Aktualny numeruniGENDER 1/2006 (2)TEMAT NUMERU:
|
Kobiety wobec uniwersyteckiej edukacji.Wypisy z historii i kilka uwag na temat współczesności1)Małgorzata Fuszara2)Trudno bowiem myśleć o kobietach doktorach, profesorach, adwokatach i urzędnikach, trudniej jeszcze wykształcić je do tych zawodów, gdy szkoły wyższe będące koniecznym do takiego wykształcenia warunkiem są zamknięte przed kobietami [...]. A jeśliby kto nawet tiarą wielu kosztów i z przełamaniem mnóstwa trudności, za pomocą szkół wyższych poza granicami kraju istniejących, i tę przezwyciężył przeszkodę, wnet zjawiłaby się przed nim kolejna, a nie mniej ważna, wynikająca z trudności otrzymania stosownych dyplomów, posad rzędowych, katedr profesorskich itd. (Górnicka-Boratyńska, 1999: 95) Dostęp do edukacji to jeden z podstawowych postulatów autorek i autorów ubiegających się o zwiększenie uprawnień kobiet, zwłaszcza w XVIII i XIX w. Można wymienić długą listę zwolenników, ale też przeciwników dopuszczenia kobiet do wykształcenia, zwłaszcza do wykształcenia wyższego. Autorzy prac poświęconych edukacji kobiet zwracają uwagę na fakt, że dopóki edukacja nie była sformalizowana, nie było wielkich różnic w kształceniu kobiet i mężczyzn, a nawet można przypuszczać, że w okresie średniowiecza, kiedy mężczyzn ćwiczono przede wszystkim w umiejętnościach związanych z walką i sprawnością fizyczną, poza kościołem i klasztorami prawdopodobnie więcej mężczyzn niż kobiet było analfabetami (Women's..., 1995). Także w czasach, gdy edukacja odbywała się przede wszystkim w klasztorach, zakres kształcenia dostępnego kobietom był stosunkowo szeroki. Historycy współcześni zgodnie wskazują na okres, gdy edukacja zaczęła odbywać się przede wszystkim w instytucjach (głównie na uniwersytetach), jako na ten, gdy dostęp do niej został dla kobiet znacznie ograniczony. Z czasem (XIII-XIV w.) spada rola klasztorów jako miejsc edukacji, wyłączność w tym zakresie uzyskują uniwersytety, a te nie tylko stają się światem wyłącznie mężczyzn, ale też światem, w którego myśli, wywodzonej od Arystotelesa, dominuje przekonanie o wyższości mężczyzny nad kobietą: W nadchodzącym zatem okresie będziemy świadkami rozwijającego się ruchu antyfemini-stycznego, który objawi się nie tylko w literaturze i w indywidualnych zapatrywaniach, lecz również - a pamiętać tu musimy o rozpowszechniającej się znajomości prawa rzymskiego, oddziaływującego bezpośrednio na obyczaje - w sferze życia religijnego i świeckiego (Pernoud, 1990: 255). Dopiero przełom XIX i XX w. będzie czasem, gdy kobietom wolno będzie znów w pełni się kształcić. Uniemożliwianie lub utrudnianie dostępu do szkół, kulturowe stereotypy związane z płcią, wczesne obarczanie dziewcząt rolami żon i matek w wielu krajach do dziś ogranicza możliwości edukacyjne dziewcząt. Obecnie, mimo wielu działań, których celem stało się wyrównanie szans kobiet i mężczyzn w tej dziedzinie, kobiety stanowią około dwóch trzecich analfabetów na świecie, a dzieje się tak przede wszystkim z powodu ograniczania dostępu dziewcząt do edukacji w niektórych krajach Afryki (zwłaszcza w części subsaharyjskiej), w krajach arabskich, w niektórych krajach azjatyckich (Platforma..., 1995). W naszym kręgu kulturowym równy dostęp kobiet i mężczyzn do wykształcenia wydaje się oczywisty, co nie oznacza, że kobietom łatwo było go uzyskać, a także, że nie ma żadnych nierówności w tej dziedzinie. Najlepiej chyba znanym w długim szeregu autorów propagujących ograniczenia w edukacji kobiet był Jean Jacques Rousseau, który w Emilu, czyli o wychowaniu zalecał tylko taką edukację, która pozwoli kobietom być posłusznymi żonami (Rousseau, 1955). Zupełnie inny wzór edukacji proponowała tworząca w tym samym okresie Catherine Macaulay, autorka ośmiotomowej historii Anglii History of England, która w Letters of Education... proponowała wprowadzenie wykształcenia nie tylko równego, ale koedukacyjnego, które pozwoli zarówno na wspólne zdobywanie wiedzy, jak i na lepsze wzajemne poznanie kobiet i mężczyzn (Macaulay, 1974). Przez długi czas jednak propagowano i organizowano oddzielną edukację nie tylko wyłączającą koedukację, ale tworzącą zupełnie inne programy, które w przypadku kobiet ograniczały się przede wszystkim do przygotowania ich do roli żon, matek i gospodyń domowych. Kiedy kobiety w Ameryce Północnej i Europie coraz energiczniej zaczęły się ubiegać o dopuszczenie do studiów, przytaczano różne argumenty, aby takie możliwości ograniczyć. Dla współczesnych uczonych interesujące może być, że niektórzy przeciwnicy kształcenia kobiet wykorzystywali w tym celu swój autorytet naukowy (a może raczej trzeba powiedzieć - nadużywali tego autorytetu), aby w sposób zupełnie pozbawiony naukowych podstaw próbować udowodnić, że kształcenie przeszkodzi kobietom w fizycznym rozwoju. Charakterystycznym przykładem może tu być dr Edward Clarke, profesor Harvard University, który w opublikowanej w 1873 r. pracy Sex in Education, or A Fair Chance for the Girls twierdził, że edukacja kobiet, odbywająca się w okresie wzrostu i rozwoju zdolności prokreacyjnych organizmu, może temu rozwojowi zaszkodzić. Jego praca, zawierająca tę absurdalną i bezpodstawną tezę miała wiele wydań, a echa jego pomysłów znaleźć możemy także w polskiej literaturze XIX w. tworzonej przez autorów sprzeciwiających się dostępowi kobiet do edukacji. W Stanach Zjednoczonych jego praca spotkała się z opartą na badaniach odpowiedzią kobiety, dr Mary Putnam Jacobi, która w pracy The Ouestion of Rest for Women During Menstruatior wydanej w 1876 r. na podstawie badań medycznych oraz testów wykazała, że kobiety studiujące i pracujące doskonale sobie radzą, a zwłaszcza, że wbrew twierdzeniom dr Edwarda Clarke, odczuwają mniejszy dyskomfort związany z menstruacją niż te, które nie są aktywne. Ciekawe były też inne argumenty przytaczane podczas debat przez autorów i autorki, którzy ubiegali się o dopuszczenie kobiet do wykształcenia. Stosunkowo często przytaczano argumenty odwołujące się do tradycyjnego podziału ról: twierdzono, że wykształcone kobiety będą znacznie lepszymi matkami i wychowawczyniami dzieci, lepszymi, bo rozumniejszymi towarzyszkami swych mężów. Taka ostrożna argumentacja przekonywała, że kobiety mimo uzyskanej edukacji nie przestaną pełnić dotychczasowych ról, a jedynie ulepszą sposób ich wykonywania: Szczęśliwszym zapewne może być mężczyzna, którego przy powrocie do domu spotyka żona z książką w ręku niż taki, dla którego odrywa się ona od rozważania wdzięków swych w zwierciadle (Orzeszkowa, 1873: 154). Znacznie rzadziej odwoływano się do argumentu, że kobiety będą mogły kształcić się dla własnej satysfakcji, a także - a nawet przede wszystkim - dla pożytku ogółu, który poprzez uniemożliwianie kształcenia kobiet marnuje talenty połowy ludzkości (Mill, 1995). W XIX w. główna batalia toczyła się o dostęp kobiet do studiów wyższych. Osiągnięcie tego było trudne nie tylko z powodu innego widzenia roli kobiet i mężczyzn czy z obaw przed wspólnym studiowaniem kobiet i mężczyzn. Szkoły średnie, w których mogły kształcić się kobiety, często uczyły według programów, które nie zawsze umożliwiały podjęcie studiów. Przez długi czas jednak nie dopuszczano kobiet do studiów, wyłączając je na podstawie kryterium płci, nie zaś wiedzy czy umiejętności. Za przełom uznaje się rok 1837, kiedy Oberlin College w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy przyjął kobiety - studentki. Trzeba jednak podkreślić, że uczyniono to na dość szczególnych zasadach: kobiety zobowiązane były do prania, cerowania, sprzątania i podawania do stołu studiującym mężczyznom. Chociaż wiele zajęć prowadzonych było koedukacyjnie i na podstawie tego samego programu, kobiety nie mogły studiować łaciny, greki i matematyki, nie mogły zabierać głosu w dyskusjach ani odczytywać napisanych przez siebie prac. Jedna z pierwszych absolwentek Oberlin College, Lucy Stone, przyjęta tam w 1837 r., a więc w pierwszym roku, gdy zaakceptowano kobiety wśród studiujących, odmówiła napisania przemówienia końcowego, gdyż - zgodnie z tą zasadą - nie mogłaby go osobiście odczytać podczas ceremonii rozdania dyplomów, l chociaż w 1870 r. osiem uniwersytetów stanowych i wiele szkół prywatnych przyjmowało kobiety, najczęściej tworzyły one specjalne wydziały dla kobiet, a oferowana tam wiedza i warunki studiów były gorsze niż te, które oferowano mężczyznom (Women's..., 1995). W tym rozdziale interesuje nas jednak przede wszystkim sytuacja kobiet w Polsce i jej poświęcone będą dalsze rozważania. Trochę historiiDebaty dotyczące kształcenia kobiet prowadzono także w Polsce. Wśród znanych autorów szesnastowiecznych opowiadających się za dostępem kobiet do edukacji był między innymi Łukasz Górnicki twierdzący, że kobieta musi umieć czytać i muzykować. Wysuwano też, choć rzadziej, dalej idące postulaty, w tym postulat pełnego równouprawnienia w dziedzinie edukacji. Niektórzy ówcześni autorzy (np. Andrzej Glaber z Kobylina) stwierdzali wprost, że mężczyźni zapewnili sobie monopol w dostępie do edukacji z obawy o to, aby kobiety nie okazały się od nich mądrzejsze: Mężowie tak ustawili i pilno tego strzegą aby białogłowy pisma się nie uczyły i ksiąg żadnych co się tyczy biegłości a wyćwiczenia rozumu nie czytały - to czynią z niejakiej zazdrości - przeto oni boją się swej stawy utracić aby białogłowy rozumem ich nie przechodziły, chcąc wiele umieć, bronią im czytania pisma głębokiego, chyba modlitw a paciorków (Karpiński, 1995: 144). Ówczesne świadectwa pokazują także, że pragnące się kształcić, nawet bardzo wybitne kobiety, musiały często czynić to w tajemnicy, jak na przykład XVI-wieczna mistyczka i reformatorka benedyktynek Magdalena Mortęska, która w dzieciństwie musiała uczyć się pisać i czytać w tajemnicy przed ojcem (Bogucka, 1998). Najgorętsze dyskusje rozgorzały w XIX w., a więc w okresie, kiedy kobiety zaczęły starać się o przyjęcie na studia wyższe. Staraniom tym towarzyszyły nie tylko gorące polemiki, ale też często niezwykle ostre ataki. l tak np. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Ludwik Rydygier dowodził, że medycyna nie nadaje się dla kobiet, gdyż "ani siłami ducha, ani siłami tła do takiego zadania kobieta nie dorosła". Podobny był ton publikacji we Lwowie, gdzie kobiety starały się o prawo do studiowania. Ukazała się tu broszura pod charakterystycznym tytułem "Przeciw emancypacji kobiet czyli supremacja kobiet nad mężczyznami", której autor dowodził, że "emancypacja jest większą klęską dla narodu aniżeli rozbiór Polski". Tytuł innej publikacji z tego okresu przestrzegającej kobiety przed zgubnymi skutkami edukacji nosił równie charakterystyczny tytuł: "Nie tędy droga szanowne panie". Kobiety jednak uznały, że także ta droga musi zostać przed nimi otwarta. Kobiety studentkiNiedawno - w latach dziewięćdziesiątych XX w. - minęła setna rocznica dopuszczenia pierwszych kobiet do studiów na polskich uniwersytetach. Prawo to kobiety uzyskiwały stopniowo i po wielu latach usilnych starań. Tak na przykład na Uniwersytet Jagielloński od połowy lat osiemdziesiątych XIX w. studiujące za granicą Polki składały - początkowo bezskutecznie - podania o przyjęcie w poczet studentów. Za początek zmiany uważa się rok 1894, kiedy na mocy przepisów o prawie do hospitacji pierwsze kobiety uzyskały Indywidualne zgody Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego na uczęszczanie na wykłady (Perkowska, 1995). Znamy imiona i nazwiska tych trzech pierwszych kobiet: Stanisława Dowgiałło, Janina Kosmowska i Jadwiga Sikorska. Początkowo kobiety nie były jednak właściwie studentkami, gdyż nie miały ani prawa zdawania egzaminów, ani prawa uzyskania dyplomu. W następnym roku, na tych samych zasadach pozwolono na udział w wykładach pięciu dalszym kobietom. Wreszcie w roku 1897 na regularne studiowanie na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego pozwolono pierwszym kobietom. W 1900 r. dopuszczono kobiety do studiowania także na medycynie i farmacji. W roku akademickim 1902/1903 odbył się pierwszy egzamin doktorski kobiety na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nieco inaczej było na Uniwersytecie Warszawskim, który reguły studiowania ustalał w odradzającej się Polsce - nie było tutaj sporu co do prawa studiowania na nim kobiet (Halbersztadt, 1996). Sprzyjał temu zarówno fakt, że w tym okresie kobiety studiowały już na innych uniwersytetach, jak i zapewne fakt, że w nielegalnych i półlegalnych formach kształcenia pod zaborami (organizowanych między innymi przez Towarzystwo Kursów Naukowych, Uniwersytet Latający) kobiety uczestniczyły w kształceniu. Na Wydziale Humanistycznym Towarzystwa Kursów Naukowych kobiety stanowiły ponad 80% słuchaczek, a statut Towarzystwa przewidywał, że "słuchaczem może być każda osoba bez różnicy płci". Tak więc kulturowe bariery wspólnego, koedukacyjnego kształcenia były już wcześniej przełamane. W pierwszym roku (1915) kobiety stanowiły 9% słuchaczy Uniwersytetu Warszawskiego, w 1918 r. - 20%, w 1923/1924 r. - 35%, najwyższy odsetek stanowiły w 1932/1933 r. - 41%. Następnie odsetek ten nieco spadł, a przed samą wojną znów doszedł do 40%. Od początku jednak proporcje studiujących kobiet i mężczyzn były różne na poszczególnych wydziałach. Najwięcej kobiet studiowało na wydziale filozoficznym w sekcjach humanistycznej i przyrodniczej. Kobiety stanowiły tam około dwóch trzecich studiujących. Znacznie mniejszy odsetek kobiety stanowiły na wydziale lekarskim - początkowo 8%, w okresie pierwszej wojny światowej odsetek kobiet znacznie wzrósł (do 30%), następnie ustabilizował się - kobiety stanowiły na tym wydziale około 20% studiujących. Na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie od początku studiowały kobiety (a więc wcześniej niż np. na Uniwersytecie Jagiellońskim), początkowo stanowiły 3,6%, następnie 15-20% studentów. I wreszcie były takie wydziały, gdzie do drugiej wojny światowej kobiety nie studiowały - tak było na trzech kierunkach teologicznych. Wcześniej niż na polskich uniwersytetach kobiety uzyskały prawo studiowania na uniwersytetach w innych krajach i tam kierowały się Polki pragnące studiować. Bardzo trudno jest ogólnie określić, ile Polek studiowało za granicą w najwcześniejszym okresie, gdyż w czasie zaborów były tam rejestrowane jako obywatelki Austrii, Rosji i Prus. Analizy akt uniwersytetu w Zurichu, który prawa studiowania przyznał kobietom już w 1867 roku wskazują, że Polki stanowiły tam znaczną grupę. Pierwsze Polki pojawiły się na tym uniwersytecie w roku akademickim 1870/1871. Ogółem na 237 dyplomów doktorskich, jakie uzyskali Polacy na wydziale medycznym na tym uniwersytecie w latach 1880/1914, kobiety zdobyły 104, przy czym większość dyplomów uzyskały pod koniec tego okresu (Hulewicz, 1939). Kariery akademickie kobietKobiety, które wcześniej mogły podjąć studia za granicą, wcześniej mogły też podjąć tam pracę naukową. Były wśród nich te najsłynniejsze, które nie mając możliwości studiów, a po nich pracy w Polsce, pracowały głównie za granicą. Wszystkim w Polsce znany jest przykład Marii Skłodowskiej, która z powodu swojej płci nie mogąc studiować na polskim uniwersytecie podjęła studia na Sorbonie, a następnie była pierwszą kobietą, która objęła katedrę na Sorbonie, pierwszą kobietą, która uzyskała naukową Nagrodę Nobla i pierwszą, która uzyskała ją dwukrotnie. Niestety, nie jako uczona polska. Mniej już znany, choć bardzo charakterystyczny jest przykład Józefy Joteyko, która ukończyła studia przyrodnicze w Genewie, a następnie medyczne w Paryżu (1891). Wykładała psychologię na uniwersytecie w Brukseli, w 1916 r. jako pierwsza kobieta i druga po Adamie Mickiewiczu osoba Polski w College de France. Była przewodniczącą belgijskiego Towarzystwa Neurologicznego, pięciokrotną laureatką paryskiej Akademii Nauk, autorką ponad dwustu prac naukowych. W 1919 r. wróciła do Polski i mimo ogromnego dorobku naukowego i uznania międzynarodowego nie otrzymała katedry psychologii doświadczalnej na Uniwersytecie Warszawskim. Wykładała w Państwowym Instytucie Pedagogicznym, a następnie w Wolnej Wszechnicy Polskiej. Był to może jeden z najbardziej jaskrawych przykładów trudności, na jakie napotykały wówczas kobiety pragnące podjąć pracę na wyższych uczelniach - Wolna Wszechnica Polska była jedną z niewielu placówek, która zatrudniała dość liczne kobiety. Trudności z zaakceptowaniem kobiet w wyższych uczelniach powodowały, że wiele kobiet, jeszcze w okresie międzywojennym, mimo zdobycia habilitacji uczyło w szkołach średnich. Profesorem Wolnej Wszechnicy Polskiej od 1919 r. była też Zofia Daszyńska-Golińska. Studiowała ekonomię i socjologię w Zurichu, tam też się doktoryzowała, a następnie wykładała między innymi w Berlinie. Mimo że była już autorką kilku znaczących prac i wykładała na uczelniach niemieckich, po powrocie do Polski odmówiono jej habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1904 r. prof. Napoleon Cybulski, rzecznik równości w wykształceniu, wystąpił o zgodę na mianowanie pierwszej kobiety demonstratorką, czyli młodszą asystentką (Perkowska, 1996). Ministerstwo wydało taką zgodę w grudniu 1904 r., ale tylko na mianowanie kobiet na stanowiska młodszych asystentek. Pierwsza - Wanda Herzog-Radwańska - uzyskała następnie doktorat z medycyny w 1908 r. Gdy w 1906 r. chciano mianować ją asystentką, władze austriackie odmówiły, twierdząc, że sprawa dopuszczenia kobiet do asystentury wymaga generalnego rozstrzygnięcia. Studenci UJ oraz dwa zainteresowane wydziały: filozoficzny i lekarski wystąpiły, a Senat UJ w 1906 r. uchwalił oświadczenie, w którym domagano się dopuszczania kobiet do asystentury. Po roku (1907) ministerstwo wydało zgodę, ale na nierównych zasadach - kobiety-asystentki nie miały uprawnień urzędników państwowych, mieli natomiast takie uprawnienia mężczyźni na takich stanowiskach. Do 1914 r. liczba kobiet-asystentek nie przekroczyła 10, wzrost do 20 nastąpił w okresie pierwszej wojny światowej, kiedy powołano do wojska dużą liczbę mężczyzn-asystentów. W roku akademickim 1925/1926 kobiety stanowiły 15% pomocniczych pracowników naukowych, w 1935/1936 - 17%. Asystentura w tym okresie umożliwiała robienie badań, dawała dostęp do laboratoriów, klinik, archiwów, ale prawo wykładania uzyskiwano dopiero po habilitacji. Problem dopuszczenia kobiet do habilitacji wypłynął w tym samym czasie, w którym wypłynęła sprawa asystentur dla kobiet. W tej sprawie uchwała Senatu UJ była restrykcyjna - sprzeciwiono się prawu kobiet do habilitacji. Bardziej liberalne okazało się austriackie ministerstwo, które w wyjątkowych wypadkach uznało za możliwe dopuszczenie szczególnie uzdolnionych kobiet do stanowiska samodzielnego pracownika nauki. W okresie zaborów podjęto jedną próbę kobiecej habilitacji - Zofii Daszyńskiej-Golińskiej. Została ona jednak odrzucona. Pierwsza habilitacja kobiety na UJ miała ostatecznie miejsce w 1919 r., zatwierdzono ją w 1920 r. Do 1939 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim było piętnaście habilitacji kobiet. Zupełnym już wyjątkiem była profesura kobiety. Pierwsze wykłady powierzono kobiecie (Helenie Willman-Grabowskiej) w katedrze sanskrytu i filologii indyjskiej w 1927 r, a w 1929 r. mianowano ją na stanowisko profesora zwyczajnego. Druga kobieta (Jadwiga Wołoszyńska) została profesorem w 1932 r. (botanika farmaceutyczna, Wydział Filozoficzny). Były to dwie jedyne kobiety profesorki przed drugą wojną światową na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na Uniwersytecie Warszawskim (Halbersztadt, 1996) pierwsze wykłady prowadziła do 1926 r. Maria Ehrlichówna, ale były to wykłady zlecone (diagnostyka chorób dzieci). Choć wykładowczyni się habilitowała, nie została pracownikiem etatowym UW. Od najwcześniejszych zachowanych spisów składów osobowych Uniwersytetu Warszawskiego wśród asystentów, wprawdzie nieliczne, obecne były kobiety. Warto tu zaznaczyć, że od 1923 r. jedyną asystentką na seminarium filozoficznym była Maria Niedźwiecka (późniejsza Maria Ossowska). Pierwsza kobieca habilitacja na UW miała miejsce w 1922, kiedy Cezaria Bauduin de Courteney zrobiła habilitację z zakresu etnologii. Została ona też pierwszą kobietą - profesorem na Uniwersytecie Warszawskim w 1934 r. Następne habilitacje kobiet nastąpiły dopiero dziesięć lat po pierwszej habilitacji. W latach 1932-1934 habilitację uzyskało siedem kobiet. Druga kobieta została profesorką UW na Wydziale Weterynarii w 1937 r. - w tym przypadku dwóch profesorów złożyło votum separatum, podobno ze względu na to, że mianowana na stanowisko profesora miała być kobieta. W roku 1938 pierwsza kobieta została profesorem tytularnym na Wydziale Lekarskim UW. Kobiety stanowiły przed drugą wojną światową niespełna 5% profesorów i około 15% pracowników (łącznie w wykładowcami). Współczesność - równość czy zróżnicowanie? Wykształcenie kobiet i mężczyzn we współczesnej PolsceRóżnice w wykształceniu dziewcząt i chłopców rozpoczynają się we współczesnej Polsce na etapie szkoły średniej. Nauka na wcześniejszym, podstawowym szczeblu edukacji jest obowiązkowa, zróżnicowanie ze względu na płeć może więc na tym etapie wystąpić. Natomiast już w szkołach średnich występują różnice wskazujące na nieco wyższe wykształcenie dziewcząt niż chłopców w Polsce. Kobiety od lat zdecydowanie przeważają w liceach ogólnokształcących - wśród absolwentów takich szkół w 1997 roku stanowiły 69% (mężczyźni - 31%). Mężczyźni natomiast zdecydowanie przeważają w zasadniczych szkołach zawodowych, których ukończenie nie daje prawa wstępu do szkoły wyższej w 1997 r. wśród uczniów takich szkół w roku akademickim 1997/1998 kobiety stanowiły tylko 36% (mężczyźni - 64%). Podobne tendencje zaznaczyły się po wprowadzeniu reformy oświaty - w ponadgimnazjalnych szkołach zawodowych w roku 2004/2005 dziewczęta stanowiły 29% uczniów (mężczyźni - 71%). Tendencja ta potwierdzona została przez dane uzyskane podczas ostatniego spisu powszechnego. W kategorii osób mających "wykształcenie ogólnokształcące z maturą" zdecydowanie przeważają kobiety (70,2%), mężczyźni nie stanowią nawet jednej trzeciej tej grupy (29,8%). Mężczyźni stanowią zaś zdecydowaną większość osób mających wykształcenie zasadnicze zawodowe (mężczyźni - 62,1%, kobiety - 37,9). Od wielu lat przewaga dziewcząt zaznacza się w liceach ogólnokształcących, choć w ostatnich latach nieco maleje, i tak w 1996 r. kobiety stanowiły 68% uczniów liceów, a w 2001 r. - 63%. Tendencja ta utrzymują się też w ostatnich latach: w roku szkolnym 2003/2004 kobiety stanowiły 61 % uczennic liceów ogólnokształcących, a w liceach ponadgimnazjalnych, już po wprowadzeniu reformy szkolnictwa, w roku 2004/2005 kobiety stanowiły 60% uczniów. Kobiety częściej też są reprezentowane wśród kończących szkoły policealne, ale i tutaj ich przewaga maleje: w 1990/1991 r. stanowiły 80% absolwentów (75% uczniów), w 1995/1996 r. - 75% absolwentów (68% uczniów), w 1999/2000 r. - 67% absolwentów (62% uczniów), a w roku 2003/2004 - 64% absolwentów (59% uczniów). Tak więc wyrównywaniu proporcji w liceach towarzyszy wyrównywanie proporcji wśród uczniów i absolwentów szkół policealnych. Trzeba jednak zauważyć, że kobiety częściej doprowadzają edukację aż do jej ukończenia - wśród absolwentów odsetek kobiet niezmiennie jest wyższy niż wśród uczniów. Ciekawym przekształceniom ulegają proporcje kobiet i mężczyzn wśród studiujących w Polsce. W latach osiemdziesiątych udział kobiet wśród studiujących stał się odzwierciedleniem udziału kobiet w całej populacji ludności Polski (51%). W latach dziewięćdziesiątych kobiety osiągnęły przewagę wśród studiujących (w roku akademickim 1997/1998 stanowiły 56% studentów, w 2000/2001 r. - 57%, w 2004/2005 r. - 56,5% studiujących), a zwłaszcza wśród absolwentów szkół wyższych (w 1997 r. kobiety stanowił 63%, w 2001 r. - 64% absolwentów tych szkół). Od lat nie ulegają jednak zmianie preferencje kobiet jeśli chodzi o kierunki studiów. Kobiety stanowią znaczną większość studiujących na kierunkach humanistycznych, gdzie miały przewagę wśród studentów w Polsce jeszcze przed drugą wojną światową (np. na kierunkach humanistycznych w roku akademickim 1937/1938 kobiety stanowiły 53%, w 1997/1998 - 63%). Są też takie kierunki, które zarówno dawniej jak i dzisiaj są dość rzadko wybierane przez kobiety - i to mimo propagandy zachęcającej w okresie komunistycznym kobiety do studiów na takich kierunkach (np. na studiach inżynieryjnych i technicznych kobiety stanowiły w roku akademickim 1937/1938-7%, a w roku 1997/1998 . 20%). Zwiększająca się od lat liczba studiujących kobiet znalazła swoje odzwierciedlenie w proporcjach osób z wyższym wykształceniem w Polsce. Narodowy Spis Powszechny pokazał, że obecnie kobiety stanowią już większość wśród osób z wyższym wykształceniem - w całej populacji osób wyższym wykształceniem kobiety stanowią 54,8%, a mężczyźni - 45,2%.) O ile więc dane pochodzące z poprzedniego spisu powszechnego pokazywały, że kobiety mają przewagę wśród osób z wykształceniem średnim, mężczyźni zaś - z wyższym, o tyle obecnie w obu tych kategoriach - wśród osób z wykształceniem średnim i wyższym przewagę mają kobiety. Ogromne różnice w wykształceniu związane są w Polsce z wiekiem badanych. W najstarszych grupach wieku spotykamy najwięcej osób słabo wykształconych, a najmniej z wykształceniem wyższym. W młodszych pokoleniach jest odwrotnie - maleje odsetek słabo wykształconych, rośnie lepiej wykształconych. Wzrost wykształcenia w młodszych pokoleniach dotyczy zwłaszcza kobiet. Wśród kobiet w wieku 60-64 lata odsetek osób z wykształceniem średnim wynosił w 1988 r. 13%, w wieku 45-59 lat - 3%, a w wieku 25-29 aż blisko połowę - 47%. Kolejny spis powszechny potwierdził tę tendencję, wyraźną także w przypadku wykształcenia wyższego. l tak wśród kobiet w wieku 60-64 lata odsetek osób ze średnim wykształceniem wynosił 25%, w wieku 45-49 lat - 36%, w wieku 25-29 lat - 35%, natomiast z wykształceniem wyższym odpowiednio - 9% (60-64 lata - w 1988 r. niespełna 2% kobiet w tej grupie wieku), 12% (40-45 lat) i 25% (25-29 lat). Zwraca uwagę zwłaszcza widoczny wzrost odsetka kobiet z wyższym wykształceniem w najmłodszych generacjach Polek. Znacznie wolniej ten sam proces przebiega wśród mężczyzn - wśród mężczyzn w wieku 60-64 lata osoby ze średnim wykształceniem stanowiły w 1988 r. 16%, w wieku 45-49 lat - 19%, w wieku 25-29 lat - 28%. Według ostatniego spisu powszechnego wśród mężczyzn w wieku 60-64 lata osoby ze średnim wykształceniem stanowiły 21%, w wieku 45-49 lat - 27%, w wieku 25-29 lat - 32%. Natomiast z wykształceniem wyższym w wieku 60-64 lata - 11% (w 1988 r., niespełna 5% mężczyzn w tej grupie wieku), w wieku 45-49 lat - 11%, w wieku 25-29 lat - 17%. Można wiec powiedzieć, że w najmłodszych rocznikach zbliża się do siebie wśród kobiet i mężczyzn proporcja osób z wykształceniem średnim, natomiast w tych samych rocznikach wyraźnie więcej kobiet niż mężczyzn zdobywa wyższe wykształcenie. Wśród kobiet jest też nieco więcej osób o najniższym poziomie wykształcenia, choć różnice w ostatnich latach stały się minimalne - wśród kobiet wykształcenie podstawowe ma 31%, wśród mężczyzn zaś - 28% (dane obejmują osoby w wieku 13 i więcej lat), a niepełne podstawowa - odpowiednio 4 i 3%. Ponieważ osoby o najniższym wykształceniu dominują w najstarszych grupach wieku, można oczekiwać, że coraz mniejszy będzie udział osób z najniższym wykształceniem zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Kobiety miały też od dłuższego czasu przewagę wśród osób kształcących się na studiach podyplomowych, a w ostatnim okresie przewaga ta znacznie wzrosła. Jeszcze w 1995 r. odsetek kobiet wśród studentów studiów podyplomowych wynosił 58%, w 2000 r. zaś wyniósł już 70%. Liczba osób studiujących na tym poziomie bardzo w tym czasie wzrosła, ale wzrost ten jest znacznie większy wśród kobiet - o ile wśród mężczyzn liczba studiujących w tym trybie nawet się nie podwoiła, o tyle wśród kobiet wzrosła ponad trzykrotnie. Kobiety więc chcą się edukować, a też jak można sądzić - obawiają się, że w sytuacji bezrobocia, dotykającego w większym stopniu kobiety, wyższe wykształcenia nie jest już wystarczające do znalezienia i utrzymania pracy. Odsetek kobiet wzrasta też na studiach doktoranckich, choć na tym poziomie studiów przewagę mają nadal mężczyźni. W 1995 r. kobiety stanowiły 38% doktorantów, w 2000 r. - 44% uczestników studiów doktoranckich. Różnice widoczne są w proporcji osób ze stopniem naukowym co najmniej doktora - w tej kategorii zdecydowanie przeważają mężczyźni (65%, kobiety - 35%). Ta kategoria wykształcenia jest jednak minimalna w całej populacji - wśród mężczyzn stanowi ona 0,5%, a wśród kobiet - 0,2%. W najbliższych latach następować będą interesujące zmiany w wykształceniu kobiet i mężczyzn. Już stosunkowo skromna reforma, pozwalająca na tworzenie szkół niepublicznych pokazała, że nieco inaczej układają się w nich proporcje uczących się dziewcząt i chłopców, i tak w liceach publicznych dziewczęta stanowiły w 1994/1995 r. 70% uczących się, natomiast w niepublicznych ich przewaga jest znacznie mniejsza, stanowiły tam 56% uczniów. Odwrotnie było w szkołach zawodowych - w publicznych szkołach zawodowych dziewczęta stanowiły wówczas 36% uczniów, natomiast w niepublicznych - 69%. Największą zmianę przyniesie natomiast wprowadzona stosunkowo niedawno reforma edukacji przewidująca w niedalekiej przyszłości likwidację szkół zawodowych w ich obecnym kształcie. Oznacza to, że największa obecnie różnica w sposobie kształcenia wyrażająca się w znacznie częstszym kształceniu dziewcząt niż chłopców w liceach, natomiast częstszym kształceniu chłopców niż dziewcząt w nie dających możliwości dalszego studiowania szkołach zawodowych ulegnie zmianie. W ostatnich latach, w związku z wprowadzaniem w wielu szkołach odpłatności za naukę, wielokrotnie wyrażano obawę, czy nie zmniejszą się z tego powodu szanse edukacyjne dziewcząt. Kształcenie wymaga coraz częściej nakładów finansowych - dotyczy to nie tylko edukacji w płatnych szkołach niepublicznych, ale też w publicznych szkołach wyższych, w których wprowadzane są różne typy odpłatnych studiów. Badania wskazują jednak, że obawy te, przynajmniej jak dotąd, nie są uzasadnione. Odsetek kobiet wśród studiujących okazał się być niezależny od wysokości opłat za studia. Wśród szkół, w których studiuje dużo kobiet (powyżej 70% studiujących) są zarówno szkoły o wysokim, jak i niskim czesnym. Decydujący okazuje się przede wszystkim profil wykształcenia - w szkołach niepublicznych odtwarza się proces dominowania kobiet w pewnych kierunkach kształcenia (szkoły pedagogiczne, kierunki humanistyczne) i niska reprezentacja kobiet na wielu kierunkach, których skończenie umożliwia utrzymanie dobrze płatnej pracy (informatyka, zarządzanie). Obawy o zmniejszanie się szans edukacyjnych kobiet w związku ze zwiększającymi się kosztami wykształcenia są jednak, jak się wydaje, nieuzasadnione przede wszystkim z powodów subiektywnych - popularności przekonania o wysokiej wartości wykształcenia dla kobiet. Znaczny odsetek Polaków pragnie dla swoich dzieci wyższego wykształcenia, a więcej osób jest w stanie pogodzić się z niższym wykształceniem syna niż córki. Kobiety częściej niż mężczyźni pragną, by ich dzieci zdobyły wyższe wykształcenie. Kobiety przypisują także wykształceniu wyższą wartość niż mężczyźni - wśród kobiet jest więcej niż wśród mężczyzn osób przekonanych, że warto zdobywać wykształcenie. Proporcje kształcących się kobiet i mężczyzn pokazują, że te opinie znajdują swoje odbicie w rzeczywistych zachowaniach kobiet. Nauczyciele. Kariery akademickie kobietW szkolnictwie, podobnie jak w wielu innych zawodach, kobiety natrafiają na "szklany sufit", który nie pozwala im osiągnąć najwyższych stanowisk i sprawować najwyższych funkcji. Mamy tu do czynienia z piramidą, u podstawy której jest wiele kobiet, natomiast na jej szczycie kobiet niemal się nie spotyka. Przykładem może być choćby struktura zatrudnienia: w szkołach najniższego szczebla (szkoły podstawowe) kobiety stanowią ogromną większość zatrudnionych (1997 r. - 84,6%), przewagę, choć mniejszą, mają także kobiety na szczeblu wykształcenia średniego (65,8%), natomiast w szkołach wyższych przewagę wśród zatrudnionych mają mężczyźni (kobiety - 35,6%, mężczyźni - 64,4%). Podobna piramida występuje też wśród osób kierujących szkołami: wśród kierujących szkołami podstawowymi kobiety stanowią około 70%, w szkołach średnich - 45-55%, niemal nie spotyka się kobiet wśród kierujących szkołami wyższymi, zwłaszcza publicznymi szkołami wyższymi. Z podobną sytuacją mamy także do czynienia w szkołach wyższych. Wśród osób zatrudnionych na wyższych uczelniach jest znacznie mniej kobiet niż wśród studiujących, a także mniej niż stanowią kobiety wśród wszystkich osób z wykształceniem wyższym. Co więcej, także w szkołach wyższych mamy do czynienia z "piramidą" - na najniższych stanowiskach, zwłaszcza takich, które nie są związane z awansem naukowym (np. na stanowiskach wykładowców, lektorów) spotykamy procentowo najwięcej kobiet, natomiast najmniej kobiet pracuje na najwyższych stanowiskach w uczelniach (stanowiska profesorów). Tak więc wzrostowi udziału kobiet wśród pracowników wyższych uczelni towarzyszy feminizacja stanowisk, które nie związane są z pracą naukową - na stanowiskach lektorów, wykładowców i innych nie związanych z pracą naukową stanowiskach ("inne" w tabeli 1) kobiety zwiększały systematycznie swój udział i od lat osiemdziesiątych mają tutaj przewagę. W innych grupach pracowników uczelni wprawdzie zwiększają swój udział, ale nadal stanowią znaczną mniejszość wśród zatrudnionych. Najmniej kobiet spotykamy wśród profesorów zwyczajnych - stanowią one tylko 19% tej grupy. Tabela 1. Udział kobiet wśród pracowników wyższych uczelni (w %)
Na podstawie: Rocznik Statystyczny Szkolnictwa, GUS, Warszawa 1985 (obliczenia autorki); Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1996 i 2001 (obliczenia autorki). Pewne ciekawe tendencje można zauważyć, analizując proces uzyskiwania stopni i tytułów naukowych przez kobiety i mężczyzn w poszczególnych latach. Dane przedstawione w tabeli 2 zwracają uwagę na fakt, że w ostatnich latach odsetek kobiet wśród osób uzyskujących stopień doktora habilitowanego jest znacznie wyższy niż odsetek kobiet pracujących na uczelni na stanowiskach docentów i profesorów. Ponieważ trudno obecnie wyobrazić sobie uruchomienie mechanizmów dyskryminujących ze względu na płeć, które powodowałyby rzadszy awans kobiet niż mężczyzn mimo uzyskiwania habilitacji, można oczekiwać wzrostu odsetka kobiet wśród pracowników uczelni na najwyższych stanowiskach. Dane statystyczne przekonują nas także o istnieniu stałej tendencji - zwiększa się odsetek kobiet uzyskujących zarówno stopnie doktora, doktora habilitowanego, jak i profesora. W roku 2000 w porównaniu z poprzednimi latami zdecydowanie wzrósł odsetek kobiet wśród osób uzyskujących stopień doktora - po raz pierwszy przekroczył 40%, w 2004 r. zbliżył się do połowy (47%). Wśród doktorów habilitowanych także w 2000 r. odsetek kobiet po raz pierwszy zbliżył się do 30%, a wśród profesorów do jednej czwartej. W 2003 r. już blisko jedna trzecia nowych doktorów habilitowanych to kobiety (32%), a wśród nowo mianowanych profesorów odsetek przekroczył jedną czwartą. Nie zmienia się natomiast od lat niska reprezentacja kobiet wśród władz uczelni. W 1994 r., a więc dokładnie w setną rocznicę pojawienia się pierwszych słuchaczek na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukazała się książka prof. Marii Joanny Radomskiej Byłam rektorem. 1981-1987:. Na obwolucie czytamy: [...] była pierwszą kobietą rektorem uczelni akademickiej w historii polskiej szkolnictwa wyższego. Sama autorka pisze o tym: Byłam jedyną kobietą. [...] W tym okresie różne pisma, radio prosiły mnie o wywiady ciągle podkreślając, że jestem jedyną kobietą-rektorem (taka mała sensacja), a dla mnie to właśnie było najmniej ważne. Nigdy nie byłam feministką i choć wiedziałam, że stosunek mężczyzn do wielu spraw jest zupełnie inny niż kobiet nie sprawiało mi to trudności. Tabela 2. Udział kobiet wśród osób uzyskujących stopnie i tytuły naukowe (w %)
Na podstawie: Rocznik Statystyczny Szkolnictwa, GUS, Warszawa 1985 (obliczenia autorki); Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1996, 2000 i 2005 (obliczenia autorki). Nie można się dziwić, że była to sensacja - nikt nie może (głosić jako sensacji faktu, że rektorem uczelni został mężczyzna, gdyż do dziś niemal wszyscy rektorzy uczelni państwowych to mężczyźni. W kadencji rektorów szkół wyższych, która skończyła się w 1999 roku w Polsce była tylko jedna kobieta rektor wyższej szkoły publicznej. W kolejnej kadencji rektorów (1999-2002) było jeszcze gorzej - żadna kobieta nie pełniła funkcji rektora wyższej szkoły publicznej. Wśród prorektorów kobiety stanowiły najwyższy odsetek w uczelniach pedagogicznych - 23%, wśród prorektorów uniwersytetów stanowiły 17%, akademii rolniczych - 9%, akademii ekonomicznych - 7%, politechnik - 5%, nie było kobiet wśród prorektorów akademii wychowania fizycznego i akademii teologicznych. Następna kadencja (2002-2005) przyniosła niewielki postęp. Wśród 78 rektorów wyższych szkół publicznych były 2 kobiety (w Akademii Pedagogicznej w Słupsku i Akademii Muzycznej w Łodzi). Wśród prorektorów najwyższy odsetek stanowiły kobiety w uczelniach ekonomicznych (20%) i akademiach rolniczych (19%). W szkołach pedagogicznych kobiety stanowiły 15% prorektorów, podobnie było na uniwersytetach, gdzie kobiety zajmowały nieco powyżej 14% stanowisk prorektorów, niewiele mniej w akademiach rolniczych (13%). Najmniej tych stanowisk zajmowały kobiety na politechnikach (niespełna 5%). Kobiet wśród władz rektorskich (a więc wśród rektorów i prorektorów) nie było w tej kadencji między innymi na uniwersytetach w Warszawie, Poznaniu, Toruniu, Szczecinie, Olsztynie, Zielonej Górze. Na Uniwersytecie Warszawskim funkcję rektora i wszystkie funkcje prorektorów sprawowali w ciągu dwóch kolejnych kadencji wyłącznie mężczyźni zarówno w kadencji kończącej się w 1999 r., jak i w następnej. W kadencji (2002-2005 jedna kobieta zajmowała na UW stanowisko prorektora. Profesor Katarzyna Chałasińska-Macukow, która wówczas była prorektorem, w 2005 r. została wybrana - po raz pierwszy w historii kobieta - Rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Kobiety stanowią znaczną mniejszość w Senacie Uniwersytetu Warszawskiego, wśród dziekanów wydziałów i dyrektorów Instytutów. W kadencji 1999-2002 kobiety stanowiły 25% członków senatu uczelni, 29% wśród dziekanów wydziałów, 29% wśród prodziekanów, 25% wśród dyrektorów instytutów, katedr i zakładów. W obecnej kadencji (2005-2008) zdecydowanie wzrósł odsetek kobiet we władzach rektorskich (2 kobiety na 5 stanowisk - 40%), ale znacznie spadł wśród dziekanów wydziałów (2 kobiety wśród 24 dziekanów - 8%). W Senacie UW kobiety stanowią w tej kadencji -126%. Wprawdzie w jednym z poprzednich rządów kobieta pełniła funkcję Ministra Edukacji, ale w 2005 r. zarówno w rządzie SLD, jak i po wyborach w rządzie stworzonym przez PiS - tak jak w dwóch poprzednich rządach - funkcję tę pełni znowu mężczyzna. Wśród kierownictwa resortu za rządów SLD była tylko jedna kobieta (na stanowisku sekretarza stanu) i pięciu mężczyzn (minister i czterech podsekretarzy stanu). W rządzie PiS w kierownictwie Ministerstwa Edukacji i Nauki nie ma żadnej kobiety - zarówno funkcję ministra, sekretarza stanu, jak i pięciu podsekretarzy stanu pełnią mężczyźni. Tak więc w tej sfeminizowanej branży, jaką jest edukacja, struktura zatrudnienia potwierdza istnienie "szklanego sufitu" nie dopuszczającego kobiet do zajmowania wysokich, prestiżowych, dobrze opłacanych stanowisk, łączących się ze sprawowaniem władzy, kierowaniem i zarządzaniem środkami finansowymi. Dostęp do edukacjiPrzytaczane dane wskazujące na przewagę kobiet w szkołach zapewniających pełne średnie wykształcenie oraz rosnący udział kobiet w szkolnictwie wyższym wskazują na brak dyskryminacji w dostępie do edukacji. Jednak bliższe przyjrzenie się temu problemowi przekonuje, że dostęp ten w rzeczywistości nie jest jeszcze równy, a sprawa tym bardziej warta jest omówienia, że w ostatnich latach następowały w tym zakresie zasadnicze zmiany. Równego dostępu do edukacji dotyczyła jedna z pierwszych spraw o dyskryminację z powodu płci, jaką rozpatrywał Trybunał Konstytucyjny w Polsce. Sprawa dotyczyła zarządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 1985 r., na mocy którego w akademiach medycznych następował podział miejsc w proporcji 50% dla kobiet i 50% dla mężczyzn. Od wielu lat kobiety uzyskiwały lepsze od mężczyzn wyniki podczas egzaminów wstępnych i podział ten działał na korzyść gorzej zdających mężczyzn, a na niekorzyść lepiej zdających kobiet. Początkiem sprawy była skarga kobiety, która mimo uzyskania dużej liczby punktów podczas egzaminu wstępnego nie została przyjęta na studia, gdyż nie zmieściła się w 50% miejsc przeznaczonych dla kobiet. Podkreślić trzeba, że niektórzy mężczyźni, którzy uzyskali mniejszą niż skarżąca liczbę punktów, zostali przyjęci w tym samym roku na ten sam wydział, gdyż zmieścili się w 50-procentowym limicie miejsc przeznaczonych dla mężczyzn. Sprawa skierowana została w 1987 r. do Trybunału Konstytucyjnego przez Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego. Minister Zdrowia i Opieki społecznej, broniący 50% limitu przyjęć dla mężczyzn na akademie medyczne stwierdził, że podstawą takiego podziału miejsc były przede wszystkim cztery okoliczności: 1) niektóre kierunki lekarskie (głównie chirurgiczne) wymagają szczególnych cech psychofizycznych, którymi dysponują mężczyźni - konieczne jest więc wykształcenie odpowiedniej liczby mężczyzn-lekarzy; 2) niektóre specjalności (np. radiologia, medycyna nuklearna) są niewskazane dla kobiet ze względu na ich funkcje macierzyńskie; 3) zawód lekarza wymaga całodobowej opieki nad chorym, kobiety zaś ze względu na funkcje macierzyńskie i rodzinne mają ograniczone możliwości podejmowania dyżurów nocnych; 4) konieczna jest odpowiednia liczba mężczyzn-lekarzy na wypadek mobilizacji czy sytuacji wojennej. Tak więc Minister Zdrowia w uzasadnieniu pomijał zupełnie zasadę równości kobiet i mężczyzn. Wskazywał na potrzebę - jego zdaniem uzasadnioną - wprowadzenia limitów umożliwiających zwiększenie liczby mężczyzn studiujących w akademiach medycznych ponad ich liczbę wynikającą z egzaminów wstępnych. Argumenty te nie były w zasadzie przedmiotem ocen Trybunału Konstytucyjnego, który powołany jest do orzekania o zgodności prawa z konstytucją oraz o zgodności regulacji niższego rzędu z regulacjami wyższego rzędu. Po wysłuchaniu świadków (lekarzy, zwłaszcza chirurgów) Trybunał wskazał jednak na nietrafność tych argumentów: na fakt pracy wielu kobiet w chirurgii i nowoczesne jej metody nie wymagające stosowania siły fizycznej, na wybór specjalizacji dopiero po sześciu latach studiów lekarskich i w związku z tym nietrafność selekcji znacznie wcześniej, przy przyjmowaniu na studia. Odnosząc się do ochrony kobiet, zwłaszcza w okresie ciąży i macierzyństwa, Trybunał wskazał, że ochrona taka występuje we wszystkich zawodach, odpowiednie regulacje znajdują się w przepisach prawa socjalnego i ubezpieczeniowego, w żadnym zaś razie nie mogą znajdować się w regulacjach dotyczących przyjęć na studia wyższe. Kolejny argument odnoszący się do całodobowej opieki i dyżurów nocnych również mógłby mieć zastosowanie do pracy w różnych zawodach, także w zawodach związanych z ochroną zdrowia - dyżury takie pełnią przecież pielęgniarki, salowe - w ogromnej większości kobiety, ograniczanie dopływu kobiet na studia lekarskie nie może więc być w taki sposób uzasadniane, i wreszcie ostatni argument uznany został za nietrafny, gdyż zaspokajaniu potrzeb sił zbrojnych służą przede wszystkim akademie wojskowe, w których nabór i limity podporządkowane są potrzebom obronności. Trybunał przypomniał także, że kobiety - w tym oczywiście lekarki - mogą być w miarę potrzeby powoływane do odbywania służby wojskowej. Trybunał Konstytucyjny uznał zarządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej za sprzeczne z konstytucją oraz z międzynarodowymi paktami i konwencjami ratyfikowanymi przez Polskę, a w konsekwencji za niedopuszczalne. Trybunał uznał, że minister, wydając rozporządzenie, przekroczył swoje kompetencje, próbował ograniczyć prawa obywateli normą niższego niż ustawa rzędu, co jest sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa, stwierdził też, że "wszelkie działania, których efektem jest ograniczanie równości płci są nie do przyjęcia". Trybunał powołał się na ratyfikację przez Polskę między innymi Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych oraz na Konwencję w Sprawie Eliminacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet i na obowiązek przestrzegania zasady równości płci. Wydawać by się mogło, że po tym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w Polsce nie może już dojść do dyskryminacji kobiet przy przyjmowaniu na studia wyższe. Jednak kilka lat po tym rozstrzygnięciu kobiety nadal nie były przyjmowane do niektórych szkół wyższych i nie były dopuszczane do pewnych zajęć dydaktycznych i szkoleń. Zwracały się - przez wiele lat nieskutecznie - do różnych instytucji w obronie swojego prawa do równego dostępu do wykształcenia. Dotyczyło to szkół, które nie podlegały Ministerstwu Edukacji, lecz działały w ramach innych resortów, między innymi podlegających Ministerstwu Obrony Narodowej i Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. I tak w grudniu 1996 r. w szkołach wyższych podlegających Ministerstwu Obrony Narodowej studiowało 5860 mężczyzn, a wśród studiujących nie było ani jednej kobiety. W Szkole Głównej Straży Pożarnej wśród 930 osób studiowało 9 kobiet, wszystkie były studentkami studiów zaocznych. W Wyższej Szkole Policji w Szczytnie wśród 2745 osób studiowało 239 kobiet (9% studiujących). W 1998 r. podjęłam próbę uzyskania odpowiedzi na pytanie, jak kształtowany jest mechanizm uniemożliwiający kobietom studiowanie w tych szkołach - dlaczego i na jakiej podstawie nie są one do nich dopuszczane. Do Wojskowej Akademii Technicznej i Wojskowej Akademii Medycznej kobiety nie były przyjmowane, choć nie potrafiono nam wskazać podstawy prawnej, która taka praktykę umożliwiała. Późniejsza interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich ujawniła, że podstawy prawnej do takich działań po prostu nie było, a jednak praktyka taka trwała przez wiele lat. Poinformowano nas, że kobiety zawsze interesowały się studiami w tych szkołach, dopytywały się o możliwość podjęcia studiów, ale nie były dopuszczane do procedury kwalifikującej kandydatów. W Szkole Policyjnej w Szczytnie oficjalny limit przyjęć kobiet na studia obowiązywał do 1997 roku. I tak na przykład w 1992 roku przyjęto na studia w tej szkole 40 kobiet, w latach 1993-1995 po 15 kobiet rocznie. W 1997 r. ponownie przyjęto na studia 40 kobiet. Do 1997 r. stosowano tam mechanizm analogiczny do opisanego w przypadku szkół medycznych w latach osiemdziesiątych - w teście przesiewowym, podczas którego kobiety uzyskiwały lepsze wyniki, minimum dopuszczające kobiety do dalszych etapów wieloetpowego egzaminu wynosiło 25 punktów, a dopuszczające mężczyzn 23 punkty. W 1998 r. nie obowiązywały już ani limity dla kobiet, ani różnice w liczbie punktów dla kobiet i mężczyzn dopuszczanych do dalszej procedury kwalifikacyjnej. Kobiety, którym odmawia się prawa studiowania w niektórych szkołach, próbowały wyegzekwować prawo do równości w edukacji, między innymi kierując skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich. Dwie z nich dotyczyły odmowy prawa przystąpienia do egzaminów wstępnych kobietom, które chciały studiować w uczelniach wojskowych. Jedna ze skarżących napisała do 10 uczelni wojskowych i ze wszystkich uzyskała odpowiedź odmowną uniemożliwiającą jej przystąpienie do egzaminów wstępnych, mimo że żadna z tych szkół nie określała płci kandydatów w warunkach przyjęcia na studia. Rzecznik podjął interwencję wskazując, że ustawa o wyższym szkolnictwie wojskowym nie różnicuje kandydatów ze względu na płeć i nie stawia przewód prawnych uniemożliwiających bądź ograniczających dostęp do tych szkół kobietom. Ministerstwo Obrony Narodowej uzasadniało swoje decyzje głównie powodami finansowymi, ze względu na które, jak stwierdzono "sprawa ta wydaje się na dzień dzisiejszy nierealna". Inna skarga podobnego typu dotyczyła studentki Szkoły Morskiej w Szczepie, która nie została dopuszczona do przeszkolenia wojskowego, umożliwiającego złożenie egzaminu na oficera i powołanie na określone stanowisko służbowe. W odpowiedzi na skargę studentki ministerstwo podało, że wiele studentek zgłasza się z prośbą o dopuszczenie ich do takiego przeszkolenia i nie uzyskuje odpowiedniej zgody (Arcimowicz, 1997). Sytuacja uległa zmianie w roku akademickim 1999/2000. Szkoły wojskowe w ogłoszonych warunkach przyjęć zaznaczają już, że studia dostępne są dla kobiet i mężczyzn. Zbyt krótki okres otwarcia tych studiów dla kobiet nie pozwala na odpowiedź na pytanie, czy kobiety szeroko korzystają obecnie możliwości kształcenia w tych szkołach. Warto jednak podkreślić, że umożliwienie kobietom podjęcia w nich studiów, co ograniczane było wcześniej bez żadnej podstawy prawnej, nie nastąpiło na skutek interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich ani na skutek przyznania przez władze, że praktyka ta była sprzeczna z prawem i konstytucyjną zasadą równości - stało się tak niemal automatycznie po wstąpieniu Polski do NATO. Presja zewnętrzna i standardy międzynarodowe okazały się skuteczniejsze w działaniu na rzecz równości kobiet i mężczyzn niż mechanizmy przewidziane w Polsce do obrony zasad państwa prawa i zgodności z konstytucją działań i regulacji prawnych niższego rzędu. [...] Gender StudiesW Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego uchwałą senatu uczelni wprowadzono w 1996 r. podyplomowe studia nad społeczną i kulturową tożsamością płci - Gender Studies. Projekt tych studiów został przygotowany łącznie przez grupę ponad dwudziestu kobiet z dwunastu wydziałów UW i PAN. Pracownicy Polskiej Akademii Nauk i uniwersytetów znajdujących się w innych miastach również prowadzą wykłady w ramach tego programu. Początkowo Gender Studies miały 40 studentów; obecnie (w roku akademickim 2005/2006) mamy ich ponad 120. Przy organizowaniu studiów tego typu napotkaliśmy problem, który podzielają wszystkie programy typy Women's czy Gender Studies. Problem ten zamyka się w pytaniu, czy należy tworzyć odrębną instytucję grupującą osoby zainteresowane tą specyficzną dyscypliną, czy też raczej wymiar płci powinien być włączony w tradycyjne dziedziny wiedzy. W literaturze można znaleźć różne punkty widzenia w tej kwestii. Każda z opcji ma swoje pozytywne i negatywne konsekwencje. Powołanie odrębnej instytucji może zepchnać tę dziedzinę do specyficznego "getta" i wzmocnić przekonanie, że wymiar płci ma znaczenie jedynie w dziedzinach, w których prowadzone są specjalne studia nad tym zagadnieniem, ale nie ma znaczenia dla tradycyjnych dziedzin wiedzy. Może to spowodować pomijanie tych problemów przez tradycyjne gałęzie nauki, dlatego też ogromna większość absolwentów uniwersytetu przygotowana do wielu ról zawodowych, która znajduje się pod wpływem jedynie tradycyjnych dziedzin wiedzy, nigdy nie zetknęła się z tematyką płci w trakcie swoich studiów. Jednym z naszych celów jest zmiana sytuacji, w której świeżo upieczeni prawnicy, dziennikarze i nauczyciele nie posiadają wiedzy o roli płci we wszelkich sferach nauki i życia. Utworzenie odrębnej instytucji może jednak spowodować przekonanie przedstawicieli różnych dziedzin nauki, że studia nad problemami płci powinny być prowadzone wyłącznie lub prawie wyłącznie w tej instytucji, co z kolei uniemożliwi wprowadzenie jakichkolwiek zmian w tradycyjnych dziedzinach. Organizacja odrębnej instytucji ma również ważne zalety. Tworzy ona bowiem płaszczyznę wspólnych badań, analiz i publikacji osób zainteresowanych dziedziną płci, możliwość szybszego postępu w tej nowej dziedzinie, a co za tym idzie, utworzenie konkretnej nowej jakości w badaniach i edukacji przez tworzenie rzeczywiście nowatorskiej dziedziny nauki. Druga opcja: rezygnacja z odrębnej instytucji i wprowadzenie problemów płci do poszczególnych dyscyplin posiada również swoje wady i zalety. Minusem tego podejścia jest to, że prawie niemożliwe jest tu wytworzenie nowej jakości, to jest nowej dziedziny opartej na interdyscyplinarnych badaniach analizach naukowych. Często trudniej jest również wprowadzić problemy płci do poszczególnych dyscyplin; osoba pragnąca to zrobić musi działać w specyficznej izolacji, będąc w większości przypadków jedynym lub jednym z nielicznych przedstawicieli tego podejścia na swoim wydziale. Opcja ta ma jednakże również swoją zaletę: działa w kierunku zmiany tradycyjnej dyscypliny, problemy płci są objęte zwykłymi programami tradycyjnych kierunków uniwersyteckich. Tak jak w wielu innych krajach na Uniwersytecie Warszawskim zdecydowałyśmy się na oba rozwiązania: stanowienie odrębnej jednostki instytucjonalizującej studia nad płcią, a także wpływ na tradycyjne dyscypliny. Z jednej strony bowiem, organizacja podyplomowych studiów Gender Studies umożliwiła wykładowcom i badaczom spotkanie się i wspólną pracę, i dlatego zapoczątkowała powstanie grupy naukowców zajmujących się dziedziną kulturowej i społecznej tożsamości płci. Z drugiej strony osoby te zainicjowały proces wprowadzania kwestii płci do programów nauczania poszczególnych wydziałów. Mimo podyplomowego charakteru Gender Studies wiele osób stara się o przyjęcie na zajęcia jeszcze przed ukończeniem studiów. Zainteresowanie studentów i istnienie programu Gender Studies pomaga w pewien sposób "legitymizować" problemy płci w badaniach i nauczaniu na poszczególnych wydziałach. Wykładowcy studiów podyplomowych zaczęli wprowadzać podobne zajęcia do programów nauczania swoich wydziałów. Mamy nadzieję, że w ten sposób wymiar "płci" w przyszłości będzie uwzględniany w programach wszystkich wydziałów, stając się częścią edukacji na poziomie uniwersyteckim, jego obecność będzie postrzegana jako niezbędna i oczywista. Dlatego też wyodrębnienie Gender Studies jako studiów podyplomowych ma dwa cele. Pierwszym jest zaoferowanie edukacji dotyczącej problemów płci oraz uświadomienie tych problemów przedstawicielom poszczególnych zawodów. Studia podyplomowe są przeznaczone główne dla osób pracujących, co ma ogromne znaczenie, zwłaszcza w przypadku zawodów mających szczególny wpływ na kształtowanie opinii, na przykład nauczycieli, dziennikarzy, pracowników socjalnych, wydawców. Drugim celem jest wprowadzenie problemów płci do systemów naukowych i edukacyjnych na poszczególnych wydziałach i w ramach poszczególnych programów nauczania. Nie dążymy do dalszej instytucjonalizacji naszej pracy przez na przykład organizację odrębnego instytutu. Obawiamy się, że mogłoby to zawęzić tę dziedzinę do specyficznego zamkniętego "getta", sprawiając, że przestanie istnieć poza nim. Mamy nadzieję, że osoby zaangażowane w nasze studia podyplomowe wprowadzą problemy płci do badań i edukacji na różnych wydziałach, co sprawi, że staną się one częścią edukacji wszystkich absolwentów szkół wyższych. PodsumowanieUbieganie się o dostęp kobiet do wykształcenia stanowi tylko jeden z elementów szerszego procesu dochodzenia do równych praw kobiet i mężczyzn - prawo do równego wykształcenia uważano za konieczny warunek zrównania praw w innych dziedzinach, takich jak udział w życiu politycznym czy podjęcie pracy zawodowej. Podkreślali to zarówno John Stuart Mill, jak i Leon Petrażycki koncentrujący się przede wszystkim na prawach politycznych kobiet. Prawo do wykształcenia było też warunkiem wstępnym umożliwiającym podjęcie pracy zawodowej - a więc umożliwiało uzyskiwanie własnych dochodów i niezależnych źródeł utrzymania przez kobiety. Ponad sto lat po uzyskaniu przez kobiety prawa do studiów w polskich uniwersytetach kobiety zdają się wyjątkowo cenić tę waśnie możliwość - przytoczone wcześniej dane wskazują na przewagę kobiet wśród studiujących, a w ostatnich latach także wśród absolwentów wyższych uczelni. Badania opinii publicznej wskazują na fakt, że kobiety bardzo dużą wagę przywiązują do wykształcenia, a rodzice - wysoko ceniący obecnie wykształcenie - uważają je za ważne zwłaszcza w przypadku córek. To wszystko nie oznacza - jak się okazuje - zniesienia wszelkich nierówności w dostępie do wykształcenia ani też wyeliminowania innych elementów nierówności, a zwłaszcza stereotypów na temat płci przekazywanych dzieciom w procesie kształcenia. Tego rodzaju nierówności jest zapewne znacznie więcej, gdyż w Polsce nie prowadzono jeszcze analiz - znanych z praktyki innych krajów - dostępu kobiet i mężczyzn do innych ważnych w kształceniu i nauce dziedzin. Nie prowadzono jak dotąd np. analiz wykorzystywania różnych form szkoleń, dokształcania, doskonalenia zawodowego, wykorzystywania stypendiów (w tym związanych z wyjazdami za granicę), staży, dystrybucji środków na badania naukowe przez kobiety i mężczyzn. Zapewne kiedyś zostaną one podjęte i wówczas będziemy mogli na podstawie większej liczby danych powiedzieć, w jakim zakresie dostęp kobiet i mężczyzn do wykształcenia jest w Polsce zróżnicowany, a w jakim osiągnęliśmy równość w tym zakresie. W ostatnich latach podejmowano kilka prób przeciwdziałania nierównościom, o istnieniu których już wiemy. Po konferencji ONZ na rzecz kobiet, jaka odbyła się w 1995 roku Pekinie, w ramach zobowiązań, które Polska (oprócz wielu innych państw) na siebie przyjęła, powstał "Krajowy program działań na rzecz kobiet do roku 2000" Powstał on w 1996 r. Jedna z części projektu dotyczyła edukacji. W części tej planowano rozwiązanie wielu przedstawionych wyżej problemów, a zwłaszcza ograniczeń w dostępie kobiet do niektórych szkół, wyeliminowanie stereotypów z podręczników i programów szkolnych oraz podjęcie działań promujących równość kobiet i mężczyzn. Przewidywano m. in. ustalenie, jakie ograniczenia czy zróżnicowania stosują szkoły pewnych typów w dostępie kobiet i mężczyzn w edukacji. Planowano badania obejmujące zarówno mechanizmy jawne (np. dopuszczanie tylko mężczyzn do niektórych szkół), jak i ukryte prowadzące mimo braku prawnych ograniczeń do faktycznych barier wyrażających się w bardzo niskim udziale studiujących kobiet w niektórych szkołach czy kierunkach studiów. Przewidywano zniesienie ewentualnych ograniczeń. Przewidywano także podacie działań, których celem miała być eliminacja stereotypów związanych z rolami kobiet i mężczyzn z procesu kształcenia m.in. poprzez eliminowanie ich z podręczników szkolnych, promowanie równości w podręcznikach oraz zakaz finansowania ze środków publicznych takich podręczników, pomocy szkolnych i materiałów edukacyjnych, które przekazują treści niezgodne z zasadą równości kobiet mężczyzn. Zapowiadano także wsparcie państwa dla badań nad sytuacją kobiet, a zwłaszcza nad różnicami w sytuacji kobiet i mężczyzn, nad nierównością związaną z płcią oraz rozpowszechnianie wyników takich badań. Planowano finansowe wsparcie zarówno dla odrębnych studiów typu Women's Studies i Gender Studies, jak i dla seminariów, kursów i bloków tematycznych dotyczących problematyki płci i problematyki kobiet prowadzonych w obrębie istniejących kierunków kształcenia. Planowano także finansowe wsparcie dla publikacji związanych z problematyką płci i problematyką kobiet zarówno przygotowanych w Polsce, jak i tłumaczonych z literatury obcej. Tak więc temat równości kobiet i mężczyzn w edukacji - z pozoru wydawałoby się na zawsze rozstrzygnięty i oczywisty - pozostaje aktualnym przedmiotem sporów. W istocie bowiem nie dotyczy tylko wykształcenia, ale problemu znacznie bardziej fundamentalnego - poglądu na świat, na równość ludzi, w tym równość kobiet i mężczyzn, i na otwarcie - m.in. dzięki wykształceniu - wszystkich możliwych dróg i sposobów życia zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Dlatego powraca w wielu formach - w debatach nad prawem, w międzynarodowych wystąpieniach, w dyskusjach o liberalizmie, i dzieli wypowiadających się nie tylko w zależności od ich poglądów na wykształcenie, ale w zależności od poglądów na świat. BibliografiaArcimowicz, Jolanta, Kwestia dyskryminacji kobiet w działalności rzecznika praw obywatelskich, referat wygłoszony podczas Zjazdu Socjologicznego, Katowice 1997 Bogucka, Maria, Białogłowa w dawnej Polsce. Kobieta w społeczeństwie polskim XVI--XVIII wieku na tle porównawczym, Wydawnictwo Trio, Warszawa 1998 Buczkowski, Adam, Dwa różne światy, czyli jak socjalizuje się dziewczynkę i chłopca, [w:] Od kobiety do mężczyzny i z powrotem, Rozważania o płci w kulturze, pod red. Jolanty Brach-Czainy, Trans Humana, Białystok 1997 Clarke, Edward, Sex in Education, or A Fair Chance forthe Gris, James R. Osgood and Company, Boston 1873 Fuszara, Małgorzata, Grudzińska Beata, Women in Polish Academe, [w:] Susan Lie, Lynda Malik, Duncan Harris, The Gender Gap in Higher Education. Worid Book of Education 1994, Kogan Page, London-Philadelphia 1994 Górnicka-Boratyńska Aneta, Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1870-1939, Res Publica, Warszawa 1999 Halbersztadt, Jerzy, Kobiety w murach Uniwersytetu Warszawskiego, [w:] Kobieta i kultura. Kobiety wśród twórców kultury intelektualnej w dobie rozbiorów i w niepodległym państwie polskim. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej, Andrzeja Szwarca, DiG, Warszawa 1996 Hulewicz, Jan, Sprawa wyższego wykształcenia kobiet w Polsce w wieku XIX, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1939 Jacobi, Marty Putnam, The Ouestion of Rest for Women During Menstruation, Harvard University 1873 Kalinowska, Elżbieta, Wizerunki dziewczynek i chłopców, kobiet i mężczyzn w podręcznikach szkolnych, Kwartalnik Pedagogiczny" 1995, nr 1-2 Karpiński, Andrzej, Kobieta w mieście polskim w drugiej połowie XVI i w XVI wieku, Instytut Historii PAN, Warszawa 1995 Kobieta i edukacja na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej, Andrzeja Szwarca, t. 1-2, DiG, Warszawa 1995 Kobieta i kultura. Kobiety wśród twórców kultury intelektualnej w dobie rozbiorów i w niepodległym państwie polskim. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej, Andrzeja Szwarca, DiG, Warszawa 1996 Kronika Kobiet, Wydawnictwo "Kronika", Warszawa 1993 Macaulay, Catherine, Letters on Educafion with Observations on Religious and Meta-physical Subjects, DiIIy, London 1790, reprint Garland, New York 1974 Mill, John Stuart, O rządzie reprezentatywnym. Poddaństwo kobiet, tłum. Gustaw Czernicki, Znak-Fundacja im. Stefana Batorego, Kraków-Warszawa 1995 Mrozowska, Kamilla, Kobiety polskie w nauce i oświacie, [w:] Kobiety polskie. Książka i Wiedza, Warszawa 1986 Nasalska, Ewa, Role kobiet w historii powojennej w podręcznikach polskich i niemieckich, [w:] Portrety kobiet i mężczyzn w środkach masowego przekazu oraz podręcznikach szkolnych, pod red. Renaty Siemieńskiej, Scholar, Warszawa 1997 Orzeszkowa, Eliza, Listy o kobietach, b.w., Warszawa 1973 Perkowska, Urszula, Formacja zawodowa i intelektualna studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego. [w:] Kobieta i edukacja na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej, Andrzeja Szwarca, t. 1-2, DiG, Warszawa 1995 ------, Kariery naukowe kobiet na Uniwersytecie Jagiellońskim wiatach 1904-1939, [w:] Kobieta i kultura. Kobiety wśród twórców kultury intelektualnej w dobie rozbiorów i w niepodległym państwie polskim. Zbiór studiów, pod red. Anny Żarnowskiej, Andrzeja Szwarca, DiG, Warszawa 1996 Pernoud, Regine, Kobieta w czasach katedr, tłum. Iwona Badowska, PIW Warszawa 1990 Platforma działania i deklaracja pekińska. Czwarta Światowa Konferencja w sprawie Kobiet, Pekin 4-15 września 1995, Pełnomocnik Rządu do Spraw Rodziny i Kobiet, Warszawa 1995 Polska dziecięca. Studia, pod red. Barbary Szackiej, Uniwersytet Warszawski-Instytut Socjologii, Warszawa 1987 Rousseau, Jean Jacques, Emil, czyli o wychowaniu, oprać. Feliks Wnorowski, tłum. Wacław Husarski, Eugeniusz Zisliński, t.1-2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1955 Sokół, Zofia, Walka kobiet o wstęp na uniwersytety w Polsce, "Pełnym Głosem" 1995, nr 3 Women's Realities, Women's Choices. An Introduction To Women's Studies, Oxford University Press, New York-0xford 1995 Opracowania statystyczneMały rocznik statystyczny, GUS, Warszawa 1938 Mały Rocznik Statystyczny 1939 Oświata i wychowanie w roku szkolnym 1994/1995, GUS, Warszawa 1995 Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1981 Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1996 Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1998 Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 2001 Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 2005 Rocznik Statystyczny Szkolnictwa, GUS, Warszawa 1985 Szkoły wyższe w roku szkolnym 1991/1992, GUS, Warszawa 1992 Szkoły wyższe w roku szkolnym 1996/1997, GUS, Warszawa 1997 Przypisykliknij oznaczenie przypisu by powrócić w odpowiednie miejsce artykułu 1) Prezentowany tekst jest fragmentem książki Małgorzaty Fuszary Kobiety w polityce (Trio: Warszawa, 2006, s. 35-56, 58-64). Tytuł pochodzi od redakcji. "uniGENDER" pragnie podziękować wydawnictwu Trio za zgodę na przedruk. Więcej książek oficyny dostępnych jest na stronie internetowej wydawnictwa pod adresem: http://www.wydawnictwotrio.pl. 2) Małgorzata Fuszara - dr hab. nauk prawnych, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektorka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, współzałożyciela warszawskich Gender Studies |