Aktualny numeruniGENDER 1/2006 (2)TEMAT NUMERU:
|
Kobiety lewicyJoanna Wydrych1)Wstępne zagadnieniaCzym są partie polityczne? Każdy politolog i każda politolożka na tak zadane pytanie wyrecytuje standartową formułkę: "są to wyspecjalizowane organizacje społeczne, posiadające określony program, będący podstawą do uzyskania szerokiego poparcia społecznego i tą drogą zdobycia władzy oraz maksymalizacji pozycji w systemie politycznym" (Żmigrodzki, 1999: 219). Z kolei polska ustawa o partiach politycznych stanowi, że jest to "organizacja społeczna występująca pod określoną nazwą, stawiająca sobie za cel udział w życiu publicznym, w szczególności przez wywieranie wpływu na kształtowanie polityki państwa i sprawowanie władzy" (ibidem). Max Weber, określając genezę partii na podstawie treści ich programów politycznych, ich organizacji i zadań, jakie stawiały przed sobą, stwierdził, że wystąpiły trzy etapy rozwoju partii politycznych. Na samym początku były to koterie arystokratyczne, potem kluby polityczne i partie masowe. Ostatnimi czasy do weberowskiego podziału dodaje się kolejny element, a mianowicie partie profesjonalne, nastawione na sukces wyborczy, tzw. catch - all party. W literaturze fachowej wśród najczęściej wymienianych funkcji partii politycznych znajdują się: funkcja artykulacji i agregacji potrzeb i interesów, funkcja wyborcza, funkcja rządzenia, funkcja mobilizacyjna i integracyjna, funkcja kształtowania opinii publicznej, funkcja rekrutacyjna oraz legitymizacyjna. Wszystko pięknie i ładnie, ale kiedy jesteś feministką i zaczynasz czytać tak rozpoczynający się tekst zachodzisz w głowę, kogo w tym wszystkim brakuje? Dopiero bliższe przyjrzenie się poszczególnym tekstom i definicjom podsuwa nam prostą odpowiedź - kobiet! Gdzie są? Czy w ogóle były? Kobiety pojawiły się dopiero w ostatnim etapie rozwoju partii wg Webera, w partiach masowych. Było to w oczywisty sposób związane z przyznaniem im praw wyborczych, do czego w większości państw doszło po I wojnie światowej. W jednych państwach udało się to stosunkowo łatwo (np. w Polsce - mówiąc humorystycznie - wystarczyło by delegacja kobiet odstała swoje na mrozie z petycją pod domem Marszałka Piłsudskiego (Walczewska, 2000), choć oczywiście działania na rzecz uzyskania przez kobiety prawa wyborczego trwały od kilku lat), w innych zostało okupione wieloma ofiarami (np. w Anglii, gdzie widok ciągniętych po bruku przez policję czy tratowanych przez konie sufrażystek przeraża do dzisiaj). Partie i organizacje lewicowe zawsze wydawały się naturalnymi sprzymierzeńcami kobiet, zajmując się najistotniejszymi problemami, jakie nurtowały społeczeństwa w przeszłości, odważnie występując z kontrowersyjnymi postulatami, narażając się na represje ze strony tradycyjnych i religijnie nastawionych władz państwowych. Takie żądania jak: popieranie redystrybucji dochodu narodowego i dążenie do wyrównania dochodów obywateli, rozbudowa socjalnych programów państwa, zwiększenie wydatków na służbę zdrowia, szkolnictwo, równouprawnienie kobiet, popieranie praw wszelkich mniejszości, w tym seksualnych oraz hołdowanie postawom laickim były od zawsze charakterystyczne dla opcji lewicowej. Lewica kusiła i zachęcała kobiety, by odnajdywały swoje miejsce w jej szeregach w przestrzeni publicznej, nie zawsze z czystych (czasem z wręcz bardzo koniunkturalnych) pobudek. Więcej kobiet oznaczało bowiem większy elektorat. Jednak same kobiety również wybierały lewicę ze względów praktycznych, gdyż na lewicy miały większe szanse realizacji własnych aspiracji i dążeń niż gdziekolwiek indziej. W partiach tego typu różnie układały się relacje między mężczyznami i kobietami. Te drugie niekiedy ostro musiały forsować swoje postulaty, licząc się z ośmieszeniem na forum partyjnym. Nie zawsze było łatwo. Bo jak mogło być skoro nawet Karol Marks, który dostrzegał wprawdzie problem dyskryminacji kobiet, głównie dzięki przemyśleniom Fryderyka Engelsa, jednocześnie uważał, że cechą, jaką najbardziej cenił u kobiet była słabość? (Wheen, 2005). Zresztą do tej pory w niektórych broszurkach lewicowych można dostrzec dziwną niechęć, co prawda nie do "normalnych" kobiet, ale do feminizmu i feministek jako wytworu "burżuazyjnego społeczeństwa", jak jest to wyrażone na przykład w książce Chrisa Hartmana Marksizm w działaniu (1994), gdzie możemy przeczytać, że: feminizm (...) wychodzi z założenia, że mężczyźni zawsze gnębią kobiety, i że jest to u mężczyzn biologiczną lub psychiczną cechą, że kobiety należy traktować jako istoty niższe. Prowadzi to dalej do przekonania, że wyzwolenie kobiet jest możliwe tylko przez odseparowanie kobiet od mężczyzn - bądź to całkowite odseparowanie tych feministek, które chciałyby organizować sobie życie w "wyzwolonym stylu", bądź częściowe odseparowanie od mężczyzn kobiecych komitetów, kobiecych organizacji i kobiecych imprez. (...) Separatystyczne idee zakończyły się raz i drugi jako radykalny nurt wśród pracowników służb socjalnych. Przykładem działania tego nurtu jest tworzenie schronisk dla kobiet maltretowanych przez ich partnerów [s. 65]. Innym przykładem podobnego "kwiatka" na polskim gruncie jest tekst zamieszczony na stronie Nurtu Lewicy Rewolucyjnej 8 marca - Feminizm ci tego nie powie, który przytaczam w całości: Rzeczywista walka z opresją kobiet musi oznaczać konfrontację z systemem kapitalistycznym. Byłaby to walka o bezpłatne przedszkola, bezpłatną służbę zdrowia (w tym bezpłatną aborcję), płatne urlopy macierzyńskie itp. Takie postulaty naruszają interesy panów tego społeczeństwa i państwa, pasożytów żyjących z pracy innych - burżuazji. Walka feministek z kulturowymi stereotypami i anty-kobiecymi przesądami uzasadnianymi religijnie jest zjawiskiem pozytywnym, lecz zupełnie nie wystarczającym do likwidacji opresji kobiet. Jest bowiem postawiona na fałszywej płaszczyźnie twierdzeń, że "wszyscy mężczyźni korzystają z opresji kobiet". W rzeczywistości szary pracownik nie cieszy się, że jego żona kiepsko zarabia, bo uderza to w konsumpcję ich rodziny. Cieszy się natomiast burżuj - pracodawca kobiety. Walka z opresją kobiet nie może więc wypływać z urojonego przez feministki rzekomego "przyrodniczego konfliktu między kobietami i mężczyznami". Skuteczna walka o równość kobiet związana jest przede wszystkim z konfliktem między pracownikami a pracodawcami. I tej niepopularnej prawdy feministki (wyedukowane i zamożne panienki z klasy średniej) w swoich kolorowych żurnalach nie piszą... Ten krótki tekst pokazuje jak bardzo polska radykalna lewica jest pod wpływem XIX-wiecznych lektur, takich jak choćby Kobiety i socjalizmu, dzieła Augusta Bebla z 1879 roku, z którego czerpie pełnymi garściami, i którego jest swoistym powtórzeniem. Szkoda tylko, że nie dostrzega się dwóch bardzo istotnych kwestii - tego mianowicie, że być może szary pracownik nie cieszy się, gdy jego żona mniej zarabia, ale nie przeszkadza mu po powrocie do domu oczekiwać od niej, że mu podstawi pod nos ugotowany obiad, wypierze i wyprasuje koszule, zajmie się dziećmi, posprząta, poda gazetę, a wieczorem jeszcze pełna entuzjazmu "obsłuży" go w sypialni. Brutalna prawda jest taka, że mężczyzna - wyzyskiwany pracownik, po powrocie do domu przekształca się w kapitalistycznego i patriarchalnego wyzyskiwacza, który dyskryminuje i ciemięży swoją żonę, oczekując od niej pracy na drugim etacie, świadczonym mu zresztą całkowicie nieodpłatnie. Nie zauważa się również w łonie radykalnej lewicy, że konflikt, owszem, przebiega na linii pracodawca - pracownik, ale istnieje jeszcze jeden istotniejszy problem w obrębie samych pracowników - między kobietami a mężczyznami. Ci ostatni za wykonywanie pracy na tym samym stanowisku co kobiety otrzymują wynagrodzenie większe o ok. 25-30%. Reasumując, nawet najbardziej wyzyskiwany pracownik płci męskiej jest bardziej uprzywilejowany niż pracownik płci żeńskiej. Po przeczytaniu powyższego tekstu ogarnął mnie pusty śmiech, bo doprawdy, biedna musi być polska lewica radykalna, skoro uznaje pisma kolorowe reprodukujące stare stereotypy płciowe w nowych dekoracjach (takie jak "Elle" czy "Cosmopolitan") za pisma feministyczne. Wśród polskiej radykalnej lewicy jedyną organizacją, która otwarcie porusza sprawy kobiet (aborcji, dyskryminacji na rynku pracy) oraz mniejszości seksualnych jest Pracownicza Demokracja. Dla pozostałych tematy te nie mają większego znaczenia. Jednak i ona popełnia charakterystyczny błąd podciągnięcia walki o prawa kobiet w ogólną walkę o obalenie systemu kapitalistycznego, co było od lat 70. ostro krytykowane przez amerykańskie feministki. Ciekawy jest też polski ruch alterglobalistyczny, w którym bądź co bądź lewica odgrywa dużą rolę. Mamy do czynienia z tą samą tendencją, co w państwach, gdzie ruch ten jest silniejszy - uczestnictwo kobiet jest w nim na przyzwoitym poziomie, jednak problematyka kobieca jest tam wyraźnie marginalizowana. Z jednej strony mamy szumne deklaracje walki o prawa kobiet jako jednego z najważniejszych alterglobalistycznych postulatów, a z drugiej smutną rzeczywistość, w której działacze wygłaszający piękne deklaracje jednocześnie dyskryminują swoje koleżanki. Gdy w kwietniu 2004 roku odbył się w Warszawie zorganizowany przez środowiska wolnościowo-alterglobalistyczne Antyszczyt, wydarzenie alternatywne w stosunku do Europejskiego Forum Ekonomicznego, mieliśmy do czynienia z prawdziwym zalewem "machoistycznego" alterglobalizmu. Znowu można było oglądać jak patriarchalne mechanizmy wykluczyły kobiety z partycypacji w najistotniejszych decyzjach, a mniej lub bardziej dorośli chłopcy bawią się swoimi klockami, budując nimi świat bez kobiet, świat tym razem alterglobalistyczny. Spotkania zorganizowane przez Koalicję Grup Wolnościowych "Antyszczyt Wa29" nie podejmowały nawet w najskromniejszym wymiarze tematyki kobiecej czy nawet obecności kobiet w polskim ruchu alterglobalistycznym. W panelach dyskusyjnych również dziwnym trafem zabrakło kobiet - dyskutantek. Jedynym miejscem, w którym w ograniczonym zakresie pojawiła się interesująca nas tematyka były, zorganizowane przez wspomnianą wcześniej Pracowniczą Demokrację "Dni Antykapitalizmu", gdzie osobne spotkanie o sytuacji kobiet i mniejszości seksualnych prowadziła Katarzyna Puzon. Pracownicza Demokracja przygotowała także inne spotkania, nie poruszające kwestii równouprawnienia kobiet i mężczyzn, na których było kilka prelegentek. Inną, znaczącą sprawą był brak kobiet wśród organizatorów Antyszczytu, zaś na konferencjach prasowych przewijały się ciągle te same cztery twarze (Piotra Ikonowicza - Nowa Lewica, Arkadiusza Zajączkowskiego "Owca" - Federacja Anarchistyczna, Filipa Ilkowskiego - Pracownicza Demokracja i Macieja Wieczorkowskiego - Zieloni 2004). Zapewne w tym momencie pojawiłoby się sprostowanie ze strony działaczy alterglobalistycznych, że kobiety brały udział w organizowaniu antyszczytu. Byłaby to zapewne prawda, gdyby nie to, że zajmowały się one wykonywaniem podrzędnych i uciążliwych zadań. Bardzo interesujący jest fakt, że gdy ukazała się pierwsza książka krytyczna względem polityki neoliberalnej w Polsce, analizująca przy tym początki ruchu sprzeciwu (Przemysław Wielgosz, Opium globalizacji) to została zupełnie pozbawiona perspektywy genderowej, a dopełniały ją cztery rozmowy z polskimi przedstawicielami ruchu alterglobalstycznego. Feministyczne odkrywanie historiiFeministyczne autorki, takie jak Marie Marmo Mullaney, w swojej pionierskiej pracy Revolutionary women - gender and the socialist relolutionary role (1983) często zajmowały się powiązaniem kobiet z ruchami lewicowymi. Mullaney pod swoją lupę badaczki wzięła pięć wyjątkowych kobiet: Eleonorę Marks - córkę Karola Marksa; Aleksandrę Kołłataj - bodajże najbardziej znaną działaczkę rosyjskiego ruchu robotniczego i pierwszą kobietę mianowaną ambasadorem swojego kraju; Różę Luksemburg - działaczkę polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego, ideolożkę SDKPiL, teoretyczkę ekonomii politycznej, uczestniczkę rewolucji 1905 roku oraz rewolucji socjalistycznej 1918 roku w Niemczech, bestialsko zamordowaną przez bojówkę Freikorpsu; "La Pasionarie", czyli Dolores Ibárruri - wybitną przywódczynię Hiszpańskiej Partii Komunistycznej i przewodniczącą Zjednoczenia Kobiet Antyfaszystek, która swoimi płomiennymi mowami zagrzewała do walki oddziały republikańskie podczas wojny domowej w Hiszpanii oraz Angelikę Balabanoff, nazywaną "drugą najważniejszą kobietą w Rosji Sowieckiej po Aleksandrze Kołłątaj" (Mullaney, 1983: 183). Przyglądając się życiorysom wspomnianych kobiet-rewolucjonistek pod kątem podobieństw (m.in. najmłodsze dziecko w rodzinie, ciężkie przeżycia podczas dzieciństwa, tradycyjna rodzina ograniczająca ich rozwój) i różnic, jakie konstytuowały ich drogi do walki o prawa kobiet i dążenie do zmiany systemu w jakim funkcjonowały, autorka zastanawia się, czy można stworzyć jednolity archetypiczny model kobiety-rewolucjonistki, śledzi, czy we wszystkich przypadkach pojawiają się te same czynniki. Książka ta jest pierwszą publikacją podejmującą kwestie uczestnictwa kobiet w rewolucyjnych ruchach i otwarcie pokazującą dyskryminację ze strony męskich towarzyszy, trudności w prowadzeniu działalności oraz rozczarowanie, jakie im towarzyszyło. Inną feministką podejmującą tę tematykę była angielska historyczka Sheila Rowbotham, która w opublikowanej w 1972 roku książce Women, Resistance and Revolution. A History of Women and Revolution in the Modern World opisywała udział kobiet w kilku najważniejszych wydarzeniach historycznych: rewolucji francuskiej, październikowej, kulturalnej w Chinach oraz kubańskiej. Dzięki temu autorka stworzyła spójną teorię świadomego zacierania śladów kobiet w historii i wykluczania ich z niej. To tak, jak kiedyś napisała Izabela Filipiak: "nie odzyskując prawa do własnej historii, nie istniejemy. Nie opowiadając własnej historii, skazujemy nie tylko siebie na nieistnienie" (za: Kondratowicz, 2001: 4). Przy poruszaniu kwestii zacierania śladów kobiet w historii mam własną o tym opowieść. Podczas poszukiwania materiałów do pisanej przeze mnie pracy magisterskiej dotyczącej Polskiej Partii Socjalistycznej, wśród różnych tytułów w bibliografii pojawiły się dwie książki: PPS 1892-1992 Romana Stefanowskiego (1992) oraz Słownik polityków polskich XX wieku (1998) pod redakcją Przemysława Hausera i Stanisława Żerki. W tej pierwszej książce na końcu znajdował się aneks z notami biograficznymi najważniejszych postaci dla tej partii. I aż włosy mi się zjeżyły na głowie, gdy wśród wymienionych 65 działaczy była tylko jedna kobieta i to taka, której siłą rzeczy nie można było pominąć - współzałożycielka partii Maria Jankowska - Mendelsonowa. Zabrakło takich aktywistek jak Zofia Praussowa, Zofia Daszyńska, Zofia Moraczewska, Dorota Kłuszyńska, Wanda Wasilewska, Lidia Ciołkoszowa, Stanisława Woszczńska, Władysława Weychert-Szymanowska, Maria Kelles-Krauz, Eugenia Pragierowa, Maria Koszutska czy znana feministka i lekarka, Justyna Budzińska-Tylicka. Zaś w Słowniku polityków polskich XX wieku na 234 polityków wymienione są trzy jedynie kobiety2), mimo że niektóre spośród wymienionych osób politykami na pewno nie są - np. Leszek Kołakowski czy Józef Glemp. Doświadczenia z przeszłościWracając jednak do głównego toku mojego wywodu: ruchy kontestatorskie czy rewolucyjne w swoim wydźwięku, dążąc do obalenia istniejącego systemu społeczno-politycznego, nigdy nie negowały potrzeby zmiany sytuacji kobiet, uznając jednocześnie, że istnieją ważniejsze kwestie, które w pierwszej kolejności należałoby rozwiązać. Tak było w przypadku ruchów marksistowskich, gdzie na pierwszym planie lokowała się kwestia praw robotników, a kwestii równouprawnienia płci nie traktowano jako najpilniejszej. Zawsze istniała gradacja celów. Dlatego też przywódcy ruchów proponowali kobietom włączanie się w działalność na rzecz ogólnej sprawy, na przykład rewolucji socjalistycznej, obiecując, że po osiągnięciu upragnionego celu, ruch przystąpi do rozwiązywania kwestii praw kobiet. Świetnym tego przykładem jest rewolucja kubańska, podczas której kobiety brały czynny udział w walkach przeciwko dyktatorowi Batiscie. Fidel Castro w przemówieniu w Santa Clara wygłoszonym dla członkiń Kubańskiej Federacji Kobiet, mimo że uznawał wkład kobiet w obalenie Batisty, to tuż po podziękowaniach za walkę u boku mężczyzn, zasugerował im powrót do tradycyjnej roli matki i żony, bo "kto ugotuje obiad, gdy dziecko wróci do domu? Kto zaopiekuje się niemowlętami i przedszkolakami? Kto będzie karmił męża, kiedy wróci z pracy? Kto będzie prał, sprzątał i zajmował się tymi wszystkimi rzeczami?" (za: Greer, 2001: 339). Jednocześnie trudno zaprzeczyć, że na Kubie sytuacja kobiet po rewolucji w 1959 roku nie uległa diametralnej poprawie. Wprowadzono bowiem kilkanaście prokobiecych ustaw (jak choćby Family Code z 1974 r.). Podjęto wiele działań na rzecz włączenia kobiet w każdą sferę życia (społeczną, polityczną i gospodarczą). Kobiety zyskały także dostęp do antykoncepcji i aborcji na życzenie (Rowbotham, 1974; Rosendahl, 2000). Należałoby jednak zadać pytanie, czy stało się tak ze względu na dobrą wolę "Ojców Rewolucji" czy może dlatego, że kobiety same aktywnie zabrały się za wywalczenie swoich praw. Obawiam się, że raczej to drugie. Przyjrzyjmy się zatem na kilku przykładach, czy kobietom na zdrowie wyszła ta symbioza z ruchem lewicowym. Dla większości amerykańskich feministek, doświadczonych przez alians polityczny z New Left odpowiedź jest prosta, jak ta udzielona przez Heidi Hartmann (1981): Małżeństwo marksizmu i feminizmu było jak małżeństwo męża i żony odmalowane w angielskim prawie zwyczajowym - marksizm i feminizm stanowiły jedno i tym jednym był marksizm. Współczesne próby zintegrowania marksizmu i feminizmu nie satysfakcjonują nas, gdyż sytuują feministyczną walkę w większej, ogólnej walce przeciwko kapitalizmowi [s. 11]. Autorki Women and the Revolution. A discussion of the unhappy marriage of marxism and feminism (Sargent, 1974) zadawały wprost pytanie, czy kobiety będące feministkami, lesbijkami, socjalistkami, marksistkami bądź anarchistkami są w stanie osiągnąć równość w lewicowym ruchu postępowym, gdzie dominującą ideologią był marksizm. Problemem wydał się jednak nie marksizm czy lewicowy ogląd świata, ale właśnie patriarchat mocno zakorzeniony w umysłach męskich działaczy ruchu. Dla nich problematyka kobieca była bardzo istotna (z wyjątkiem kultury amerykańskiej), jednakże zawsze priorytetem była jednakowość obu płci, a także podkreślanie potrzeby wspólnej walki przeciwko kapitalizmowi. Schemat postępowania wobec kobiet był zwykle ten sam. Najpierw podejmowały one określoną aktywność polityczną, były zwykle entuzjastycznie nastawione do nowej idei, oczarowane słuchały pięknych i gładkich słów przywódców o tym, że kwestia praw kobiet jest równorzędna z innymi postulatami ruchu, etc. W końcu zdawały sobie sprawę, że zadania jakie były im przydzielane, miały pośledni charakter. Przydział zadań przebiegał według podziału na sferę prywatną i publiczną. Mężczyźni - jako przynależący do sfery publicznej - byli przywódcami, pisali odezwy, teoretyzowali i zajmowali się pracą koncepcyjną. Kobiety identyfikowane tylko i wyłącznie ze sferą prywatną, nie dostawały ambitnych zadań, w których musiałyby wykazać się swoją umysłowością. Zwykle jedynie przygotowywały posiłki, przepisywały odezwy, zaspokajały potrzeby mężczyzn, w tym również te seksualne. Były "kobietami rewolucjonistów" i taki status miał im odpowiadać. Dopiero sztandarowe hasło Carol Hanish "prywatne jest publiczne", wykorzystane przez feministki drugiej fali, odwołujące się między innymi do stwierdzenia, że dokonywanie rozróżnienia na sferę publiczną i prywatną jest nieuzasadnione, unaoczniło stosowanie dwóch różnych miar wobec kobiet i mężczyzn. Sytuacja przyzwolenia na gorsze traktowanie zmieniała się w momencie, gdy do kobiet docierało ich podrzędne i instrumentalne traktowanie przez mężczyzn. Wtedy rozpoczynał się bunt i walka o uzyskanie takiej samej pozycji w ruchu, jaką posiadali jego męscy przedstawiciele. Spotykało się to z ostrą reakcją innych aktywistów, usiłujących kpiną, ośmieszaniem czy ostracyzmem przywrócić kobietom odpowiednią optykę. Wobec niemożności porozumienia i niezgody kobiet na powrót do poprzedniej sytuacji, następowało ich odejście z ruchu i tworzenie własnych organizacji, nakierowanych na realizację odmiennych postulatów i żądań. Na potwierdzenie tej tezy wystarczy podać przykład sytuacji kobiet w amerykańskiej New Left, gdzie ich głos w SNCC (Student Nonviolent Coordinating Commitee) był zwyczajnie pomijany. Zarówno białym jak i czarnym kobietom przypadała najgorsza, mało ambitna praca - przepisywanie odezw działaczy, powielanie ulotek, przygotowywanie posiłków czy sprzątanie. Bunt kobiet rozpoczął się od artykułu Beverly Jones zwanego Artykułem florydzkim (Florida Paper), w którym autorka poruszyła kwestie ignorowania mówczyń. Z kolei, gdy w 1964 roku działaczki przedstawiły tekst Pozycja kobiet w SNCC (autorstwa King i Hayden), w którym protestowały przeciw instrumentalnemu traktowaniu kobiet, domagając się równych praw, przywódca SNCC, Carmichael skwitował go krótkim zdaniem: "jedyną pozycją dla kobiet w SNCC jest pozycja horyzontalna" (Ślęczka, 1999: 107). Radykalna myśl feministyczna wyrosła z oporu wobec dyskryminującej kobiety polityki lewicy lat 60. XX wieku. Do głównych założeń socjalistycznych należało równouprawnienie kobiet i mężczyzn, z którym jednak w praktyce polskich partii lewicowych zawsze było gorzej. Na przykładzie przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej i Komunistycznej Partii Polski spróbuję pokazać jak wyglądała w praktyce realizacja programów partii. Następnie prześledzę obecną sytuację kobiet w partiach takich jak SLD, SdPL, Unia Pracy, Unia Lewicy oraz Zieloni 2004. Postanowiłam zaszeregować wspomniane pięć partii jako lewicowe, gdyż są tak postrzegane w ogólnym społecznym odczuciu. Jednak moim zdaniem mają niewiele wspólnego z lewicowością sensu stricte, należą bowiem do nurtu neoliberalnego, wyrosłego w latach 80. po szerokim upowszechnieniu się "teorii Trzeciej Drogi" lasowanej przez Anthony'ego Giddensa, a przyjętej przez zachodnie partie socjaldemokratyczne, takie jak Partia Pracy na czele z Tonym Blairem czy SPD Gerharda Schrödera, a nawet przez niemieckich Zielonych z czołowym kontestatorem lat 60. Joschką Fischerem, który w międzyczasie zamienił koktajle Mołotowa na garnitur i teczkę ministerialną. Zdecydowałam się przedstawić również dwie partie przedwojenne - Polską Partię Socjalistyczną oraz Komunistyczną Partię Polski, ze względu na ich emancypacyjny względem kobiet program oraz szeroki, czy wręcz masowy udział kobiet w ich szeregach. PPS od zawsze zwracała uwagę na kwestie kobiet, licząc na powiększenie o ich głosy swojego elektoratu, przyciągając je profeministycznym programem. Niestety to, co nie budzi zdziwienia w partiach prawicowych, tradycyjnie i wstecznie postrzegających rolę kobiety we współczesnym świecie, ograniczając ją tylko do Kinder, Küche i Kirche jest nie do pomyślenia w momencie, gdy mówimy o partiach lewicowych, które szafując prokobiecymi hasłami, utrudniają i uniemożliwiają kobietom karierę partyjną. W Polskiej Partii Socjalistycznej kobiet było wiele, jednak ich odsetek gwałtownie malał z chwilą mówienia o ich udziale we władzach partyjnych. Podczas pierwszego kongresu PPS w odrodzonej po okresie zaborów Polsce w 1919 roku na 150 delegatów znajdowała się TYLKO 1 (słownie - bo aż trudno uwierzyć - jedna) kobieta, z kolei do 16-osobowej Rady Naczelnej wybrano znowuż tylko jedną kobietę - Zofię Praussową3), do Komisji Rewizyjnej partii wybrano wtedy dwie kobiety, jedną z nich była Wanda Wasilewska. Dla porównania: na ostatnim kongresie partii przed wybuchem II wojny światowej, który odbył się w 1937 roku w Radomiu, na 75 członków Rady Naczelnej wybrano pięć kobiet (Lidię Ciołkoszową, Dorotę Kłuszyńską, Agnieszkę Tomaszewską, Lucynę Woliniewską, Stanisławę Woszczyńską, która została również wybrana na wiceprzewodniczącą Rady). Jednak posłuch w partii miały tylko znane działaczki, takie jak Zofia Moraczewska, Lidia Ciołkoszowa czy Zofia Praussowa. Pozostałe działaczki niejednokrotnie skarżyły się na lekceważące traktowanie przez kolegów podczas przemawiania czy dyskusji (Śliwa, 1996). Równie skromna była reprezentacja kobiet w klubach parlamentarnych PPS na przestrzeni dwudziestolecia międzywojennego - były to 4 posłanki i 2 senatorki. Podczas I kadencji Sejmu wśród 30 posłów PPS znajdowała się 1 kobieta - Zofia Moraczewska, w II kadencji na 35 posłów i 6 senatorów nie było żadnej kobiety, III kadencja nie przyniosła poprawy ilościowej reprezentacji kobiet, pomiędzy 52 posłami była 1 kobieta - Zofia Praussowa, podobnie w Senacie - pośród 6 senatorów była jedna kobieta - Dorota Kłuszczyńska. W Sejmie IV kadencji, w gronie 21 posłów socjalistycznych i 3 senatorów PPS ponownie nie znalazła się żadna kobieta. Socjalistki w parlamencie zajmowały się m.in. likwidacją ograniczeń praw cywilnych kobiet, reorganizowaniem opieki społecznej oraz ochrony pracy kobiet i osób młodocianych. Co ciekawe, posłanki z różnych klubów politycznych wnosiły w 1919 roku projekt ustawy o sprzedaży oraz wyrobie spirytusu i napojów alkoholowych. Zarówno socjalistka, Zofia Moraczewska, jak i Gabriela Balicka ze Związku Ludowo-Narodowego używały tych samych argumentów. Zofia Moraczewska żądała też, by wprowadzono zapis o zakazie sprzedawania alkoholu w czasie świat państwowych i religijnych. Socjalistkom podczas swojej działalności parlamentarnej udało się doprowadzić do uchwalenia w 1921 roku ustawy znoszącej cywilnoprawne ograniczenia praw kobiet, w 1923 roku ustawy o opiece społecznej, a w kolejnym roku ustawy o pracy młodocianych i kobiet. Dorota Kłuszczyńska starała się doprowadzić do ustawowej ochrony macierzyństwa i opieki nad dzieckiem, przeforsować ustawowe gwarancje praw socjalnych kobiet oraz wprowadzanie cywilnego prawa małżeńskiego. Kobiety były aktywne w PPS, starały się wywalczyć sobie własną przestrzeń w łonie partii, dlatego też od marca 1920 roku wydawały "Głos Kobiet" 4), którego redaktorką naczelną była Zofia Praussowa. "Głos Kobiet" był dwutygodnikiem i miał dział spraw społecznych oraz politycznych, redagowany przez Władysławę Weychert-Szymanowską, co w owym czasie było ewenementem na rynku periodyków adresowanych do kobiet. Czasopismo zachęcało do aktywizowania się kobiet w związkach zawodowych i wyodrębniania w nich sekcji kobiecych, prezentowało sylwetki PPS-owskich kandydatek do rad miejskich etc. Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego panował miedzy kobietami spór o to, czy w partii powinny istnieć wyodrębnione jednostki. Od 1922 roku odbywały się coroczne konferencje działaczek PPS. Z roku na rok rosła liczba lokalnych organizacji tego typu. Podczas organizowanych spotkań działaczki zajmowały się szerokim wachlarzem tematów, począwszy od poruszania kwestii politycznych przez kwestie praw reprodukcyjnych kobiet aż po regulacje prawne małżeństwa. Organizacje kobiece na co dzień zajmowały się pomocą rodzinom więźniów politycznych, organizowaniem kolonii dla dzieci, problematyką świadomego macierzyństwa. Sprawowały również patronat nad Robotniczym Towarzystwem Przyjaciół Dzieci, które walczyło o świeckość nauczania w szkołach, nad Klubami Kobiet Pracujących, organizującymi dokształcanie kobiet oraz nad Robotniczym Towarzystwem Służby Społecznej, którego celem było krzewienie świadomego macierzyństwa. Towarzystwo Służby Społecznej powołało z inicjatywy Justyny Budzińskiej-Tyleckiej w Warszawie Poradnię Świadomego Macierzyństwa, która była pierwszą tego typu jednostką na terenie naszego kraju. Aktywna działaczka feministyczna, socjalistka i lekarka Justyna Budzińska-Tylecka do PPS wstąpiła jeszcze w 1895 roku. Wkrótce usunięto ją za kontakty z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy. Od 1907 roku, kiedy wróciła do kraju, prowadziła działalność na rzecz pełnego równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Powołała i przewodniczyła Klubowi Politycznemu Kobiet Pracujących. W 1922 roku ponownie wstąpiła do PPS, z której listy została posłanką na Sejm, wybierana była kilkakrotnie do Rady Naczelnej partii. Była aktywna w ruchu antywojennym w 1920 roku, protestowała przeciwko stosowaniu tortur wobec więźniów twierdzy w Brześciu, organizując w 1930 roku ogromną demonstrację, za co skazano ją na więzienie. Występowała przeciwko klerykalizacji, jako feministka i lekarka walczyła o prawa kobiet powołując pierwszą w Polsce Przychodnię Świadomego Macierzyństwa. Sytuacja kobiet w Komunistycznej Partii Polski nie rysowała się lepiej niż w PPS. KPP udało się w ciągu całego dwudziestolecia międzywojennego wprowadzić jedną kobietę do parlamentu. Była nią Janina Ignasiak, robotnica, nadzwyczaj aktywna i najbardziej czynna posłanka, która zabierała głos na prawie wszystkich posiedzeniach. Ignasiak była posłanką Sejmu 3 kadencji i wyrażała ostrą krytykę poczynań rządu. Na szczeblu kierowniczym KPP i we władzach partii odsetek kobiet był nikły. W zjazdach partii od 1918 do 1932 roku, gdzie liczba delegatów wahała się między 23 a 93 osobami, liczba kobiet wynosiła od 2 do 7 (w 1918 i 1925 roku) (Śliwa, 1996). Do Komitetu Centralnego wybierano pojedyncze kobiety, przez kilka lat była to jedna i ta sama, niezwykła postać ruchu socjalistycznego i komunistycznego Maria Koszutska5), która była również wybierana do władz wykonawczych tj. do Biura Politycznego. Natomiast przy Komitecie Centralnym zaczął działać od 1922 roku Centralny Wydział Kobiecy, kierowany przez Kamilę Kancewiczową i Esterę Golde-Stróżecką6), który wydawał czasopismo "Robotnica". Sytuacja kobiet w KPP była szczególnie ciężka, gdyż partia ta była prześladowana i musiała działać w konspiracji. Wiele kobiet w wyniku swojej działalności w KPP znalazło się w więzieniach, jak Maria Koszutska. Tej postaci chciałabym poświecić trochę więcej miejsca, gdyż była osobą wyjątkową i najwybitniejszą kobietą w polskich ugrupowaniach lewicowych okresu dwudziestolecia międzywojennego. Za PRL-u zapomniana. Za III RP jeszcze bardziej dorzucona - jako osoba identyfikowana jednoznacznie z niepopularnym nurtem lewicowym. Pochodziła z ziemiaństwa. Studiowała na Sorbonie. W 1902 roku związała się z PPS, by już w następnym roku zostać zesłaną za działalność wywrotową na Syberię. Po powrocie jeszcze silniej zaangażowała się w działalność lewicową stając się jedną z przywódców rozłamowej grupy PPS-Lewica. Doprowadziła do zjednoczenia PPS-Lewicy z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy, co zaowocowało w 1918 roku powstaniem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, która następnie przekształciła się w Komunistyczną Partię Polską. W latach 20. XX wieku więziona na Pawiaku w Warszawie. W swojej działalności podejmowała przede wszystkim kwestię agrarną (opowiadała się za przekazaniem części ziemi obszarniczej chłopom bezrolnym i małorolnym) oraz narodową. Na tle braku autonomii względem kierownictwa Międzynarodówki Komunistycznej poszczególnych partii narodowych popadła w konflikt ze Stalinem. Usunięta z KPP w 1929 roku, mieszkała w Warszawie i Moskwie, poświęcając się pracy oświatowej i wydawniczej. W 1937 roku została aresztowana przez NKWD i osadzona w wiezieniu w Jarosławiu nad Wołgą, gdzie zmarła 9 lipca 1939 roku po długiej chorobie. Kolejnym mitem o jakim wypada wspomnieć jest mit PRL, w którym kobiety miały równe szanse w dostępie do władzy, mogły podejmować pracę, uczestniczyły w życiu publicznym, etc. Jednocześnie ruch kobiecy został zmonopolizowany przez jedną organizację mającą poparcie władz państwowych - Ligę Kobiet, której celem była promocja pracy zawodowej kobiet. W 1966 roku powstała fasadowa - jak pisze Małgorzata Fuszara (2006) - Narodowa Rada Kobiet Polskich mająca stanowić reprezentację interesów kobiet przed władzami państwowymi i w kontaktach z zagranicznymi organizacjami kobiecymi. Ponieważ była identyfikowana z PZPR, a same idee emancypacji kobiet - będące jednym z priorytetów partii - zaraz po 1989 roku stały się czymś zupełnie zewnętrznym, narzuconym siłą i dalekim od narodowych interesów Polaków. Oczywiście wiadomo, że teoretyczne wspieranie emancypacji kobiet przez PZPR nie szło z praktyką dnia codziennego. W 1987 roku wśród członków biura politycznego KC PZPR kobiety stanowiły 10% (Fuszara, ibidem), a w rządzie w tym samym roku znajdowała się zaledwie jedna kobieta. Kobiety lewicy dziśPo transformacji ustrojowej w 1989 roku tematykę kobiecą poruszały trzy partie lewicowe - SLD, Unia Pracy i PPS. Potem w 2004 dołączyły do nich SdPL, Unia Lewicy (te dwie powstałe w wyniku przetasowań osobowych w SLD i UP) oraz Zieloni 2004. Zajmę się po kolei każdą z tych partii analizując elementy programów adresowanych do kobiet oraz kwestię poziomu ich uczestnictwa w tych partiach. Wiadomo, że umieszczanie kobiet na listach wyborczych jest trudne, gdyż skład i kolejność kandydatów zależy od komisji partyjnych, które są gremiami męskimi. Jednak mimo to partie i koalicje lewicowe częściej od pozostałych umieszczały na swoich listach kobiety i to na lepszych pozycjach, także łatwiej było w takiej partii przeforsować 30% obecność kobiet na listach kandydatów w 2001 roku. Propozycja ta została poparta na Zjeździe Założycielskim SLD. Zdaniem Renaty Siemieńskiej (2000) był to niewątpliwy sukces lobby kobiecego wewnątrz partii, ponieważ: Pewną rolę, jeśli chodzi o liczbę i miejsca, na których umieszczane są kandydatki odgrywają kobiety, które uzyskały szczególną "widoczność" z racji swojej działalności politycznej. Tak zdarzyło się w przypadku UP i SLD, gdzie do grona czołowych polityków należą kobiety szefujące organizacjom kobiecym [s. 103]. Niestety nie udało się zrealizować postulatu przemiennego umieszczania kobiet i mężczyzn na listach wyborczych. Ten postulat dopiero podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku zrealizowała powstała w listopadzie 2003 roku partia Zieloni 2000. Postulat przemiennego umieszczania kobiet i mężczyzn na listach jest szczególnie istotny gdyż, badacze tematu zauważyli, że głosujący nie mający upatrzonych uprzednio kandydatów, zdecydowani głosować na konkretna partię mają skłonność od zaznaczania kandydata, który zajmuje pierwsze miejsce. Dlatego też wprowadzenie postulatu przemienności kobieta - mężczyzna - kobieta prowadziłoby do realnego wyrównania szans kandydatów obu płci. Widać widoczny wzrost odsetka, jaki stanowiły kobiety na listach osób kandydujących do parlamentu od momentu wprowadzenia minimalnego progu udziału kobiet na listach wyborczych SLD i UP. Dla porównania: w 1997 roku na listach SLD kobiety stanowiły 15%, w 2001 ponad 36%, zaś w przypadku UP w 1997 roku 25%, w 2001 już 43%. Swego czasu szczególnie ważne było miejsce na liście krajowej, z której osoby znajdujące się na niej - w przypadku nie wybrania w swoim okręgu - mogły wejść do parlamentu. Większość partii albo nie umieszczała kobiet na liście krajowej albo też plasowała je na odległych miejscach. Jedyny wyłom w tym procederze zrobiło SLD, które umieściło cztery kobiety w pierwszej dziesiątce kandydatów w 1997 roku. Jednak, mimo że na listach kandydatów kobiety stanowiły około 36%, na pierwszych pięciu miejscach lokowało się zaledwie 17% z nich. Unia Pracy była jedyną partią, która wystawiła kobiety we wszystkich okręgach wyborczych. W wyborach w 2001 roku koalicja SLD-UP umieściła na swoich listach ogółem 36% kobiet w tym na miejscach od pierwszego do trzeciego znalazło się 18% z nich. One też zostały wybrane. PPS miała 25% kobiet na listach wyborczych, jednak żadna nie dostała się do parlamentu (Siemieńska, 2005). Mimo wszystkich zarzutów kierowanych w stronę SLD trzeba uczciwie zauważyć, że liczba kobiet na listach tej partii stopniowo wzrastała. W czasie pierwszej kadencji Sejmu SLD miało wśród 59 posłów 10 kobiet, Unia Pracy wśród sześciu posłów jedną kobietę - Wiesławę Ziółkowską. Podczas drugiej kadencji zwiększyła się ogólna liczba posłów SLD - było ich 168, w tym 24 kobiet. UP miało 33 posłów, w tym sześć kobiet. Trzecia kadencja Sejmu to 162 posłów SLD i 32 kobiety, a z kolei w czwartej - 148 posłów SLD i 35 kobiet, Socjaldemokracja Polska miała 32 posłów w tym 12 kobiet, Unia Pracy 11 posłów i 4 kobiety. W bieżącej kadencji SLD udało się wprowadzić do Parlamentu w wyniku jesiennych wyborów 2005 roku 55 posłów, wśród których znajduje się 11 kobiet7). Sylwia Spurek w swojej pracy Women - Parties - Election (2002) pisze, że podczas przeprowadzanych wywiadów z członkami partii wśród najczęściej wymienianych kryteriów selekcji kandydatów na listy wyborcze brano pod uwagę w pierwszym rzędzie: doświadczenie w organizacjach publicznych, dotychczasową karierę, zaangażowanie w życie polityczne, popularność w okręgu, z którego ewentualnie by się kandydowało oraz umiejętności przemawiania na forum publicznym. Oczywiście są to oficjalne kryteria, trudno by którakolwiek partia przyznała się, że jednym z ważniejszych kryteriów jest płeć kandydata. Mimo zapewnienia kobietom 30% pułapu na listach SLD, w niektórych miejscowościach kandydatek było znacznie mniej. W przypadku Unii Pracy jako cechy predestynujące do znalezienia się na liście partii wymieniano liczbę uzyskanych głosów w poprzednich wyborach, popularność kandydata, jego kompetencję oraz pozycję w partii. Przyznawano również, że kandydatki uzyskiwały wsparcie od partii. O tym, że nie było to tylko czcze gadanie mogą zaświadczyć liczby: 33% członków Komitetu Wykonawczego partii oraz 19% Rady Naczelnej stanowiły kobiety. Już od powstania partii w 1993 roku kobiety były zachęcane do aktywnego kształtowania jej wizerunku. Partia od samego początku na forum publicznym odważnie podejmowała kwestie praw kobiet i mniejszości seksualnych. Zaś wszystkie kobiety, które dostały się do parlamentu z list UP w 1997 roku uplasowane były na pierwszych miejscach. Mimo postępowego programu część starszych członków partii reprezentowała bardziej konserwatywny punkt widzenia. Kobiety na listach UP stanowiły około 40% kandydatów, był to największy odsetek wśród wszystkich partii, jednak ich głównym zadaniem było mocniejsze wspieranie poczynań wiodących kandydatów, z których zaledwie kilkoro było kobietami (dokładnie osiem kobiet, do parlamentu dostało się ich pięć z nich) (Spurek, 2002). W 2001 roku Unia Pracy reaktywowała sekcję kobiecą partii. W programie wyborczym koalicja SLD-UP deklarowała: Równy status kobiet i mężczyzn jest jednym z celów naszego programu. W tej sprawie za ważne uważamy: Opracowanie i wdrożenie przepisów prawnych eliminujących podział rynku pracy ze względu na płeć oraz gwarantujących faktycznie równe warunki dostępu kobiet i mężczyzn do pracy, awansów, wynagrodzeń i szkoleń Zrównanie prawa obojga rodziców w zakresie opieki nad dziećmi Sankcje za praktyki dyskryminacyjne ze względu na płeć Zagwarantowanie kobietom prawa do świadomego macierzyństwa (Siemieńska, 2005: 59). Doskonale wiemy co się stało z obietnicami przedwyborczymi SLD. Trudno się dziwić rozgoryczeniu organizacji kobiecych, które uwierzyły SLD, a potem bezradnie oglądały przehandlowanie kwestii liberalizacji aborcji za poparcie Kościoła Katolickiego w sprawie przystąpienia Polski od Unii Europejskiej. Ciekawym aspektem kampanii wyborczej prowadzonej przez prosystemowe partie lewicowe jest procentowy udział tematyki kobiecej w programach wyborczych prezentowanych w mediach. SLD poświęciło kobietom około 30% czasu antenowego, natomiast UP ponad 40%. Dla porównania pozostałe partie polityczne poniżej 10% czasu antenowego. W obu przypadkach o prawach kobiet mówili wprost zarówno kandydaci, jak i kandydatki obu partii. Dużo czasu antenowego, bo ponad 25% swoim kandydatkom udostępniło SLD, pozostałe partie około 5% - 10%. W spotach przedwyborczych SLD 26% stanowiły wypowiedzi kobiet (Siemieńska, ibidem). Wszystkie partie, w tym też lewicowe, przy prezentowaniu programu wyborczego używały głosu męskiego, jako osoby czytającej zza kadru najważniejsze postulaty. Prawdopodobnie jako bardziej wiarygodnego. Warto zauważyć, że tylko kandydaci UP i SLD mówili wprost o prawach kobiet. Tylko oni w latach 1993 - 2001 poświęcali oddzielne miejsca w swoim programie kobietom. Unia Pracy ogólnie wspominała o wcielaniu w życie zasad ratyfikowanej przez Polskę Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Mówiono o ich prawach w zakresie prawa pracy, prawa rodzinnego, o tym, że ochrona prawa matek i dzieci nie może utrudniać rozwodów, domagano się prawa do aborcji, w tym także ze względów społecznych. SLD w założeniach programowych zamieścił osobny punkt poświecony kobietom. Opowiadano się w nim: za równością szans kobiet i mężczyzn przeciwko dyskryminacji kobiet na rynku pracy za prawem do świadomego macierzyństwa za prawem do aborcji za prawem do oświaty seksualnej za powszechną dostępnością środków antykoncepcyjnych W Radzie Krajowej SLD wśród 5 wiceprzewodniczących znajduje się jedna kobieta - Joanna Szenyszyn. W Zarządzie Krajowym partii jest 21 osób, w tym 4 kobiety, podczas gdy w kolejnym organie partyjnym, tj. Krajowym Komitecie Wykonawczym, spośród 17 osób tylko 3 to kobiety. Sąd Partyjny SLD to 16 osób, w tym 4 kobiety, Komisja Rewizyjna liczy 16 osób, w tym 3 kobiety. Najgorzej jednak proporcje kształtują się w Radzie Krajowej: 147 osób i TYLKO 23 kobiety8). W ramach SLD funkcjonuje struktura nosząca nazwę Forum Równych Szans i Praw Kobiet, której przewodniczącą jest Kazimiera Jakubowska. Rada Krajowa Unii Pracy składa się z 72 osób, wśród nich znajduje się 12 kobiet. W zarządzie krajowym partii na 11 aktywistów są 2 kobiety9). Przez pewien czas w orbicie SLD pozostawała, oprócz Unii Pracy, PPS. W Sejmie RP II kadencji i Senacie III kadencji (1993 - 1997) PPS reprezentowała posłanka Maria Walczyńska-Rechmal. Do tradycyjnych już postulatów tej partii należało równouprawnienie kobiet i upodmiotowienie mniejszości w społeczeństwie. PPS uważało, że mimo formalnego wywalczenia praw politycznych, wciąż istnieje kwestia kobieca. Zwracano szczególną uwagę na dyskryminację socjalną kobiet, czyli brak równości na rynku pracy czy też upośledzenie płacowe. W programie politycznym Socjalistyczne przemiany z 1999 roku podkreślano, że "wiele norm obyczajowych stanowi przedłużenie dawnej dyskryminacji i nietolerancji. [...] Nikt nie może instytucjonalizować poprzez powszechnie obowiązujące prawo własnej ideologicznej wizji modelu życia kobiety i funkcjonowania rodziny. To sama kobieta powinna mieć realną możliwość wyboru modelu życia. Dostrzegamy też potrzebę zwiększenia udziału kobiet w życiu publicznym i ewentualnego stworzenia dla tego celu odpowiednich zachęt prawnych" (Socjalistyczne przemiany - dokument programowy, 1999: 22). W Socjaldemokracji Polskiej na 20 osób zarządu partii znajduje się w nim 5 kobiet, w tym Sylwia Pusz jako wiceprzewodnicząca. W Radzie Politycznej partii jest 11 osób, w tym 5 kobiet (Jolanta Banach - wiceprzewodnicząca, Izabela Sierakowska, Mirosława Kątna, Maria Berny i Zdzisława Janowska). Sąd Partyjny liczy 5 osób, w tym 2 kobiety. 22 października 2004 roku w ramach SdPL została powołana Platforma Programowa - Frakcja Kobiet, której celami są: 1. Działania na rzecz realizacji standardów europejskich we wszystkich dziedzinach życia publicznego i społecznego, w tym dotyczących planowania rodziny i jej bezpieczeństwa ekonomicznego. 2. Zwalczanie stereotypów w pojmowaniu ról kobiet i mężczyzn w życiu społecznym. 3. Działania na rzecz zapewnienia odpowiedniej reprezentacji kobiet w organach przedstawicielskich oraz we władzach publicznych na każdym szczeblu. 4. Równy udział i reprezentacja kobiet i mężczyzn w procesach podejmowania decyzji. 5. Działanie na rzecz równości kobiet i mężczyzn w życiu ekonomicznym i gospodarczym. 6. Realizacja ekonomicznych praw kobiet, w tym ich gospodarczej niezależności oraz dostępu do zatrudnienia. 7. Modernizacja systemu świadczeń społecznych oraz ograniczanie bezrobocia kobiet. 8. Rozszerzania zakresu programów profilaktycznych zachorowań oraz promowanie programów badawczych służących ocenie stanu zdrowia kobiet w poszczególnych okresach życia. 9. Działania na rzecz zapewnienia rodzinie właściwych podstaw ekonomicznych w ramach regulacji systemowych. 10. Działanie na rzecz zapewnienia realnych środków utrzymania dzieciom z rodzin podzielonych poprzez sanację dotychczasowego wadliwego systemu alimentacji. 11. Wpływanie na politykę socjalną państwa celem tworzenia systemowych instrumentów zwalczania przyczyn kryzysu demograficznego polskiego społeczeństwa10). Te cele Frakcja Kobiet SDPL chce osiągnąć poprzez współpracę z organizacjami pozarządowymi, współdziałanie z międzynarodowymi instytucjami i organizacjami zajmującymi się problematyką kobiecą, a także przez organizowanie seminariów, konferencji, grup dyskusyjnych i innych form kształtowania oraz wypracowywania poglądów i opinii. Socjaldemokracja Polska w programie partii ogłoszonym 3 lutego 2005 roku dużą uwagę przywiązuje do kwestii praw kobiet. Najważniejszymi zadaniami, jakie stawiała przed sobą partia było: utrzymanie stanowiska Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, doprowadzenie do sytuacji, w której za równą pracę kobiety będą otrzymywać równą płacę, realizowanie Programu Walki z Przemocą w Rodzinie, skuteczne przeciwdziałanie molestowaniu kobiet w zakładach pracy, zmiana przepisów dopuszczających przerywanie ciąży, refundacja środków antykoncepcyjnych oraz właściwa edukacja seksualna w szkołach, wprowadzenie programu Firma Przyjazna Kobiecie, obejmującego m.in. organizowanie opieki dla dzieci pracownic, tworzenie preferencyjnych warunków pracy dla matek, zapewnienie możliwości wykonywania części obowiązków w domu i komunikacji z pracodawcą drogą elektroniczną. Zieloni 2004 stanowią prawdziwy ewenement na polskiej scenie politycznej. Powstając w 2003 roku partia określała się jako alterglobalistyczna, wprowadziła przyjazne kobietom podwójne kierownictwo partii - współprzewodniczącymi są równocześnie kobieta i mężczyzna, ale też powołała do życia Radę Kobiet, która ma dbać o właściwą linię polityki partii względem kobiet pomiędzy kongresami, doradzać Zarządowi Krajowemu oraz realizować zadania jej powierzone przez Kongres, jak również kontrolować realizację zasady równego statusu kobiet i mężczyzn. W Partii funkcjonuje też Rada Mniejszości. Jak piszą na swojej stronie internetowej: "Rada Mniejszości dba o właściwą linię polityki Partii względem mniejszości pomiędzy Kongresami. Doradza Zarządowi Krajowemu oraz realizuje zadania jej powierzone przez Kongres. Rada mniejszości kontroluje realizację zasady równego statusu mniejszości". Zieloni 2004 w swoim statucie zagwarantowali także nieparzyste miejsca dla kobiet na listach wyborczych, stosując tym samym jako pierwsza w Polsce dyskryminację pozytywną. Początkowo było to bardzo dobrze odbierane. Sądzono, że partia ta wywrze znaczący wpływ na ruch alterglobalistyczny w Polsce czyniąc go bardziej przyjaznym kobietom. Nadzieje te okazały się jednak płonne, ze względu nie tylko na małą skalę oddziaływania partii, ale przede wszystkim - ze względu na powolne wycofywanie się partii z rewolucyjnych względem kobiet zmian i koniunkturalny zwrot ku partiom neoliberalnym, takim jak Platforma Obywatelska. Rada krajowa Zieloni 2004 składa się z 18 osób, Zarząd Krajowy stanowi 8 osób, Krajowa Komisja Rewizyjna to 6 osób, Krajowy Sąd Koleżeński - 6 osób. W każdym z tych ciał partyjnych zgodnie ze statutem partii połowę składu stanowią kobiety. Jednak w chwili obecnej zarówno w przypadku Rady Kobiet, jak i Rady Mniejszości są wakaty, a na zjeździe partii rozważano likwidację tych organów. Należy więc przypuszczać, że partia nie przywiązuje aż takiej wagi do tych kwestii jak początkowo deklarowała. Zjazd Założycielski Zielonych 2004 w Warszawie w dniach 6-7 września 2003 roku w Deklaracji Programowej uchwalał, że: Jesteśmy grupą wywodzących się z różnych środowisk ludzi, dla których podstawowymi wartościami są poszanowanie praw człowieka i respektowanie zasad zrównoważonego rozwoju społecznego, ekologicznego i gospodarczego. [...] Kobiety i mężczyźni nie są traktowani w równoprawny sposób ani w sferze prywatnej, ani na scenie publicznej. Dyskryminacja kobiet ma różne postacie, ale najjaskrawiej przejawia się w braku proporcjonalnej reprezentacji kobiet w życiu publicznym oraz na rynku pracy. Demokracja bez kobiet to pół demokracji. Uznajemy, że jedną z podstawowych możliwości zwalczenia dyskryminacji ze względu na płeć jest zapewnienie kobietom i mężczyznom równych szans i możliwości samorealizacji w sferze społecznej, politycznej, gospodarczej i w rodzinie. Doceniając wkład, jaki wniosły organizacje feministyczne w Polsce w wyrównywanie statusu kobiet i mężczyzn, popieramy prawo do proporcjonalnej reprezentacji kobiet w życiu publicznym. Prawo to należy zapewnić przez ustanowienie parytetu kobiet i mężczyzn na listach kandydatów do ciał przedstawicielskich oraz poprzez wprowadzanie mechanizmów wyrównujących udział kobiet i mężczyzn w innych organach władzy. Patriarchalny model społeczno-kulturowy jest uciążliwy zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, narzucając im określone role, nie zawsze zgodne z ich wolą. Popieramy tworzenie warunków partnerskiego podziału praw i obowiązków kobiet i mężczyzn w rodzinie i społeczeństwie w zakresie godzenia rodzicielstwa z karierą zawodową i społeczną11). Ostatnią partią, którą zajmę się w tej pracy, jest Unia Lewicy. W tekście swojego programu standardowo - jak wszystkie partie tego nurtu - "opowiada się za pełnym równouprawnieniem kobiet i mężczyzn, poprzez konsekwentne realizowanie konstytucyjnych gwarancji równości ich szans, praw i obowiązków w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym" 12). Dla Unii Lewicy gwarancją skuteczności prowadzonych działań w obszarze zwalczania dyskryminacji z powodu płci ma być: wzmocnienie instytucji odpowiedzialnych za kreowanie, wdrażanie i monitorowanie zasady równego statusu płci, poprzez stworzenie stabilnego organu państwa, dysponującego zarówno kompetencjami jak i środkami finansowymi; współpraca z organizacjami pozarządowymi i środowiskami działającymi na rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn oraz zwalczania dyskryminacji z powodu płci. Unia Lewicy szczególną uwagę poświęca prawom reprodukcyjnym kobiet. Jej zdaniem konieczne jest - jak piszą na swojej stronie internetowej - "zniesienie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży i zastąpienie jej przez prawo szanujące wolność i godność kobiet". Działacze partii za konieczne uznają refundowanie przez państwo środków antykoncepcyjnych, zaś badania prenatalne powinny być bezpłatne i dostępne na życzenie każdej kobiety. Dużą wagę program przywiązuje do zapobiegania przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej. W programie partii możemy znaleźć również zapis, że system poradnictwa rodzinnego, opieki nad kobietami w ciąży, samotnymi matkami, kobietami bitymi przez współmałżonków i konkubentów powinien zostać ukierunkowany na instytucje neutralne światopoglądowo i nie powiązane z żadnym wyznaniem. Dosyć szczegółowe zwrócenie uwagi na sprawy kobiet z pewnością miało związek z faktem, że w początkowej fazie formowania partii duży wpływ miała na nią była polityczka Unii Pracy, Izabela Jaruga-Nowacka. Feministyczne inicjatywyNa samym końcu chciałabym przedstawić działania polskich organizacji feministycznych zmierzających do zwiększenia aktywności kobiet w partiach politycznych i w życiu publicznym. Jedną z najważniejszych inicjatyw polskiego ruchu kobiecego było powołanie w lutym 2001 roku Przedwyborczej Koalicji Kobiet. Doszło do tego w ramach projektu sponsorowanego przez UNIFEM i realizowanego przez Ośkę. Celem Koalicji było zwiększenie liczby kobiet w parlamencie, propagowanie genderowej równości wśród polityków i społeczeństwa, jak również monitoring poczynań partii zmierzających do wzrostu reprezentacji kobiet. Przedwyborcza Koalicja Kobiet zrzeszała około 50 organizacji kobiecych z całej Polski i wspierała ideę partycypacji kobiet w życiu politycznym, nie zaś interesy poszczególnych partii czy kandydatek. Pierwsza akcja pod auspicjami PKK miała miejsce w marcu 2001 roku, kiedy w 10 największych polskich miastach zawisły billboardy ("To mi się przejadło - popieram wybór kobiet" oraz "Dość adoracji - chcemy reprezentacji") zachęcające do głosowania na kobiety. Podczas prawyborów w Nysie PKK rozdystrybuowało ulotki i plakaty o potrzebie głosowania na kobiece kandydatki. Przedstawicielki PKK wzięły również udział w zorganizowanej przez tygodnik Polityka i Polskie Radio 1 debacie z politykami. Ponad 100 tysięcy ulotek prezentujących nazwiska kandydatek z 21 okręgów wyborczych zostało wydrukowanych dzięki aktywności PKK. Lokalne oddziały Przedwyborczej Koalicji Kobiet zorganizowały w przeważającej większości polskich miast (Gdańsk, Częstochowa, Katowice, Kraków, Opole, Radom, Toruń, Warszawa, Łódź) konferencje prasowe, spotkania z kandydatkami oraz kampanie na świeżym powietrzu, jak choćby "Baba Przedwyborcza". Jednak, jak pisze Sylwia Spurek w Women - Parties - Elctions, najbardziej spektakularnym osiągnięciem PKK stało się zorganizowanie konferencji "Równość płciowa w polityce"; była to - jak podaje autorka - pierwsza niekatolicka kobieca konferencja, na której gościem specjalnym była Maria Smerczyńska, pełniąca w rządzie AWS funkcję Pełnomocnika ds. Rodziny. Kolejną inicjatywą jest Fundacja Kobieca eFKa, która od maja 2001 roku prowadzi projekt "Wybory Kobiet". Został on zapoczątkowany w grudniu 2000 roku żywiołową debatą na liście dyskusyjnej Gender na temat udziału kobiet w polityce. Podstawowymi założeniami projektu były: edukacja polityczna i obywatelska kobiet w związku z wyborami parlamentarnymi potem samorządowymi, a w następnej kolejności referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej; zwiększenie aktywności kobiet w życiu politycznym, publicznym na szczeblu lokalnym; nawiązanie kontaktów miedzy kobietami aktywnymi, otwartymi na kwestie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, działającymi na rzecz włączenia kobiet do mainstreamowego nurtu życia politycznego i publicznego, będących jednocześnie otwartymi na problemy społeczności lokalnych; utworzenie lokalnej kobiecej sieci współpracy politycznej; promowanie kobiet aktywnych politycznie i obywatelsko; wymiana informacji, doświadczeń, udzielanie sobie wzajemnego wsparcia; integracja lokalnego środowiska kobiecego; uwrażliwienie lokalnej społeczności na kwestie kobiece; rozprzestrzenienie idei politycznej partycypacji kobiet na resztę kraju. Grupę docelową projektu stanowiły przede wszystkim kobiety zainteresowane polityką i aktywnością społeczno-polityczną, zaangażowane już wcześniej w tego typu działalność, a także osoby chcące ją dopiero podjąć. Oznaczało to, że beneficjentkami projektu stały się szeroko pojęte środowiska kobiece, przedstawicielki władz samorządowych, partii politycznych, organizacji pozarządowych, przedstawicielki biznesu (właścicielki małych i średnich przedsiębiorstw) i sfeminizowanych zawodów, a także studentki przede wszystkim takich kierunków jak politologia, administracja publiczna czy socjologia, jak również czytelniczki wydawanego przez eFKę czasopisma - "Zadra". Rozpoznano dwie grupy kobiet, na które projekt powinien zostać zorientowany. Jedną stały się kobiety korzystające z biernego prawa wyborczego - kandydujące w wyborach samorządowych i parlamentarnych, drugą zaś kobiety biorące czynny udział w procesie wyborczym, które oddając swój głos miały wpływ na sytuację polityczną kraju. Cechą charakterystyczną projektu była jego całkowita apolityczność. Był on otwarty dla wszystkich kobiet niezależnie od reprezentowanej przez nie opcji politycznej. Miał stać się platformą porozumienia i współpracy między kobietami "ponad podziałami", a w konsekwencji doprowadzić do zbudowania silnego środowiska kobiecego w Krakowie. Projekt "Wybory Kobiet" prowadzony był w kilku etapach - pierwszy etap odbywał się w związku z wyborami parlamentarnymi 2001 roku, drugi z wyborami samorządowymi 2002 roku, kolejny w powiązaniu z referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej 2003 roku. KonkluzjeMaria Ciechomska wyróżnia kilka czynników, dla których udział kobiet w polityce kształtuje się na tak niskim poziomie. Jak pisze badaczka powodami są pobudki: "biologiczne - prokreacja; społeczne - inne oczekiwania pod adresem kobiet i mężczyzn, odmienność doświadczeń życiowych - praca na stanowisku kierowniczym ułatwia przejście do roli politycznej, podczas gdy wychowywanie dzieci raczej nie; ideologiczne - mężczyźni stworzeni są do tego, by kierować, kobiety by słuchać; sytuacyjne - tradycyjne role społeczne nie pozostawiają kobietom wiele czasu na jakakolwiek aktywność; strukturalne - kobiety nawet wykształcone wykonują zawody kobiece a nie te, które stają się kuźnią kadr" (Ciechomska, 1996: 212). Kobiety są interesujące jako elektorat, ale w momencie zdobycia władzy przez konkretną partię przestają się liczyć. Co więcej, tylko przed wyborami poruszane są najważniejsze problemy dotykające kobiet we współczesnej Polsce, takie jak: dyskryminacja na rynku pracy, utrudniony dostęp do aborcji czy przemoc w rodzinie. Później tematy te stają się kartą przetargową i są ostro upolityczniane. Problem leży w stereotypowym przedstawianiu ról płciowych przynależnych kobietom, co utrudnia im dostęp do władzy i do mediów, jak i pokonanie pewnej wewnętrznej bariery w sobie. Zarówno koledzy partyjni, dziennikarze, jak i same zainteresowane są obciążeni patriarchalnym skrzywieniem wizerunku kobiety. Lewica może się nie podobać. Nawet nie powinno odpowiadać jej postępowanie trywializujące kobiety i ich problemy. Jednakże, jakby na to nie spojrzeć, jest ona mimo wszystko sprzymierzeńcem kobiet. Tylko trzeba to od niej wyegzekwować. Bibliografia8 marca - Feminizm ci tego nie powie..., "Dalej! pismo socjalistyczne", 2005-06-23, http://republika.pl/socjalizm/14.htm. Ciechomska, Maria (1996) Od matriarchatu do feminizmu. Poznań: Wydawnictwo Brama. Fuszara, Małgorzata (2006) Kobiety w polityce. Warszawa: Wydawnictwo TRIO. Greer, Germaine (2001) Kobiecy eunuch, Tł. Joanna Gołyś i Bożena Umińska. Poznań: Wydawnictwo Rebis. Hartman, Chris (1994) Marksizm w działaniu, Tł. Hanna Bogusławska. Warszawa: Solidarność Socjalistyczna. Hartmann, Heidi (1981) The Unhappy Marriage of Marxism and Feminism [w:] Women and the Revolution. A Discussion of the Unhappy Marriage of Marxism and Feminism. Red. Lydia Sargent. Boston: South End Press. Hauser, Przemysław, Żerka, Stanisław (1998) Słownik polityków polskich XX wieku. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie. Kondratowicz, Ewa (2001) Szminka na sztandarze. Kobiety Solidarności 1980-1989. Warszawa: Wydawnictwo Sic!. Marmo Mullaney, Maria (1983) Revoluntionary Women - Gender and the Socialist Revolutionary Role, New York: Praeger Publisher. Rowbotham, Sheila (1972) Women, Resistance and Revolution. A History of Women and revolution in the modern World. New York: Vintage Books. Siemieńska, Renata (2000) Nie mogą, nie chcą czy nie potrafią?. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar. Siemieńska, Renata (2005) Płeć, wybory, władza. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar. Socjalistyczne przemiany - dokument programowy (1999) Spurek, Sylwia (2002) Women - Parties - Election. Łódź: Wydawnictwo Centrum Praw Kobiet. Stefanowski, Roman, (1992) PPS 1892-1992. Warszawa: Wydawnictwo Książka i Prasa Ślęczka, Kazimierz (1999) Feminizm, Katowice: Wydawnictwo Książnica Śliwa, Michał (1996) Kobiety w parlamencie II RP [w:] Kobieta i świat polityki w niepodległej Polsce 1918-1939. Red. Anna Żarnowska, Andrzej Szwarc. Warszawa: Wydawnictwo Sejmowe. Śliwa, Michał (2000) Udział kobiet w wyborach i ich działalność parlamentarna [w:] Równe prawa i nie równe szanse. Kobiety w Polsce międzywojennej. Red. Anna Żarnowska, Andrzej Szwarc Warszawa: Wydawnictwo DIG. Walczewska, Sławomira (2000), Damy, rycerze i feministki. Kraków: Wydawnictwo eFKa. Wheen, Francis (2005) Karol Marks, Tł. Dominika Cieśla. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.. Żmigrodzki, Marek, (1999) Encyklopedia Politologii T. 1 Teoria polityki. Kraków: Wydawnictwo Zakamycze. Przypisykliknij oznaczenie przypisu by powrócić w odpowiednie miejsce artykułu 1) Joanna Wydrych - politolożka, ukończyła studia podyplomowe z zakresu Gender przy UJ, pracowała jako koordynatorka projektów w Fundacji Kobiecej eFKa. Jedna z autorek Raportu Alternatywnego polskich organizacji pozarządowych przygotowanego na Sesję Specjalną Komisji Praw Kobiet ONZ Pekin +10 jak również jedna z autorek publikacji "Polityka a płeć". Wielbicielka kultury alternatywnej i fotografii Nan Goldin. W wolnych chwilach zajmuje się malarstwem, psem i dokarmianiem okolicznych kotów. 2) Maria Koszutska, Wanda Wasilewska i Hanna Suchocka. 3) Zarówno w przypadku tej działaczki, jak i innych kobiet z okresu dwudziestolecia międzywojennego, zachowuję powszechnie używaną w historycznych opracowaniach odmianę jej nazwiska, choć wywołuje to we mnie bunt ze względu na nie-genderową końcówkę. 4) Gazeta od 1904 roku była wydawana pod zaborem austriackim. 5) Wcześniej działaczka PPS. 6) Wcześniej obie także działały w PPS. 7) Dane za stroną internetową: http://www.sejm.gov.pl/. 8) Dane za stroną internetową: http://www.sld.org.pl/. 9) Dane za stroną internetową: http://www.uniapracy.org.pl/. 10) Założenia podaję za stroną internetową: http://www.sdpl.org.pl/. 11) Założenia podaję za stroną internetową: http://www.sdpl.org.pl/. 12) Podaję za stroną internetową: http://unia-lewicy.org/modules/news/. |