielu kwestii, jakie pozostają do wyjaśnienia i zbadania. Zasadniczym wnioskiem płynącym z gender studies jest wniosek o arbitralności kulturowych konstruktów płci (norm płciowych) i seksualności (norm seksualnych), arbitralności uwikłanej w specyficzne techniki normalizacyjne, związane ze społeczną, kulturową, językową, prawną, ekonomiczną i polityczną dominacją mężczyzn heteroseksualnych. Oczywiście te dwie płaszczyzny - płci i seksualności - to zaledwie niewielki fragment problemów, jakie czekają na rzetelne opracowanie w ramach ponowoczesnej humanistyki. Pozostaje do zbadania to wszystko, co wiąże się z owym szczególnym wynalazkiem nowoczesności, jakim jest człowiek, wynalazkiem, co dobitnie stwierdził Foucault (2005), którego żywotność okazała się bardzo ograniczona, bowiem jej warunkiem było istnienie całego szeregu relacji władzy, które właśnie zostały zdemaskowane i w ten sposób w znacznym stopniu zneutralizowane. Humanistyka ponowoczesna dekonstruuje owego nowoczesnego człowieka ujawniając, że właściwie wszystko, co go tworzyło, było podtrzymywaną przez relacje władzy i związanej z nią wiedzy iluzją. Jednak fantazmatyczność owego tworu istniejącego dzięki utrwalonej przemocą w naszych umysłach wierze w jego realność (i wierze w realność jego poszczególnych części składowych, takich jak np. płeć czy seksualność) nie zmienia faktu realności skutków procesów przemocy, jakie na naszych ciałach owe procedury wypisywały. Płeć jest iluzją, która realnie wyznacza nam miejsce w przestrzeni społecznej i organizuje nasze zachowanie, seksualność jest iluzją, która zmusza nas do sięgania po jedne przyjemności ciała i uniemożliwia swobodne sięganie po inne. Wskazując zatem na arbitralność i iluzoryczność tych i wielu innych kategorii tożsamościowych nie zapominamy o realnych skutkach ich istnienia, ściślej - o realności procesów normatywnych powołujących je do życia. Humanistyka ponowoczesna do której gender & queer studies są przyczynkiem ma zatem przed sobą paradoksalne zadanie: z jednej strony ujawnić iluzoryczność, fantazmatyczność i fikcyjność tego, co zdaje się realne i "widzialne": podstawowych instancji tożsamościowych, takich jak płeć czy seksualność, z drugiej zaś strony ujawnić realność tego, co niewidzialne: rozsianych relacji normatywnej władzy zapośredniczonych przez wiedzę i zaklętych w dyskursie. Konsekwencje tej nowej wiedzy są niesłychanie ważne dla projektu radykalnej demokracji. Ujawnienie iluzoryczności kategorii tożsamościowych uświadamia absurdalność oczekiwania stabilności tych kategorii w codziennej praktyce, w sposób oczywisty ujawnia możliwość konstruowania, dekonstruowania i rekonstruowania własnej płciowości czy seksualności w zależności od indywidualnych możliwości i potrzeb. Z drugiej zaś strony ujawnienie niesprawiedliwych mechanizmów przemocy, które powołują do życia owe kategorie zmusza do odrzucenia takiego oczekiwania stabilności i powtarzalności instancji tożsamościowych z powodów etycznych; uznanie bowiem jednego sposobu odgrywania płci czy jednego sposobu odgrywania seksualności za właściwy jest niczym innym jak gestem przemocy i władzy, zmierzającym do zawłaszczenia cudzej egzystencji i wykorzystania jest do własnych celów. Nikt nie ma obowiązku kreowania siebie w sposób zgodny z moimi oczekiwaniami, w związku z czym nie pozostaje mi nic innego, jak zaakceptować różnorodność mojego otoczenia społecznego. Uznanie nieposkromionej różnorodności w miejsce fałszywej tożsamości jako podstawowego sposobu uczestnictwa każdej i każdego z nas w przestrzeni społecznej otwiera możliwość przemyślenia sposobów takiego uregulowana naszych wzajemnych relacji, by uniknąć niesprawiedliwej przemocy. W tym sensie gender studies, a wraz z nimi cała ponowoczesna humanistyka, przygotowują podstawy przejścia od praktyk budowania ładu społecznego w oparciu o procedury normatywizacji i przy wykorzystaniu techniki wykluczenia, marginalizacji i deprecjacji tego, co nie-normatywne do praktyk organizowania przestrzeni społecznej w respekcie dla jej zróżnicowania. O ile dotąd z uniwersytetu wypływały przede wszystkim pouczenia co do właściwego sposobu odgrywania tożsamości, o tyle odtąd z uniwersytetu powinna promieniować wiedza o różnorodności przedsięwzięć autokreacyjnych, postawa szacunku dla odmienności jako podstawowego sposobu uczestnictwa każdej i każdego z nas we wspólnocie oraz krytyka tego, co prowadzi do przemocy i dominacji, w tym normalizacyjnych praktyk wiedzy / władzy. Gender i queer studies są przyczynkiem do tak rozumianej nowej humanistyki i do tak rozumianej nowej roli uniwersytetu. BibliografiaBeck, Ulrich (2005) Władza i przeciwwładza w eopoce globalnej. Nowa ekonomia polityki światowej, tł. Jerzy Łoziński. Warszawa: Scholar. Butler, Judith (1990) Gender Trouble. Feminism and the Subversion of Identity, New York - Londyn: Routledge. Foucault, Michel (1998) Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, tł. Tadeusz Komendant. Warszawa: Aletheia. ------ (2005) Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych, t. 1/2, tł. Tadeusz Komendant. Gdańsk: słowo obraz / terytoria. Giddens, Anthony (2001) Nowoczesność i tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, tł. Alina Szulżycka, Warszawa: PWN. Graff, Agnieszka (2001) Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym. Warszawa: W.A.B. Habermas, Jürgen (1999) Teoria działania komunikacyjnego. T. 1: Irracjonalność działania a racjonalność społeczna, tł. Andrzej Maciej Kaniowski. Warszawa: PWN. ------ (2002) Teoria działania komunikacyjnego. T. 2: Przyczynek do krytyki rozumu funkcjonalnego, tł.. Andrzej Maciej Kaniowski. Warszawa: PWN. Kempny, Marian (1994) Antropologia bez dogmatów - teoria społeczna bez iluzji. Warszawa: IFiS PAN. Laclau, Eresto, Mouffe Chantal (1985) Hegemony and Socialist Strategy, Towards a Radical Democratic Politics. London - New York: Verso. Mokrzycki, Eugeniusz (1980) Filozofia nauki a socjologia. Od doktryny metodologicznej do praktyki badawczej. Warszawa: PWN. Rorty, Richard (1996) Przygodność, ironia, solidarność, tł. Wacław Jan Popowski. Warszawa: Spacja. ------ (1999) Obiektywność, relatywizm, prawda, tł. Janusz Margański. Warszawa: Aletheia. Szczuka, Kazimiera (2004) Milczenie owieczek. Rzecz o aborcji. Warszawa: W.A.B. Zybertowicz, Andrzej (1995) Przemoc i poznanie. Studium z nie-klasycznej socjologii wiedzy. Toruń: Wydawnictwo UMK. Przypisykliknij oznaczenie przypisu by powrócić w odpowiednie miejsce artykułu 1) Jacek Kochanowski (ur. 1973), dr socjologii, teoretyk kultury. Pracuje w Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłada na Gender Studies Uniwersytetu Warszawskiego i Gender Studies Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmuje się queer studies, socjologią wiedzy i nauki, filozofią poststrukturalistyczną; entuzjasta myśli Michela Foucault. Strona autora: www.kochanowski.edu.pl. |