unigender

"miejsce" wyraźnie oddzielone od świata natury"

strona główna | aktualny numer | archiwum | blog uniGENDER
o piśmie | redakcja | dla autorów | call for papers | linki

uniGENDER 1/2010 (5)

TEMAT NUMERU:
Gender w praktyce badawczej. Zbiór pokonferencyjny

Monika Świerkosz
Gender studies – w drodze czy na rozdrożu?

Metodologie

Joanna Ostrowska
Obca ofiara – figura prostytutki obozowej i jej wyparcie w dyskursie postholocaustowym.

Monika Świerkosz
"Nie jestem siostrą mojej matki". Międzypokoleniowe dylematy feminizmu III fali.

Katarzyna Wojnicka
Od maskulinizmu do profeminizmu. Społeczne ruchy mężczyzn – zarys problematyki

Interpretacje

Joanna Bednarek
Czysta linia ujścia. O pewnej aporii dyskursu feministycznego (na przykładzie Elfriede Jelinek i Kathy Acker)

Alicja Podbielska
Gender i Kacet

Katarzyna Kucharska
Między ziemią a niebem – o cielesności i religijności siostry Mechtyldy z "Ascetki" Elizy Orzeszkowej

Lucyna Marzec
Dom kobiet nie istnieje

(Re)inkarnacje

Ursula Phillips
Apokaliptyczny feminizm: Adam Mickiewicz i Margaret Fuller.

Gender i kacet

Alicja Podbielska*)

STRESZCZENIE. Dlaczego w badaniach nad Zagładą, na którą skazani zostali wszyscy Żydzi z powodu „rasy”, a bez względu na płeć, wiek czy pozycję społeczną, mielibyśmy w szczególny sposób koncentrować się na sytuacji kobiet lub roli, jaką w czasie wojny odgrywały kulturowe różnice między płciami? Analizowanie Holokaustu z perspektywy studiów genderowych spotyka się z zarzutami o trywializację i banalizację tego wydarzenia przez próbę sprowadzenia go do jednego z przejawów seksizmu. A jednak, jak udowadniają feministyczne badaczki, płeć była jednym z czynników w gradacji wykluczenia i opresji w czasie Shoah. Jak również orientacja seksualna oraz wiek, uroda czy klasa społeczna.
Podjęcie tematyki związanej z ciałem i seksualnością kłóci się jednak ze sztywnymi konwencjami, w jakie ujęta jest polska literatura fabularna i dokumentacyjna dotycząca wojny i obozów koncentracyjnych. Martyrologiczne tabu zostało przełamane przez niewielu autorów: piszącego o kacetowym homoseksualizmie i domach publicznych Stanisława Grzesiuka, opisującą specyficzne kobiece doświadczenia Zofię Posmysz i afirmującego obozową erotykę „skandalistę” Mariana Pankowskiego.

SŁOWA KLUCZOWE: Zofia Posmysz, Stanisław Grzesiuk, Marian Pankowski, obozy koncentracyjne, Auschwitz, gender, homoseksualizm, puff

Literatura dotycząca II wojny światowej – walki zbrojnej, okupacji, obozów koncentracyjnych, Zagłady – funkcjonuje w polskiej kulturze na specjalnych zasadach. Ze względu na swoją wyjątkową tematykę zarówno fikcja jak i wspomnienia podlegały licznym tabu i zostały ukształtowane w ramach określonych, powszechnie obowiązujących konwencji pisania i mówienia o wojnie. Maria Janion wyróżniła wśród nich dwa podstawowe schematy: formę westernową oraz martyrologiczną, wywodzącą się z mesjanistycznego paradygmatu romantycznego. Literatura „kacetowa” oraz dotycząca Holokaustu należy do drugiego z tych nurtów, jest projektowana i odczytywana przez pryzmat bohatersko-ofiarniczy, częściowo zsakralizowany.

Takie ujęcie tematu wykluczało dostrzeżenie i przyznanie znaczenia tematyce związanej z cielesnością i seksualnością – zarówno przez samych piszących, jak i przez ich interpretatorów. Jak zauważa Bożena Karwowska (2006):

Ciężar tematu był tak wielki, że rzeczywistość obozów koncentracyjnych należało opisywać w ramach kategorii wysokich, a tym samym duchowych, intelektualnych (i symbolicznie przyporządkowanych mężczyźnie). Innymi słowy, cielesność doświadczenia musiała zostać najpierw przełożona na doświadczenie intelektualne, które z kolei opisywano (przepuszczając jednocześnie przez światopoglądowe filtry) w ramach istniejących wzorów literackich. (Karwowska, 2006: 65)

Oceny moralno-etycznej życia obozowego dokonywano przy pomocy abstrakcyjnych kategorii „zewnętrznych”, posługiwano się przy tym charakterystyczną dla zachodniej kultury patriarchalnej binarnością opozycji, zdecydowanym przeciwstawieniem „wysokiego” i „niskiego” oraz „moralnego” i „niemoralnego”. Tematami „uprawnionymi”, posiadającymi społeczną legitymizację były więc przede wszystkim przeżycia duchowe i religijne, tęsknota za rodziną, uczucia patriotyczne. Wykluczano zaś kojarzone kulturowo z kobiecością codzienność i cielesność. I choć obok rozważań nad problemem teodycei czy kondycją człowieka musiały pojawiać się tematy ściśle splecione z egzystencją czysto biologiczną, takie jak głód, zimno czy ból, to jednak istniały również takie, które w żaden sposób nie mogły zmieścić się w ramach patriotyczno-martyrologicznego decorum. Przemilczenia dotyczyły faktów uznanych za niechlubne lub wstydliwe, mało poważne, nie nadające się do postawienia na narodowym cokole. Opis doświadczenia krańcowego został zubożony o takie aspekty, jak aktywność seksualna w obozie, w tym homoseksualizm oraz przemoc seksualna i prostytucja, czy też doświadczenia specyficznie kobiece, jak menstruacja czy ciążą.

Poruszane problemy i sposób ich ujęcia były jednocześnie podstawą wartościowania literatury i wyznacznikiem jej pozycji w narodowym kanonie. Inga Iwasiów wyróżnia w historii powojennej literatury polskiej znajdującą się w centrum „stronę Herlinga” oraz umieszczoną na marginesie „stronę Pankowskiego”. Jest to system dwójkowy, w którym na szczycie hierarchii znajdują się

(…) etyczne wysokie loty (…) dowartościowanie nieskażonego głosu ofiar, których arcyprzewodnikiem jest Gustaw Herling-Grudziński, przeciw immoralistom takim jakim Leo Lipski, Marian Pankowski. (Iwasiów, 2004, 53)

Anna Nasiłowska pisząc o konwencjach obowiązujących w literaturze o Holokauście przywołuje pojęcie dyskursu w rozumieniu ukształtowanym przez Michela Foucault’a:

Porządek dyskursu podlega w każdym społeczeństwie kontroli, jest efektem i odzwierciedleniem władzy w jej najogólniejszym sensie, nie zogniskowanej w konkretnej instytucji, ale przyjmowanej bezdyskusyjnie w danej zbiorowości pod postacią reguł mówienia, sytuacji. Reguły dyskursu określają na przykład łączliwość lub rozłączność pewnych tematów, wytyczają sfery milczenia i szczególnych napięć, kolizji różnych systemów, definiują całe obszary, tak jak sposób reprezentacji seksu czy idee na temat męskości i kobiecości. Temat „Holocaust” z całą pewnością wobec przyjętych reguł dyskursu sfery publicznej, dominującej, nie powinien być łączony z opowieścią o seksualnej wyobraźni.(Nasiłowska, 2001:33)

Gender studies a Holocaust studies

Chyba właśnie opisana powyżej zasada rozłączności, którą można w tym wypadku przynajmniej częściowo sprowadzić do rozdziału sfer sacrum i profanum, jest powodem silnego oporu niektórych badaczy oraz ocalonych wobec prób analizowania Holokaustu z perspektywy właściwej dla badań nad płcią kulturową. Zarzuty wysuwane pod adresem takich dociekań to przede wszystkim oskarżenie o próbę uczynienia Holokaustu czymś drugorzędnym wobec feminizmu oraz trywializację i banalizację jego znaczenia przez sprowadzenie do jednego z przejawów seksizmu. Obawy budzi również dokonywanie jakichkolwiek rozróżnień między ofiarami, mogące rzekomo prowadzić do burzących solidarność porównań i odwracać uwagę od rzeczywistych sprawców cierpienia wszystkich Żydów. Pojawiają się pytania, dlaczego przy rozważaniu Zagłady, na którą skazani zostali wszyscy Żydzi z powodu „rasy”, a bez względu na płeć, wiek, czy pozycję społeczną, miano by w szczególny sposób koncentrować się na sytuacji kobiet lub roli, jaką w czasie wojny odgrywały kulturowe różnice między płciami. Wskazywanie na inne obszary wykluczeń oprócz najbardziej śmiertelnego – wykluczenia Żydów jako „podludzi” z „niesemickiej” wspólnoty – bywa uważane za relatywizację Holokaustu, rozmywanie wyjątkowości statusu Shoah. (Zob. Stöcker, 2005)

A jednak, jak udowadniają feministyczne badaczki, płeć była jednym z czynników w gradacji wykluczenia i opresji w czasie Zagłady (Zob. Ofer, Weitzman, 1995) Jak również orientacja seksualna oraz wiek, uroda czy klasa społeczna. Zarówno mieszkańcy gett, jak i więźniowie obozów koncentracyjnych stanowili w istocie społeczności bardzo mocno zhierarchizowane, a płeć mogła być w nich zarówno wyznacznikiem jak i symbolicznym wyrazem zajmowanej pozycji. Jak podkreśla Inga Iwasiów:

Płeć wydaje się „innością normalną”, jednak okazuje się – pomyślmy o literaturze opisującej skrajne sytuacje egzystencjalne, np. tekstach obozowych – że wspomaga, utrwala, wzmacnia segregację i opresję. Kobiety są zawsze, „z natury”, bardziej więźniarkami, bardziej ofiarami od mężczyzn przebywających w tej samej przestrzeni represji. „Inność” multiplikuje się, jeśli dodawać do niej kolejne komponenty: rasowe, ekonomiczne, edukacyjne, losowe, seksualne i płciowe. (Iwasiów, ibidem: 20)

Pierwsza konferencja poświęcona analizie Holokaustu z perspektywy kobiet odbyła się w 1983 roku w Nowym Jorku. Feministyczne badaczki skrytykowały tradycyjne podejście metodologiczne „holokaustowego establishmentu” jako ignorujące specyficzną sytuację kobiet i negujące ich doświadczenia, poprzez uznawanie doświadczeń mężczyzn za uniwersalne. Feministycznie zorientowane Holocaust studies dążą do wzbogacenia i zniuansowania naszej wiedzy poprzez zwrócenie uwagi na zapomnianą lub pomijaną obecność kobiet (zarówno po stronie ofiar, jak i sprawczyń). Unikalne doświadczenia kobiet uzupełniają obraz, który obecnie musimy traktować jako niepełny. Należy przy tym pamiętać o niebezpieczeństwie ponownego zmarginalizowania doświadczenia kobiet poprzez sprowadzanie jego specyfiki do kwestii związanych z macierzyństwem czy seksualnością. Byłoby to paradoksalne powtórzenie „męskiego” punktu widzenia i przywrócenie męskiemu doświadczeniu rangi narracji dominującej. Cel, jaki stawiają sobie badaczki Holokaustu to, jak to często w feministycznej teorii bywa, przede wszystkim stawianie pytań. Wiele z kobiet, które przeżyły, wyraża przekonanie, że płeć nie miała wpływu na ich los. Jak podkreślają Dalia Ofer i Lenore J. Weitzman (1998):

(…) we should note, that raising questions about gender differences does not inevitably lead to the conclusion that such differences exist. (…) asking questions about gender must open our eyes to gender similarities as well as to gender differences. (Ofer, Weitzman, 1998: 12)

Doświadczenia kobiet

W literaturze ujmującej zagadnienia Holokaustu z perspektywy kobiet (…) eksponowane są uczucia, emocje oraz obawy związane z własną cielesnością, która była często powodem zmartwień, strachu, wstydu, zażenowania i kwestionowania swojej kobiecości.(Stöcker, 2005: 447)

Opowieścią skoncentrowaną na kobiecym doświadczeniu w obozie koncentracyjnym jest twórczość Zofii Posmysz. I choć nakręcona na podstawie jej powieści Pasażerka Andrzeja Munka jest jednym z najbardziej znanych polskich filmów o obozach, wydaje się, że ta właśnie podejmowana przez nią tematyka nigdy nie znalazła się w centrum zainteresowania w powszechnym odbiorze jej twórczości.

We wspomnieniach Posmysz pojawia się kwestia utrzymywania przez więźniarki higieny osobistej w warunkach pozbawienia jakichkolwiek służących do tego celu środków. Podczas gdy dla autora Pięciu lat kacetu, Stanisława Grzesiuka, sprawdzanie czystości wśród więźniów jest kolejną formą szykan ze strony nazistów, Posmysz widzi w heroicznych próbach dokonywania mimo wszystko podstawowych zabiegów higienicznych manifestację siły psychicznej, godności i woli przetrwania. Ich porzucenie świadczy o poddaniu się, „zmuzułmanieniu”, a więc oczekiwaniu już tylko na śmierć:

Prało się bez mydła, przy pomocy piasku i kamieni, ale jednak. To był akt duchowy, manifestacja życia. W drugim miesiącu Bud przejawiała się ono już tylko w jednostkowych, odosobnionych zrywach, coraz zresztą rzadszych. (…) Dawno zarzuciło się zapieranie plam po miesiączce na bieliźnie czy pasiakach. (Z tym zresztą na szczęście już tylko jedna lub dwie miały kłopoty). (Posmysz, 1983: 66-67)

Kobiety musiały się przy tym pogodzić z brakiem jakiejkolwiek intymności. Posmysz opisuje stopniowe obojętnienie na fakt nagości:

Tego wieczora w kącie za latryną zaledwie kilka postaci dokonywało zabiegu, który miał być myciem. Litr wody w misce służącej do jedzenia musiał wystarczyć na wszystko… Po dziewiątej nie wolno już było skrzypieć studnią. Lały wodę na dłoń i podmywały się. Posten łaził za drutami. Nie przeszkadzał mu widok rozkraczonych postaci. Nam jego obecność także nie. (Posmysz, ibidem: 62)

Pojawiają się też przeżycia związane z menstruacją, strach zarówno przed pojawieniem się okresu, jak i przed całkowitym jego zaniknięciem, poczucie dogłębnego poniżenia i upokorzenia:

(…) prostuję się i w tym prostowaniu widzę uda Ptaszki. Są cienkie, falowate, o brudnoliliowej karnacji i spływa po nich krew. Widziałam to już wtedy, gdy podkasywałam jej suknię, pomyślałam „skaleczyła się tatarakiem”, łatwiej mi przyszło tak pomyśleć, „tatarak ma ostre liście”, takie wyjaśnienie można było znieść. Potem woda sięgając do pasa skryła na chwilę odrażający dramat kobiecej fizjologii, ale teraz jesteśmy na płyciźnie, nie mogę nie widzieć, nie mogę nie patrzeć, krew spływa po wewnętrznej stronie ud gęsta i czarna, Ptaszka nie wie o tym, woda działa znieczulająco, nie wie, nie czuje nic, co zrobi, gdy spostrzeże, jak się zachowa, kiedyś pewnie miała zwyczaj kłaść się w tym okresie do łóżka. (Posmysz, 1980: 336)

Dla obserwującej przyjaciółkę narratorki jest to najbardziej wymowny obraz krańcowego upodlenia, w któremu poddane zostały więźniarki, sprowadzenia ich do roli roboczych zwierząt:

Nie ma we mnie litości, tylko zdumienie i zdumienie tym zdumieniem, kierowana przeze mnie tragami Ptaszka idzie jak w dyszlu lub na powrózku, tak, teraz wiem, gdzie widziałam coś podobnego. W dzieciństwie to było na wakacjach, poprosiłam pastucha, by mi pozwolił prowadzić krowę, dostałam powrózek do ręki, krótki był trochę ten powrózek, szłam tuż za zadem krowy i widziałam, jak ogonem rozmazuje krwawą wydzielinę. Moje przerażenie, „ona sobie pewnie coś zrobiła” i radość pastucha, śmiech przerywany przez czkawkę. „To ty nie wiesz, że krowa jak baba?” Ptaszka stąpa przede mną z tą samą krowią swobodą, chcę jej powiedzieć „obmyj się”, ale nie mówię, po co, błogosławiona ta niewiedza. (Posmysz, ibidem: 337)

W Wakacjach nad Adriatykiem pojawia się wątek bezpłodności spowodowanej pobytem w obozie. Młoda przyjaciółka, z którą narratorka spędza urlop, przywodzi jej na myśl córkę, którą mogłaby mieć. Wspomnienie kłucia w pachwinach podczas pracy w wodzie w karnej kompanii powraca po latach na adriatyckiej plaży i w czasie wizyty u ginekologa. Ten bez ogródek proponuje pacjentce romans, jest przy tym wyraźnie podekscytowany jej obozowymi przeżyciami:

„Ciekawe rzeczy, działy się w tych koloniach, homoseksualizm i tak dalej”, podnosi mnie z krzesła, przytula lekko do siebie: „Opowiesz mi o tym, co? (Posmysz, ibidem: 339)

Kobieca trauma nie znajduje empatycznego słuchacza, a jego brak nie pozwala uporać się z tragedią, przeżywaną wciąż od nowa w milczeniu, w myślach i snach. Opowieść o przemocy seksualnej wobec kobiet w obozie może zaistnieć tylko w formie podniecającej anegdoty:

„Za kostkę margaryny całował pół godziny” cytuję kolonijną śpiewkę jako motto do opowieści, która ma nastąpić, motto brzmi zachęcająco, mężczyzna kiwa głową z aprobatą. „Dobre”, zastanawia się chwile, „tam było całował, czy może inaczej?” – pyta. Winszuję mu przenikliwości, tam było rzeczywiście to słowo, które pomyślał. „Trzysylabowe?” – upewnia się. „Dokładnie tak, panie doktorze”. Uśmiech ten sam, co przedtem. „Pół godziny, było aż tyle czasu?” Wzruszam ramionami: „Nie bądźmy pedantami, poecie potrzebny był rym.” „Rozumiem, do margaryny.” „Słusznie.” Ludzie, imiona, prochy, groby nie istniejące wspomnienia, których coraz mniej w słabnącej pamięci, cienie blade i wciąż blednące, oto jak mówię o was, jak was wspominam, aby spełniły się słowa poety, że „zostanie po nas głuchy drwiący śmiech pokoleń.” (Posmysz, 1980: 358-359)

„Pseudopatriotyczne grymasy” i homoseksualizm

Tym, co, w twórczości Mariana Pankowskiego najbardziej radykalnie sprzeciwia się polskiej formie pisania o przeżyciach obozowych jest znaczenie przyznawane cielesności i seksualności. Po raz pierwszy w twórczości Pankowskiego temat obozu koncentracyjnego pojawił się w napisanym oktawą poemacie Auschwitz z debiutanckiego tomu poezji Pieśni pompejańskie (1946). Nic z jego patosu nie pozostało w opublikowanym w 1968 roku dramacie Teatrowanie nad świętym barszczem. Utwór ten dotyczy w dużej mierze funkcjonowania pamięci o Auschwitz w powojennej rzeczywistości. Pankowski w groteskowej karykaturze ukazuje środowisko obozowych „kombatantów”, z Prezesem w „elegancko zaprasowanym pasiaku” na czele. Jest krytyczny zarówno wobec wykorzystywania pamięci do celów politycznych, do prowadzenia antyniemieckiej propagandy, jak i wobec samych byłych współwięźniów. Przyjęli oni wyznaczone im przez państwowe instytucje role - w przenośni i dosłownie, na zamówienie „społeczeństwa” odgrywają bowiem scenki z kacetu na rocznicowych akademiach. Jednak nie wszystkie wspomnienia nadają się do pokazania na scenie:

- To co? Przykuwamy? Zdobywamy? Czymś gorącym? Hm?...
- Można by im tego doktora pokazać… wiesz, co się szkopów nie bał. (…) Pamiętasz go?
- Yhm… To ten, co chorych podmacywał i spośród najładniejszych zapaleń płuc przyszłych sanitariuszy wybierał.
- śmieje się Znowu scena… w sam raz na scenę! Tyle, że sytuacja nietypowa, bo wyjątkowa.
- Nietypowa?! A kapo z pierwszego? A krawcy? A kucharze?
- sponad kieliszka Tak, ale nie po zapaleniu płuc. (Pankowski, 1995: 120)

Pankowski ośmiesza PRL-owską „politykę historyczną”, sprowadzając ją do absurdu, jak w pomyśle zbudowania miniatury obozu koncentracyjnego jako placu zabaw dla dzieci, czy w niecodziennym czynie społecznym:

Stołeczna tkalnia w czynie tysiąclecia podjęła się regularnej produkcji płótna pasiakowego. (miłe zaskoczenie na twarzach W.1 i W.2) Tak, tak… lekki len na lato, a na zimne osiemdziesiątka, nawet niczego. Jest mowa i o plastikach w paski na kurtki dla pocztów sztandarowych. (Pankowski, 1995: 112)

Satyra Pankowskiego celuje w tych, którzy samowolnie mianowali się dysponentami jedynej obowiązującej wersji pamięci. Autor Rudolfa przeciwstawia jej historię obozowej miłości między Polakiem a niemieckim kapo. Ich związek jest również częścią wspomnień byłych więźniów, ale musi zostać z nich wyparty, gdyż nie pasuje do oficjalnej, czarno-białej wersji wydarzeń. Na tle karykaturalnego środowiska kombatantów to właśnie W.3 i Kapo są jedynymi autentycznymi postaciami:

Para, którą przedstawiam w Teatrowaniu nad świętym barszczem jest właściwie parą wyidealizowaną. Tak mi się napisało: że kapo jest zbrodniarzem, dusicielem i strasznym wrogiem Polaków, ale pod wpływem tego uroczego chłopca, syna prokuratora polskiego, pomału następuje w nim przemiana. Cała sprawa kończy się bardzo boleśnie, patetycznie i bardzo romantycznie. (…) zagubione kilkunastoletnie dziecko broni honoru Polski, tam – pod ciosami obozowego kapo na początku czy w objęciach kapo pod koniec. (Pankowski, Ruta-Rutkowska, 2000: 131-132)

Bohaterów dzieli narodowość, wykształcenie, wiek, kultura, doświadczenie. To miłość „spoza tradycji”. Według słów Mariana Pankowskiego również literackiej. Choć przedstawiony w dramacie związek może przypominać model genetowski, Pankowski podkreśla, że transgresyjność w kulturze zachodniej nadeszła później. Pierwotnym doświadczeniem i źródłem inspiracji było to, co widział podczas pobytu w obozie:

Homoseksualizm, tak samo jak okrucieństwo, tak samo jak przyjaźń – te sprawy poznałem w kacecie dogłębnie i tak autentycznie, że wszystko inne było dla mnie literaturą w cudzysłowie, to znaczy czymś drugoznacznym i mniej ważnym. (Pankowski, Ruta-Rutkowska, ibidem: 131)

Role genderowe w tym związku rozkładają się podobnie jak w relacjach opisanych przez Grzesiuka. Młody Polak pełni funkcję „kuchareczki”, smaży placki kartoflane, przygotowuje przyjęcie imieninowe. Hans chwali się swoim „Dżiszu” przed innymi kapo, udziela ojcowskich porad na temat techniki bicia w twarz, zapewnia ochronę, poklepuje po pośladkach i karmi zdobyczną czekoladą. Razem snują marzenia o Brazylii, gdzie kapo miałby być kapitanem statku a Polak jego „nieodłącznym młodym zastępcą”.

W rozmowie z Krystyną Rutą-Rutkowską Pankowski podkreślił, że jest to przykład zaczerpnięty z jego własnego doświadczenia, z obserwacji codziennego życia w obozie. Podobnie jak Grzesiuk, pisarz przyznaje, że w obozie dokuczała mu samotność seksualna:

(…) faktem jest, że jednak pojawiały się pokusy homoseksualne, to znaczy myśl o tym, bo byliśmy przecież świadkami tych zbliżeń i pieszczot. (…) Byłem świadkiem tych miłości, cudzych emocji i mówiąc szczerze – zazdrościłem im tych doznań, choć nie śmiałem włączyć się do tego trybu życia. (Pankowski, Ruta-Rutkowska, ibidem: 39, 131)

Zmierzeniem się ze stereotypami obozowej literatury jest również dokumentacyjno-kreacyjny tekst Z Auschwitzu do Belsen (2000), opatrzony prowokacyjnym podtytułem Przygody. Narracją rządzi w nim zasada nie-uwznioślania. Pankowski podkreśla, że w obozie toczyło się również życie – „ludzkie, ludzkie”, a nie tylko bycie-przeciw-śmierci. Jego nieodłączną częścią była fizyczność, bachtinowski „dół cielesny”, którego dowartościowanie łączy się u Pankowskiego z pochwałą autentyczności i indywidualizmu. Seksualność jest tu ekspresją niezbywalnej podmiotowości jednostki. Taką manifestację stanowi zarówno niezwykły, poetycki opis aktu onanizmu w Z Auschwitzu do Belsen, brawurowa scena seksu z esesmanką w opowiadaniu Moja SS Rottenführer Johanna, jak i związek więźnia i kapo w Teatrowaniu nad świętym barszczem.

Panowski, uchylając się od wszechwładzy dyskursu, inaczej definiuje sam obszar seksualności. Nie jako sferę tajną i wąską, zogniskowaną wokół heteroseksualnego aktu. Erotyczność jest nieoczekiwana, pojawić się może we wszystkich właściwie relacjach międzyludzkich, rozciąga się na odczuwanie przyrody i obejmuje oczywiście stosunek do własnego ciała. Nie jest to sfera zamknięta lub osobna, izolowana od „reszty”. (Nasiłowska, Posłowie, [w:] Pankowski, Ruta-Rutkowska, ibidem: 147)

W obozie koncentracyjnym, gdzie różnica genderowa między kobietami a mężczyznami zostaje zniwelowana, ich ciała stają się terytorium tych samych manipulacji kulturowych i politycznych. Ciało to często jedyna prywatna przestrzeń, jaka pozostaje więźniowi, a i ono zostaje zredukowane do roli przedmiotu. W tej sytuacji „(…) seksualność zniewolonych staje się ich jedyną fizyczną i biologiczną ekspresją inności.” (H. J. Spillers, cyt. za: Karwowska, ibidem: 76)

„Zabawa szwuli”

„W książkach o życiu w obozie nikt dotychczas nie napisał tak gorzkiej prawdy.” – zapowiada we wstępie do swoich wydanych w 1958 roku wspomnień Pięć lat kacetu Stanisław Grzesiuk, były więzień Dachau i Mauthausen-Gusen. (1995: 7). Bezkompromisowość, otwartość i szczerość charakteryzującą tę relację Bożena Karwowska przypisuje faktowi, że jest to przekaz pochodzący w dużej części spoza systemu wartości „elity intelektualnej”.

Grzesiuk nie przykłada do sytuacji obozu nadrzędnych zasad moralnych, nie stara się jej zrozumieć ani oswoić. Za podstawowy przedmiot jego opisu Bożena Karwowska uznaje nie obóz jako przeżycie egzystencjalne czy instytucję totalną, ale samego więźnia, podmiot, autora wspomnień i jego doświadczenie cielesne przede wszystkim. „W opowieści tekstem jest ciało, ono komunikuje, co się dzieje z człowiekiem, mówi więcej niż słowa.” (Karwowska, ibidem: 75) Narrację Grzesiuka charakteryzuje zwiększona świadomość ciała (nieustanne zabiegi w celu zapewnienia mu dobrostanu: zdobywanie jedzenia, unikanie ciężkiej pracy i bicia) oraz odczucie jego fragmentaryzacji, oddzielności poszczególnych jego części. Grzesiuk szczegółowo opisuje fizjologiczne reakcje własnego organizmu. Opowiada również o arkuszach ludzkiej skóry odnalezionych wśród rzeczy jednego z kapów i z dumą pisze o wykonanej z ludzkiej kości bransoletce z obozowym numerem, na którą mógł sobie pozwolić jako „dobrze ustawiony” więzień.

Opis ciała (i jego części) pozbawiony jest więc u Grzesiuka kulturowych naleciałości (wartościowania i emocji), które przenoszone są przez system symboliczny języka i utwierdzane przez język literacki. Wydaje się więc, że są to opisy pozbawione kulturowego wstydu ciała, który prowadził do tworzenia nieprzekraczalnego językowo tabu, sfer, o których nie tylko nie wypadało mówić, lecz także wykluczono z literackiego języka symboli. (…)

Język, którego medium stanowi ciało” umożliwia wyjście poza „konieczne w patriarchalnej kulturze wartościowanie, ocenę, spychanie na margines lub skazywanie na słowny niebyt – jak w przypadku zagadnienia homoseksualizmu. (Karwowska, ibidem: 74, 80)

Wspomnienia Grzesiuka są jednym z nielicznych tekstów podejmujących temat obozowego homoseksualizmu. Sam autor zdawał sobie z tego sprawę:

Innym, nigdzie przez nikogo nigdy nie podejmowanym problemem obozowym jest współżycie seksualne mężczyzn. Zagadnienie to istniało we wszystkich obozach koncentracyjnych i obozach jeńców wojennych. Pederastia w obozach męskich istniała wszędzie, tak jak wszędzie w obozach kobiecych istniało współżycie seksualne wśród kobiet. Temat ten jest dyskretnie przemilczany w książkach i artykułach w prasie, a jeśli ktoś coś szepnie, to tylko w związku z jakimś człowiekiem, że podobno on… albo że ten, to… z tym. A przecież te rzeczy istniały od początku. (Grzesiuk, 1995: 375)

Obdarzony samorodnym talentem literackim autor silnie utożsamiał się środowiskiem robotniczym warszawskiego Czerniakowa, skąd pochodził. Był przyzwyczajony do funkcjonowania w ramach kultury mniejszościowej, alternatywnej, umiejscowionej na społecznym marginesie. Nieodłączną cechą tego środowiska było funkcjonowanie opisanego przez Eve Kosofsky Sedgwick „męskiego kontinuum homospołecznego”, regulującego stosunki między mężczyznami za pomocą gloryfikacji aseksualnej męskiej przyjaźni i łączącej się z nią homofobii. Również kolejne etapy pobytu Grzesiuka w obozie wyznaczały relacje ze współwięźniami, oparte na przyjaźni lub współpracy i wymianie usług, których charakter regulował niepisany kodeks koleżeński. Mimo to, jednoznacznie pejoratywne oceny obozowych relacji homoseksualnych są u Grzesiuka rzadkością. Nie potępia on tych, którzy chcieli w ten sposób poprawić swoją sytuację, zdecydowanie negatywnie wypowiada się jedynie o tych, którzy wykorzystywali swoją przewagę nad słabszymi.

Bożena Karwowska zauważa, że podejście Grzesiuka do homoseksualizmu w obozie jest ukształtowane w dużym stopniu przez patriarchalne przekonanie o naturalności potrzeb seksualnych mężczyzn. Zasadniczym warunkiem ich zaistnienia jest przy tym „wyżarcie” – na tyle wysoka pozycja w obozowej hierarchii, by nie tylko gwarantowała więźniowi dobre warunki życiowe, ale pozostawiała również pewną nadwyżkę, którą można wykorzystać w celu podporządkowania sobie innych. Zjawisko homoseksualizmu dotyczyło więc więźniów uprzywilejowanych, na posiadanie swojego „chłopca” trzeba było móc sobie pozwolić. Był to również jeden z wyznaczników obozowego statusu.

Opisywani przez Grzesiuka homoseksualiści dzielą się na „panów” i „panie”:

Wieczorami po pracy i w niedzielę po uliczkach obozowych i placu apelowym spacerowało wiele par zakochanych. On – przeważnie w poważniejszym wieku pan, wyżarty, którego rozpiera nie wyładowana energia; „ona” – to młody, ładny chłopaczek, pulchny, rumiany i ładnie ubrany. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Podział ten pokrywa się z patriarchalnym przyporządkowaniem kobietom i mężczyznom określonych ról:

Do obowiązków takiego „szwunga” należało słanie łóżka dla swego chlebodawcy, fasowanie dla niego jedzenia, czyszczenie butów i załatwianie innych usług. Chłopak taki był ładnie przez swego pana ubierany, dobrze karmiony i albo wcale nie pracował, albo szedł do lekkiej roboty, pod dachem, gdzie nikt go nie bił i nie maltretował. (Grzesiuk, ibidem: 379)

Zdarzały się też wyjątki od tej reguły:

Znane mi były wypadki, że dobierało się dwóch młodych chłopców, którzy razem spali i razem żyli. Tu już nie było kawalera i panny. Każdy z nich raz był kawalerem, drugi raz panną. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Generalnie jednak obozowe związki homoseksualne odtwarzały patriarchalny schemat. Umieszczeni w obozie więźniowie byli pozbawieni swoich wcześniejszych, tradycyjnych ról, które wyznaczały ich miejsce w hierarchii społecznej i jako takie były kategorią porządkującą świat. Równie ważne znaczenie dla patriarchalnych stosunków między mężczyznami miało posiadanie i wymiana kobiet. W wyłącznie męskiej społeczności (…) homoseksualne relacje mogły tworzyć system zastępczy, pozwalający na odtworzenie w warunkach obozowych systemu władzy, przewagi i dominacji właściwego dla relacji między płciami. (Karwowska, ibidem: 77)

Bożena Karwowska zwraca uwagę, że Grzesiuk nie postrzegał opisywanych współwięźniów poprzez ich tożsamość homoseksualną, jako homoseksualistów, ale

traktował relacje seksualne jako przedłużenie heteroseksualizm, będącego systemem społecznym przyporządkowującym role genderowe zgodnie z zasadami relacji zależności i przewagi. (Karwowska, ibidem: 75)

Choć obozowe związki homoseksualne oparte były na relacji nierówności i podporządkowania, a nierzadko również przemocy, był to jednak odmienny model, niż ten znany z więzień i łagrów. Nie zdarzały się gwałty homoseksualne, nie był to sposób „degradowania” współwięźniów. Relacje opisywane przez Grzesiuka przypominają raczej znany z antycznej Grecji model patronatu dojrzałego mężczyzny nad młodym chłopcem. Homoseksualizm jest więc elementem systemu patriarchalnej hierarchiczności.

Zaobserwowałem, że Niemcy na funkcjach, ci zdrowi, wyżarci, otaczali się i opiekowali młodymi chłopcami. Chłopcy ci nigdy nie spali wśród innych więźniów. Niewątpliwym faktem jest, że wielu młodych, ładnych chłopców w ten sposób robiło „karierę” obozową i dostawało pracę w dobrych grupach roboczych; nikt ich nie bił, częściej oni bili, byli zawsze ładnie ubrani i mieli pod dostatkiem jedzenia. (Grzesiuk, ibidem: 375)

Powody, które według Grzesiuka skłaniały młodych mężczyzn do wchodzenia w relacje homoseksualne to niekiedy głód, ale w większości chęć życia w warunkach „luksusowych” jak na obozowe realia, a czasami po prostu ciekawość.

Był taki znajomy chłopak, który robił to, mimo że miał dobrą pracę i dużo paczek z domu. Gdy go pytałem, dlaczego to robi, odpowiedział, że dlatego, że mu to przyjemność sprawia.
Inny na nasze gadanie odpowiedział:
- Co mi szkodzi, przecież dziecka mi nie zrobi. (Grzesiuk, ibidem: 380)

Wspomina też o istnieniu zjawiska obozowej prostytutki męskiej, bez stałego „opiekuna”, pobierającej opłatę w żywności lub papierosach. Dostrzega również związki uczuciowe między więźniami, choć opisuje je w konwencji, którą można uznać za farsową:

Zdarzały się wielkie tragedie miłosne, że „panowie” rżnęli się nożami za odbicie „panny”. W 1944 roku kapo Robert, Niemiec, uderzył nożem rywala – innego kapa – a sam poszedł na druty. Poważniejsze konflikty miłosne znane nam były dobrze, a przynajmniej znane były starym więźniom. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Choć Grzesiuk zaznacza, że cieszył go fakt, iż z powodu przeciętnej urody nigdy nie był obiektem zainteresowania „panów”, a sam starał się też, by nikt go o homoseksualizm nie posądzał, zdobywa się na bardzo szczere i osobiste wyznanie:

(…) mimo wszystko w okresie ostatnich kilku miesięcy pobytu w obozie zauważyłem, że i mnie zaczynają się młode chłopaki podobać. Nie okazywałem tego, ale jednak czułem. (…) Zaczynali się podobać i nic na to poradzić nie można było. Nie wiem, jak by to u mnie wyglądało, gdyby mi przyszło siedzieć jeszcze dwa lata w tych samych warunkach. (Grzesiuk, ibidem: 378)

Autor Pięciu lat kacetu opisuje również obozową subkulturę homoseksualistów, z nieodłącznym elementem drag:

Gdy w niedzielę graliśmy na którymś bloku, bywało tak, że granie do słuchu zamieniało się w zabawę taneczną. Możliwe to było na blokach mniej zaludnionych, bo w ich na środku sztuby było trochę miejsca. W jakiś sposób błyskawicznie rozchodziła się wiadomość, że tańczą, i schodzili się „goście”. Parami – on i ona – i rozpoczynał się upojny taniec. Nazywaliśmy te zabawy „zabawą szwuli”.
Nigdy nie angażowałem zespołu na taką zabawę, ale to byli też cwaniaki. Blokowy zaangażował granie, zapłacił, a gdy zaczynaliśmy grać, schodzili się „szwule”. Pewnego razu przyszła para – dwóch Niemców, z których jeden był umalowany i przebrany za kobietę. To nie było poważne – dla humoru tylko – „zabawa szwuli”. Przebrany za kobietę wdzięczył się do mężczyzn wabiąc kształtami sztucznie powiększonymi. Rozmawiał cienkim, piskliwym głosem. Zapraszał do tańca. To był typowo bandycki niemiecki humor. Mierziło mnie to. Koledzy z orkiestry odczuwali to samo. Patrzyliśmy zdziwieni nie wiedząc, gdzie tu jest humor. Obserwowałem obleśne uśmiechy na twarzach Niemców patrzących i biorących udział w tej zabawie. Zakończono ją dopiero wtedy, gdy bardziej rozgorączkowany kawaler podciągnął do góry spódnicę, a inni zaczęli klepać - i to mocno klepać – po gołym tyłku. Ryk, śmiech, radość… i „panna” uciekła do kapówki przebrać się w męskie ubranie i umyć się. (Grzesiuk, ibidem: 377)

Zwraca uwagę również język, jakim Grzesiuk opisuje zjawisko obozowego homoseksualizmu. Oprócz wyrażeń właściwych dla lagersprachy („synek”, „szwul”, „szwung”) pojawiają się też liczne określenia w cudzysłowie („pan”, „pani”, „panienka”, „chłopczyk”).

I jakkolwiek zarówno podział na kategorie, jak i rozumienie zjawiska współżycia seksualnego mężczyzn jest bardzo wyraźnie w Pięciu latach kacetu ograniczone świadomością patriarchalną, już sam fakt śmiałego opisania obozowego homoseksualizmu w jego różnorodności świadczy o niezwykłej pozycji i „odsymbolizowaniu” języka używanego przez Grzesiuka – podsumowuje Bożena Karwowska (ibidem: 79)

Puff

O wiele wyraźniej ograniczenia patriarchalnej świadomości przejawiają się we fragmentach relacji Grzesiuka poświęconych funkcjonowaniu obozowego domu publicznego, tzw. puffu. Puffy były elementem systemu motywacyjnego dla więźniów, popularnie określanego słowami Frauen, Fressen, Freiheit (kobiety, żarcie, wolność)1). Założono je w kilku męskich obozach koncentracyjnych, w tym w Auschwitz I, gdzie pracowały więźniarki z Birkenau. Większość z niewielu istniejących relacji o puffach pochodzi od mężczyzn, nieliczne od kobiet-więźniarek. Historyczkom w zachodniej Europie udało się przeprowadzić wywiady z kilkoma byłymi pracowniczkami domów publicznych. Mówiły one o upokorzeniu, bólu, bezsilności, rozpaczy. Zazwyczaj jednak „(…) mówi się o nich – bez nich. Różnie (…) Ironicznie, z dystansem, z pogardą, z potępieniem, lekceważąco.” (Weseli, 2008: 73)

Agnieszka Weseli charakteryzuje sposób mówienia byłych więźniów o funkcjonowaniu obozowego domu publicznego jako pozwalający na ustawienie się na właściwej pozycji, odpowiadającej martyrologiczno-patriotycznej legendzie: „my, Polacy-polityczni, przeciwko zepsutym Niemcom i ich podopiecznym z burdelu.” (ibidem) Również Grzesiuk podkreśla, że z początku Polacy bojkotowali puff. Zaznacza też, że sam z niego nie korzystał. Pisze jednak również o takich, którzy do niego chodzili. Opisuje podekscytowanie wszystkich więźniów:

Wybudowali, sprowadzono prostytutki. Dziesięć sztuk – osiem Niemiek, jedną Czeszkę i jedną Polkę. Wesoło było. Pierwszy raz, od kiedy zostałem zamknięty, zobaczyłem tak z bliska kobiety. Spacerowały po trawnikach wzdłuż drutów ogrodzenia pod „opieką” esesmana. Nie wolno było rozmawiać z nimi. Zgrupowaliśmy się tylko w przejściach między barakami i przyglądaliśmy się im w milczeniu. Fajne babki, elegancko ubrane, ufryzowane i… wyżarte. (Grzesiuk, ibidem: 263)

Podobnie jak w przypadku opisu innych aspektów życia w obozie, pisząc o puffie Grzesiuk unika moralnego wartościowania. Negatywnie ocenia jedynie uczęszczających do niego żonatych więźniów.

Ci, którzy się „kochali”, to przeważnie Niemcy, a Polacy to znów prawie sami dranie. Kołeczko nosił w kieszeni fotografię żony i dzieci, a kurwie nosił produkty, które mu przysyłała żona. Następnie chodził Ott i może jeszcze kilku. Niejeden może chodziłby, ale krępował się kolegów z tej samej miejscowości, ludzi słabych i głodnych, że jeśli przeżyją, to opowiedzą, że ten i ten w obozie, zamiast pomóc innym, oddawał prostytutkom. A nawet jak nie oddawał, to może był chłop żonaty i nie chciał, żeby się kiedyś o tym żona dowiedziała. (Grzesiuk, ibidem: 265)

O pracowniczkach puffu wyraża się neutralnie, a niekiedy nawet z sympatią. Wspomina o takich, które rozdawały chleb więźniom. Pozytywnie ocenia jednak tylko te, które „nie udawały ofiar”. Nie uznaje ich bowiem za ofiary systemu pracy przymusowej, ani seksualnej agresji. Przeciwnie, ocenia ich sytuację jako bardzo dobrą, pisząc o warunkach mieszkaniowych, cywilnych ubraniach, specjalnym wyżywieniu, podarunkach od „absztyfikantów”. Postrzega je jako ochotniczki, zawodowe prostytutki wykonujące po prostu swoją pracę.

Za bardzo były rozwydrzone jak na kobiety, które zgłosiły się, żeby ratować życie. Tak przynajmniej o sobie opowiadała Polka – z Warszawy – że głód, że karna kompania, że dwa razy próba samobójstwa, że wreszcie mieli ją wykończyć – i ogłoszenie ochotniczego poboru do domów publicznych w męskich obozach koncentracyjnych. Za dobrze na to wyglądała. (Grzesiuk, ibidem: 263)

O puffie Grzesiuk pisze z ironią („przybytek miłości”), ale postrzega jego istnienie raczej jako coś naturalnego. Przytacza „humorystyczne” historie związane z jego funkcjonowaniem, jak ta gdy blokowy wyznaczył do puffu młodego chłopaka będącego na czyimś „utrzymaniu”. Puff jest dla niego kolejnym obok „zabaw szwuli” elementem obozowego folkloru:

Tuż obok, pod puffem, wyelegantowani amanci adorują swoje „panie”, które wyglądają przez niewielkie okna. Widać tylko głowy, szyje i ręce oparte na parapecie. Panowie chodzą napuszeni jak pawie, wyżarci, silni i zdrowi. Uśmiechają się, powiedzą kilka słów i maszerują dalej pod oknami. Bo wtedy jeszcze nie wolno było stać pod oknami i rozmawiać. Panował esesman albo specjalnie do tego postawiony człowiek. W następnych latach mogli już prawie oficjalnie stać godzinami pod oknem i patrzeć w oczy swej „królewnie”. (Grzesiuk, ibidem: 277-278)

Grzesiuk nie postrzega więc obozowego domu publicznego w kategoriach przemocy wymierzonej przeciw kobietom. Sam jednak szczery opis instytucji puffu wyróżnia jego relację na tle innych powstałych w Polsce, gdzie:

Kiedy mówi się o wojnie, nie mówi się o kobietach ani przemocy w sferze seksualnej. Kiedy mówi się o przemocy seksualnej, myśli się o winie ofiar. A kiedy myśli się o prostytucji, nie uważa się jej za pracę. (…) W Polsce wciąż lepiej [tego tematu]nie dotykać: mit Auschwitz jako miejsca podniosłej śmierci jest za silny. (Weseli, ibidem: 74)

Szara strefa

Inga Iwasiów wskazuje na świadomość istnienia w obozach koncentracyjnych więzi erotycznych, w tym szczególnie związków lesbijskich, jako na jedno ze ścisłych tabu naszej kultury. Przekracza je Zofia Posmysz, była więźniarka Auschwitz, w powieści Wakacje nad Adriatykiem (1970). Rama kompozycyjna ukazuje narratorkę podczas spędzanych razem z mężem tytułowych wakacji. Mimo szczęśliwego małżeństwa, relacja z mężczyzną znajduje się na bardzo dalekim planie, całość emocji kobiety skupia się w przeszłości, „tam”, w obozowych związkach i zależnościach. W retrospekcjach powracają żyjące w homoseksualnym związku blokowa i jej zastępczyni. Narratorka przypadkowo poznaje ich pilnie strzeżoną przed SS tajemnicę:

Jestem swoja od tamtego dnia, kiedy posłana przez strażniczkę Grupy Błoto otworzyłam drzwi do Izby Starszej po jednorazowym zaledwie zastukaniu. Rozrzucone uda i głowa w górnej krawędzi pryczy, rozrzucone uda i głowa w dolnej krawędzi – błogosławiona chwila, mego kolonijnego żywota punkt zwrotny. (Posmysz, 1980: 262)

Berta i Leo, podobnie jak homoseksualiści opisywani przez Grzesiuka, odtwarzają tradycyjny podział ról genderowych, dzielą między siebie role mężczyzny i kobiety, męża i żony. Berta zajmuje się „domem”: wiesza w izbie różowe firanki, przygotowuje posiłki, czeka na powracającą z „pracy” na terenie obozu Leo.

Berta odkłada pomidory, raptem znów zatroskana: „Nie wiem, co robić. Leo zamówiła na kolację kartofle smażone z kiełbasą, ale wobec tego niepokoju w Koloni…” (…) wybucha goryczą: „Jakby człowiek nie miał prawa do tej odrobiny gotowanej strawy! Tak ciężko jak pracuje Leo…(…) słychać stuk drewnianej zasuwy i gruby głos Leo „To ja”. Berta podbiega do drzwi, otwiera je na całą szerokość, lecz nie wychodzi na zewnątrz, czeka w progu. Ciężki chód spracowanego robotnika jest coraz bliższy, kończy się wycieraniem obuwia starannym, skrupulatnym, pochylona sylwetka z głową podaną do przodu staje na progu. Leo zrywa chustkę i nierozwiązaną wiesza na gwoździu wbitym w drzwi, niczym czapkę ją wiesza, stawia w kącie lagę, całuje Bertę w oba policzki: „Martwiłaś się, mamusiu, co?” Rozpina i ściąga skórzany pas i męską kurtkę, wiesza je na drugim gwoździu, daje Bercie w noc lekkiego szczutka. „No, nareszcie człowiek w domu”, palcami przeczesuje rzadkie, krótkie, mysiej barwy włosy, siada ciężko na zydelku, nogi wyciąga przed siebie. „Niech to szlag trafi” mówi bez złości. Berta promienieje, krząta się raźno, czystą szmatką przeciera dopiero co wymytą miednicę, nalewa wody ciepłej, zimnej, łokciem sprawdza temperaturę. (…) wyjmuje z szafy domowe pantofle, męski szlafrok w pasy, do kieszeni szlafroka wkłada czystą chustkę. (…) Leo staje przy miednicy (…) Berta stoi tuż obok z ręcznikiem przerzuconym przez ramię. „Tu masz jeszcze mydło i tu”, dotyka palcami miejsc nie dość dokładnie spłukanych, nabiera wody w dłoń i polewa kark Leo, potem podaje jej ręcznik. Leo wyciera się. „Dobra z ciebie kobieta, wiesz, czego trzeba człowiekowi” oddaje ręcznik, a oddając szczypie Bertę w pierś, ujmując miedzy dwa palce wskazujący i serdeczny, potem strzepuje nimi, śmieje się. Berta zerka na mnie z zawstydzeniem nie wolnym od dumy. (Posmysz, ibidem: 304-306)

Choć relacja ta również wiąże się z pozycją w obozowej hierarchii, wydaje się, że chodzi w niej nie tyle o zaznaczenie swojego statusu i przewagi wobec innych więźniarek, co o stworzenie pewnej namiastki domu, rodziny, ciepła. Ponowne uporządkowanie świata dokonuje się nie poprzez przywrócenie relacji władzy i podległości, ale przez próbę zbudowania stosunku emocjonalnego.

Kontrapunktem dla tego związku jest relacja narratorki i więźniarki nazywanej przez nią Ptaszką. „Wtajemniczone” więźniarki uważają je za kochanki, czemu narratorka nie zaprzecza, umiejętnie czerpiąc korzyści z solidarności, jaka istnieje między tą szczególną obozową wspólnotą:

(…) Starsza Bloku podchodzi, nachyla twarz ku mojej twarzy, całkiem blisko, mówi półgłosem: „Gdybyś chciała, możesz zostać u swej przyjaciółki dłużej. Uprzedzę obsługę, żeby wam nie przeszkadzały”. Nie okazuję zdziwienia, nic po sobie nie okazuję, nie drgnęła mi powieka, nie umknęły w bok oczy, cień rumieńca nie zabarwił policzków. Nie pierwszy raz słyszę podobną zachętę, Starsza Bloku chętnym okiem widzi związki tego rodzaju, patronuje im nawet, a kto wie, czy i nie kojarzy? W czas jakiś po wyniesieniu moim do godności Sekretarki poprosiłam o przeniesienie Ptaszki na górną półkę. Spytała wówczas: „To twoja przyjaciółka”? Potwierdziłam, a wtedy padło z jej ust jeszcze jedno słowo: „Intymna?”, brzmienie jego nie było mi obce, jednakże niezbyt jasno uświadamiałam sobie co znaczy, mimo to dałam odpowiedź twierdzącą, na wszelki wypadek, czując, że spełnię oczekiwanie Starszej Bloku. (Posmysz, ibidem: 271-272)

Niespodziewanie dla siebie samej narratorka odkrywa w sobie jakieś powinowactwo z „nimi”. To, co odkryła, nie budzi w niej odrazy; raczej zrozumienie, mimo, że nie mówi o tym przyjaciółce:

(…) wolałam oszczędzić jej wiedzy o dziwnej miłości, której nie znałyśmy z literatury, ani ona, ani ja, ale która to wiedza we mnie musiała być, niepojęte skąd, ale jednak być musiała, skoro spojrzawszy w głąb izby i zobaczywszy to, co zobaczyłam, nie doznałam ani szoku, ani nawet jakiegoś szczególniejszego zdziwienia. Otwarcie drzwi na Ósemce nie było właściwie odkryciem, ale jakby tylko przypomnieniem, jakby właśnie tylko otwarciem drzwi, których istnienia, jeśli o nim nawet nie wiedziałam, musiałam choćby przeczuwać. (Posmysz, ibidem: 277-278)

Posmysz nie przeciwstawia sobie tych dwóch relacji jako „niemoralnej” i „moralnej”, lub wyrachowanej i altruistycznej. Ukazuje raczej subtelną analogię między nimi, jaką jest emocjonalny związek z drugim człowiekiem, zdobycie się na uczucia i troskę. W powieści nie ma bowiem manichejskiego podziału na złe Niemki - więźniarki funkcyjne, współpracujące z nazistami i szlachetne Polki – więźniarki polityczne. Brutalna na codzień, okrutna dla „muzułmanek” Leo sama jest więźniarką polityczną, skazaną za działalność komunistyczną; pokazana zostaje również w chwili załamania, przypływu „ludzkich uczuć”. Wszystkie opisywane przez Posmysz kobiety mieszczą się w rzeczywistości nazwanej przez Primo Leviego „szarą strefą”, w „(…) materii opierającej się wszelkim próbom przypisania odpowiedzialności, w której splata się i ciągnie długi łańcuch spajający ofiarę z oprawcami.” (Agamben, 2008: 19)

Bibliografia podmiotowa

Grzesiuk, Stanisław (2005) Pięć lat kacetu, Warszawa: Książka i wiedza.

Pankowski, Marian (2000) Z Auschwitzu do Belsen. Przygody, Warszawa: Czytelnik.

------ (1997) Moja SS Rottenführer Johanna. „Fraza”, nr 4.

------ (1995) Teatrowanie nad świętym barszczem [w:] Idem. Teatrowanie nad świętym barszczem. Wybór utworów dramatycznych, Kraków: Wydawnictwo Literackie.

Posmysz, Zofia (1980) Pasażerka. Wakacje nad Adriatykiem, Warszawa: Czytelnik.

------ (1983) Sängerin [w:] Wspomnienia więźniów obozu oświęcimskiego, Oświęcim: Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu.

Bibliografia przedmiotowa

Agamben, Giorgio (2008) Co zostaje z Auschwitz. Archiwum i świadek (Homo sacer III), Tł. Sławomir Królak. Warszawa: Sic!

Iwasiów, Inga (2004) Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie, Warszawa: W.A.B.

Karwowska, Bożena (2006) Obozy zagłady jako doświadczenie cielesne – przypadek Stanisława Grzesiuka. „Przegląd Humanistyczny” 2, s. 63-80.

Nasiłowska, Anna (2001) Łagierna moralność. „Odra” 12, s. 33-37.

Ofer, Dalia. Weitzman, Lenore J. ed. (1998) Women in the Holocaust, New Haven; London : Yale University Press.

Ostrowska, Joanna. (2007) Wielkie przemilczenie. Prostytucja w obozach koncentracyjnych. „Krytyka Polityczna” 14.

Pankowski, Marian. Ruta-Rutkowska, Krystyna (2000) Polak w dwuznacznych sytuacjach. Z Marianem Pankowskim rozmawia Krystyna Ruta-Rutkowska, Warszawa: IBL.

Stöcker, Joanna (2005) Kobiety w Auschwitz. Feministyczna perspektywa w badaniach nad Shoah. Wybrane problemy. „Acta Universitatis Wratislavienis. Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi” XXVIII, s. 445 – 460.

Weseli Agnieszka (2008) Puff w Auschwitz. „Polityka” 2661, 5 lipca, s. 72-74.

Przypisy

*) Alicja Podbielska (ur. 1985) - studentka Międzywydziałowych Indywidualnych
Studiów Humanistycznych UAM i Akademii Artes Liberales. Interesuje się
studiami gender i pamięcią kulturową. Obecnie przebywa na stypendium Muzeum
Historii Żydów Polskich w Tel Awiwie.

1) A więc niejako odwrotna strona Kinder, Kirche, Küche (dzieci, kościół, kuchnia) – obszarów zainteresowania i samorealizacji wyznaczonych przez patriarchat kobietom.

bartek matusiak

redakcja@unigender.org | www.unigender.org

na górę...