uniGENDER 1/2010 (5)TEMAT NUMERU:
|
Między ziemią a niebem – o cielesności i religijności siostry Mechtyldy z „Ascetki” Elizy OrzeszkowejKatarzyna Kucharska*)STRESZCZENIE. Celem artykułu jest ukazanie religijności głównej bohaterki powieści. Analiza tekstu pozwoli mi również na zastanowienie się nad stosunkiem samej Orzeszkowej do Boga – jaki był w momencie, kiedy powstawała jej powieść? Przyjrzę się przemianie jaką przeszła siostra Mechtylda, pokażę, w jaki sposób traktowała swoje ciało, jak jej postępowanie ocenia narratorka i postaram się odpowiedzieć na pytanie jaki jest wydźwięk zakończenia utworu.SŁOWA KLUCZOWE: religijność, Bóg, ciało, samoponiżenie.
Jeszcze lepiej zdałam sobie sprawę, że brak mi wszystkiego,
co należało posiadać, aby być dobrą zakonnicą. (Denis Diderot, 1985:16)
W absolutnym oddaleniu od wszystkiego, co nie było dążeniem ku Bogu, nic i nikogo oprócz celi, chóru, ołtarzy i swoich sióstr w Chrystusie nie widując, z ciałem w przeróżne sposoby dręczonym, przedstawiała ona, sama o tym nie wiedząc, jedną z najdziwniejszych zagadek bytu ludzkiego: możność istnienia szczęścia na dnie tej najposępniejszej z melancholii, jaką jest z pogardy dla ziemi powstały ascetyzm. Była zrozpaczoną przez ziemię i pocieszaną przez niebo melancholiczką. Była zbliżającą się do doskonałego unicestwienia w sobie wszystkiego, co nie było dążeniem ku niebu – ascetką.
(Eliza Orzeszkowa, 1975: 29) W okresie pozytywizmu doszła do głosu filozofia rezygnacji, wedle której uzasadnione było odejście od stawiania niektórych pytań na temat Boga. Wynikało to z faktu, iż w kontekście naukowych rozważań niemożliwe stało się dowiedzenie istnienia Boga. Toczyła się natomiast dyskusja o roli, miejscu oraz znaczeniu katolicyzmu i Kościoła w kulturze, polityce, świadomości społecznej. Jak słusznie zauważył Ludwik Grzebień, całkowite zlaicyzowanie sfery publicznej, negacja, odrzucenie religii byłoby swego rodzaju rysą na tożsamości narodowej, jak również swoistym zaburzeniem równowagi organizmu społecznego. Twórcy jednego z najważniejszych haseł pozytywizmu – pracy u podstaw – doskonale zdawali sobie sprawę z oddziaływania, jakie może mieć na ludzi postępowe duchowieństwo. Chcieli w nim upatrywać przede wszystkim propagatorów edukacji, oświecenia, wiedzy, dojrzałego realizmu. Widać więc wyraźnie, że radykalni pozytywiści odrzucali analizowanie kwestii transcendencji znajdującej się na przeciwległym biegunie scjentyzmu. Zajmowali się za to przede wszystkim użytecznym, w ich rozumieniu, wykorzystaniem Kościoła. Po roku 1880 spór kleru, pozytywistów radykalnych i umiarkowanych osłabł. Pokazuje on jednak, jak ważne miejsce w epoce ewolucjonizmu, monizmu przyrodniczego, empiryzmu, nauki, utylitaryzmu zajmowała, mimo wszystko, religia. Prawdy poznane a priori znajdowały się w opozycji do tych poznanych przez doświadczenie. Warto jednak pamiętać, że inny był stosunek późnego pozytywizmu do kwestii duchowych i metafizycznych (por. Grzebień, Malik, 2003: 23–67). Również biografia duchowa (określenie Borkowskiej) autorki Ascetki, jej stosunek do Boga jest dynamiczny i na przestrzeni lat ulega pewnym zmianom. Można powiedzieć, że Orzeszkowa, wychowana w wierze katolickiej, w swoich intelektualnych poszukiwaniach przechodzi od Henry’ego Thomasa Buckle’a przez Herberta Spencera, Johna Stuarta Milla po Ernesta Renana aż do Zygmunta Krasińskiego. Jak to trafnie ujęła Grażyna Borkowska – pozytywizm dojrzewał razem z Orzeszkową (por. Borkowska, 2003: 309–313). Wystarczy wspomnieć chociażby Dnie, by zobaczyć jak ewoluował i jak zmienił się jej stosunek do Boga. Nadal nie brała udziału w religijnych rytuałach, nadal nie poddawała się obrzędowości. Jednak zwracała się do Boga, mówiła do niego i była to jej mowa, mowa prywatna, intymna, niesformalizowana. Na tym etapie swojego życia Orzeszkowa jest niejako pogodzona z losem, pokorna – jak pisze Iwona Wiśniewska. Nie ma w niej buntu, jest raczej akceptacja, próba osiągnięcia wewnętrznej stabilizacji (por. Wiśniewska, 2001: 15–23) . Jak zauważa Jan Detko, w latach dziewięćdziesiątych – a więc wtedy gdy powstawała Ascetka – Orzeszkowa doświadczała pewnego rodzaju smutku, który przybliżył jej twórczość Kochanowskiego i Krasińskiego (por. Detko, 1971: 63–65). Miała już wówczas za sobą śmierć matki, katastrofę księgarni wileńskiej, uświadomienie sobie zdrady Nahorskiego, ale również sukces powieści Nad Niemnem. Do głosu dochodził agnostycyzm Orzeszkowej. W jednym z listów z 1884 roku do Jana Karłowicza wyznaje: Wie Pan o tym, że od dawna utraciłam wszelkie dziecięce wierzenia i mam prawo nazwać się pozytywistką z tego przynajmniej względu, że o nadprzyrodzoności wszelkiej, i w sumieniu swoim, i ustami, głośno, szczerze i śmiało mówię: nie wiem! Jednak im dłużej żyję i patrzę na ten świat biedny, walczący, tak strasznie i różnorodnie cierpiący, tym częściej przychodzi mi na myśl pytanie: czy utrata ułud i pociech, które mu dotąd niosły religijne wierzenia, nie będzie dlań jednym więcej nieszczęściem? Naturalnie, ani mowy tu być nie może o grubych zabobonach tamujących rozwój ludzkiej wiedzy i pracy, o materializowaniu bóstwa, przyodziewającym je w brudne szaty ludzkich kaprysów i namiętności, o kultach, obrzędach, formułkach ogłupiających ludzi i odrywających ich od zdrowych i pożytecznych realności życia. Lecz bóstwo pojęte jako ideał mądrości i dobra, lecz pozagrobowe życie!... Mówię o tym całkiem obiektywnie, bo dla mnie — może niestety! — uwierzyć już w to nie podobna, z czego wprost wynika, że nie podobna mi też głosić tego, w co sama nie wierzę. Czy przecież dla mnóstwa, mnóstwa istot ludzkich życie bez tej wiary nie stanie się ciężarem nad siły?1) Wiara Orzeszkowej (o ile można mówić o wierze w tym momencie jej życia) była zgoła inna niż wiara siostry Mechtyldy – tytułowej Ascetki. Rozdarcie i poniżeniePunkt wyjścia – przeżyty szok. Utrapienie, utrata złudzeń. W ujęciu Jonathana Cullera (1998) to sytuacja początkowa. Potem ma nastąpić zmiana i rozwiązanie, które uwydatni doniosłość zmiany (por. Culler, 1998: 99). Faktycznie schemat ten sprawdził się w Ascetce Elizy Orzeszkowej. To powieść, którą można zaliczyć do dojrzałej twórczości pisarki (por. Markiewicz, 1986: 43). W życiu siostry Mechtyldy miało miejsce doświadczenie negatywne. Takie doświadczenie, jak zauważa Ewa Kraskowska, jest podstawą istnienia literatury kobiecej. Rzadko jednak prowadzi do krańcowego pesymizmu (por. Kraskowska, 2001: 244). Już od pierwszych stron powieści narratorka pokazuje swoiste rozdwojenie bohaterki, która błądzi pomiędzy niebem a ziemią. Widzimy ją „wyjętą” z religijnego rytuału i pogrążającą się w intymnej rozmowie z Bogiem. Chciałoby się powtórzyć za Marią Janion – stosując do życia religijnego bohaterki to, co badaczka mówiła o życiu miłosnym Emmy Bovary – żyjącą „tu” i „tam” równocześnie, choć ideałem byłoby życie wyłącznie „tam” (por. Janion, 1991: 32–33). To rozszczepienie, jakie dokonało się w jej osobowości, pogłębiało poczucie wyobcowania. Mechtylda jest jakby wyrwana ze snu, zmęczona, wychudzona, blada, przezroczysta. Czuje się odtrącona i dostrzega znaczący brak w swoim życiu. Pod wpływem bardzo silnych emocji młoda dziewczyna postanowiła wstąpić do klasztoru. Przeżyła nagły, niespodziewany szok. Najpierw ujrzała okrucieństwo wojny, potem doznała zawodu ze strony dwóch bliskich osób – ukochanego mężczyzny i przyjaciółki. Jej wiara w szczęście została nadwyrężona, zakwestionowane ideały legły w gruzach, a w dotychczasowy, ustabilizowany tryb życia gwałtownie wkroczył bezlitosny chaos. Ból i lęk przyniósł „wielki nieobecny” tekstu – mężczyzna, który w brutalny sposób rozczarował młodą, ufną i zakochaną w nim dziewczynę. Nie wiemy, co dokładnie sprawiło, że zdecydował się na zainicjowanie nowego związku, dlaczego nie tkwił dalej w starym, miłosnym układzie. Faktem jest, że jego decyzja częściowo zdeterminowała wybór dziewczyny, która uciekając przed światem i mężczyzną, paradoksalnie znowu znalazła się w męskim, lecz inaczej męskim świecie. Złożyła siebie w ofierze, poświęciła całą siebie Bogu – siebie cielesną i duchową. Szukała swego ideału po to, by żyć. Przywdzianie habitu stanowiło swoiste antidotum na samotność i jednocześnie było jej poszukiwaniem. Było ucieczką od ludzi, ale nie pozwalało o nich zapomnieć. Miało być schronieniem przed wspomnieniami, a doprowadziło do rozliczenia się z przeszłością. Ale zanim to się stało narratorka, która doskonale zna historię i myśli bohaterki, pokazuje jak bardzo męczy się ona ze sobą, z własną przeszłością i teraźniejszością. Moment złożenia ślubów zakonnych miał być dla niej momentem odzyskania schronienia, oderwaniem od świata. To pragnienie skierowało ją w stronę klasztoru. Pozytywny stosunek do kobiet, który przyciągał je do religii w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, stopniowo ulegał pewnym przekształceniom (por. Skierczyńska, 1997: 76-94). Duży w tym udział Ojców Kościoła, dla których cielesność, zmysłowość, rozkosz i seks były negatywnymi aspektami życia ludzkiego. Ojcowie wysnuli konkluzję, że przez grzech Ewy wszystkie kobiety są bliskie siłom ciemności. Jakoś trudno tu znaleźć miejsce dla kobiecego ciała – miejsce, które nie zostałoby skażone piętnującymi opiniami, miejsce nieobarczone sferą tabu, poczuciem wstydu i winy. To stłamszenie cielesności, nieracjonalne opinie na jej temat, wywarło spory wpływ na obniżenie pozycji kobiet w chrześcijańskiej społeczności. Pojawiały się nawet takie rewelacje na temat ciała, które wręcz nakazywały jego odrzucenie i umiejscawiały je w kategoriach zła, które należało wyeliminować. Tylko kobieta, która przystosowała się do tych „instrukcji”, miała szansę zostać uznaną za niezagrażającą czystości mężczyzny. Tę wrogość wobec ciała można uznać za zjawisko patologiczne. A skoro ciało jest czymś, czego należy się zaprzeć, to oczywiste jest, że należy również zapomnieć o wszelkich przyjemnościach. Przykładowo Klemens Aleksandryjski zakazał chrześcijanom używania ozdób, spożywania wina, mięsa. Do wytycznych tych doszły jeszcze postanowienia Synodu w Laodycei i Nimes, wedle których kobiety nie mogą pełnić służby kapłańskiej. To pole dla mężczyzn – oni rozkazują, kobieta, jako byt niższy2), słucha. Jeśli nie będzie posłuszna mężczyźnie, tym samym nie będzie posłuszna Chrystusowi (por. Ostrowska, 1997: 53–69). Wychodząc z zupełnie innych założeń, prekursorka współczesnego feminizmu, Simone de Beauvoir, stwierdziła, że kobieta szukająca miłości – jeśli nie odnajdzie jej w „świeckim środowisku”, jeśli się rozczaruje i poczuje brak satysfakcjonującego ją związku – może zwrócić się do Boga. Dostrzegła, że kobiet wstępujących w zakonne szeregi jest więcej i że powołanie w wersji kobiecej jest zjawiskiem bardziej masowym, zaś w wydaniu męskim – intelektualnym. Zakonnica jest więc usytuowana w szeregu jednej z wielu, podczas gdy mężczyzna zostaje namaszczony specyficzną wyjątkowością pełną splendoru i blasku (por. Beauvoir, 1972: 515). Mechtylda wybiera klasztor, lecz Orzeszkowa patrzy na wybór bohaterki z dużym dystansem. Samo miejsce, pełne przepychu, jest przez narratorkę opisywane z ironią. Jak gdyby jednym tchem wymienia oznaki bogactwa, ukazuje zdobnictwo, kunszt i drogocenne przedmioty. Również sam obrządek nieszporów jest wpisany w religijność zbiorową, poddańczą, tłumną. Właśnie podczas tego obrządku Mechtylda słyszy płacz, który wzbudza jej zainteresowanie. Orzeszkowa pokazuje balansowanie bohaterki między wstrzemięźliwością a ciekawością, między nakazem a pokusą. Zakonnica jest w tym momencie jak dziecko świadome swojego występku. Rozmawiając z małą, płaczącą za rodzicami dziewczynką, Mechtylda poznaje jej imię, które wywołuje niezwykle silne uczucia. Klara, bo tak nazywa się dziecko, transportuje kobietę w przeszłość przesyconą religijnością, aczkolwiek religijnością innego rodzaju – tkwiącą w przyrodzie: Za ogromną, w złotych błyskach zdającą się drgać kratą, zamiast ołtarza, wysokich sklepień świątyni i nisko na ziemi rozesłanego tłumu, widzi ona pod błękitną kopułą nieba pole ścielące się złotem kłosów, kwiecistymi miedzami przerżnięte, oświecone płonącym pośrodku kopuły wielkim, złotym słońcem… Na twarzy i ustach czuje przelatujący powiew upalnego wiatru i wraz z nim lecącą miodową woń kwiatów, a z oddali, z oddali, z od dawna zapomnianej i którą za umarłą miała, z głębi jej duszy, dobywa się głos dźwięczny, wołający: „Klarciu! Klarciu!” (Orzeszkowa,1975:15). W tym obrazie widać religijność Orzeszkowej, religijność, która jest poza zamkniętym klasztorem. Bohaterka się zamyka, a Orzeszkowa uwielbia pola i lasy. Przeżywa naturę w sposób religijny, zatem można dopatrywać się w jej światopoglądzie rysów panteizmu. Dlatego kościół, który odrywa się od natury musi być podejrzany.
Na klasztornych korytarzach panowała ta głęboka cisza, którą posiadać mogą tylko rozległe pola i grubymi murami obwiedzione miejsca (Orzeszkowa, Ibidem: 32). Orzeszkowa jest sceptyczna wobec niektórych poglądów chrześcijańskich. Stanowczo wybiera rozległe pola, wybiera religijność otwartą. Ta obwiedziona grubymi murami nie jest dla niej żadną wartością. Opisy klasztornych wnętrz, korytarzy, ołtarzy są opisami, w których brzmi ton ironii, ukrytego śmiechu (kapliczki, ołtarzyki, śnieżne koronki, Orzeszkowa, Ibidem: 32), a zestawienie zamkniętego klasztoru i otwartej przestrzeni – pól, nieba, słońca wielokrotnie pojawia się na kartach powieści. Sakralność pojawia się raczej w otwarciu niż w zamknięciu: Jesienią i zimą od białych lub szarych płacht nieba rozwieszonych za oknami, w potężne grube mury oprawionymi, padały tu wieczne półmroki, pod wysokimi sklepieniami zamieniające się prawie w ciemność. Ale teraz, przez drobne szyby w gotyckie łuki żelaznych krat ujęte, wpływało światło wiosennego słońca, szerokie, złote pasy kładło na podłogi, mnóstwem wąskich, ruchliwych płomieni wspinało się po ścianach i w złotej powodzi topiło kapliczkę, szklanymi ścianami zaokrąglającą się pośród korytarza, na który weszła siostra Mechtylda (Orzeszkowa, Ibidem: 32). Z obrazu ukazującego dwa wymiary istnienia można po części odczytać ówczesne wątpliwości religijne Orzeszkowej. Religia i Bóg nie tkwią w obrębie sakralnych, potężnych budynków – są na zewnątrz, w przyrodzie, w powietrzu, na polach… Jak w Nad Niemnem, w którym, jak trafnie zauważył Józef Bachórz, akcja nigdy nie przenosi się do kościoła! (por. Bachórz, 1996: LXVII). Zderzenie zamkniętego wnętrza ze światem znajdującym się poza nim, dokonuje się nie tylko poprzez przenikające do klasztoru promienie słoneczne, ale również poprzez dziecko – małą Klarę, którą znów dostrzega siostra Mechtylda. Kiedy dziewczynka potwierdza przypuszczenia Mechtyldy, kiedy opowiada jej o swoich rodzicach, wywołuje niezwykle silne emocje – gniew, złość, przerażenie Zmienia się jej stosunek do Klary, zmienia się nagle, gwałtownie, drastycznie – tak jak niegdyś z powodu ojca Klary zmieniło się życie Mechtyldy. Uczucia te świadczą o konflikcie z przeszłością, o bliźnie jaką pozostawił związek z Janem, ojcem Klary. Dlatego Mechtylda szuka kary dla dziewczynki. Informuje siostrę Norbertę, mistrzynię pensji, o zakazanym procederze, którego dopuściła się Klara – o jej wejściu na klasztorne korytarze. Norberta stara się usprawiedliwić i zneutralizować czyn dziewczynki. Widać wyraźnie, że sympatia narratorki jest w tym konflikcie po stronie Norberty. Płacz Klary otwiera przed Mechtyldą rany, traumę jej życia – życia doczesnego, cielesnego. Kobieta wzbrania się przed jego urokiem, odpycha to, co niegdyś było jej udziałem – przyjemności, miłość, słońce, kwiaty, muzykę. Nie potrafi jednak całkowicie uwolnić się od tych powabów. Dostrzega je, kuszą ją, a przez to wzbudzają nienawiść. Płacz Klary staje się czymś doniosłym dla młodej zakonnicy. Przyciąga ją i odpycha, wywołuje sentyment, czułość, odrazę, złość, wrogość, nienawiść, chęć zemsty. Dokładnie tak, jak to, co znajduje się na zewnątrz klasztoru. Mechtylda niezwykle rozemocjonowana, rozmyśla o przeszłości: Na zakonnym łóżku swym siedząc, z ciałem nieruchomym, nie czyniła rachunku sumienia. Nie widziała ani ścian celi, ani krzyża, ani kraty… Była w swoim rodzinnym, cichym, ciepłym gnieździe, na szerokich polach, zasłanych iskrzącym się śniegiem lub falującym zielonym i złotym zbożem, na łąkach kwiecistych, w ogrodach cienistych, nad brzegami błękitnej rzeki, pod wielką kopułą nieba, w blaskach słońca, w promieniach księżyca. Wszystkie te miejsca i widoki pamięcią i wyobraźnią odwiedzała z kolei, spotykając wśród nich wszędzie, na każdej ścieżce i w każdym oświetleniu, tłum żyjących istot miłych lub drogich, tak zapamiętanych, jakby rozstała się z nimi wczoraj. Widziała zwierzęta i ptaki, słyszała głosy pierwszych i drugich. Ze szczególną wyrazistością przypominała sobie rój strzałek, na przezroczystych skrzydłach latający nad wodą, i w wodzie rosnące lilie, nad którymi hyżo zwijały się jaskółki (Orzeszkowa, 1975: 42). Właśnie w tym momencie można dostrzec sympatię narratorki. Sympatia ta znika jednak, gdy Mechtylda postanawia ukarać się za sentymentalny powrót do przeszłości. Odczytywała swoje wspomnienia, swój pociąg do ziemskości jako bluźnierstwo, za które musi odpowiedzieć przed Bogiem. Katuje się więc do nieprzytomności, a z jej krwawiącym ciałem, zestawiony jest obraz dnia budzącego się za oknami klasztornej celi. Analiza opisu fizycznego udręczania ciała pokazuje wyraźnie, że Orzeszkowa z pewną nieufnością i podejrzliwością patrzy na bohaterki, które uciekają na drogę dewocyjną. Droga biczowania, ascezy jej nie przekonuje. Dlatego wielokrotnie Mechtylda pokazana jest jako kobieta wręcz otępiała. Takie przedstawienie bohaterki wynika z braku akceptacji Orzeszkowej dla praktyk, jakich dopuszcza się młoda zakonnica wobec własnego ciała. Stąd dystans i ironia narratorki:
Kiedy w czasie cichych mszy codziennych i uroczystych, świątecznych nabożeństw klęczała pomiędzy ciemnymi poręczami swojej ławki, twarz jej w ramie welonu wyglądała, jakby była wykrojoną z białego opłatka, i tylko czarne, zapadłe oczy świeciły pośród niej jak dwie nieruchome, żarzące się gwiazdy. Nieruchome, we wznoszący się za kratą ołtarz utkwione, miały one wyraz niezgłębionej tęsknoty i bezbrzeżnego zakochania [podkreślenia moje] (Orzeszkowa, Ibidem: 53). Religijność siostry Mechtyldy stała się religijnością poszukującą szczęścia w Bogu, ale również religijnością w jakiś sposób zniewoloną, pełną sprzeczności. To, co zmysłowe i namiętne jest odrzucane, ponieważ wiąże się z ciałem – ciałem deprecjonowanym, wystawianym na próby, poddawanym seksualnym rygorom i srogim sankcjom (por. Hristova – Basevska, 2001: 100–111). Ewa Kraskowska twierdzi, że najczęstszymi chorobami, jakie występują w powieściach kobiecych są między innymi anoreksja i różnego rodzaju histerie, a więc choroby psychofizyczne, niosące ze sobą kryzys osobowościowy, z którym zmaga się kobieta i który najczęściej przezwycięża (por. Kraskowska, 2001: 242–243). Faktycznie wygląd ciała Mechtyldy przypomina ciała anorektyczek: Po szczupłych jej ramionach przebiega lekkie drżenie, głowa niżej jeszcze opada i końce cienkich, splecionych palców głęboko wpijają się w liliowe żyły, przebiegające białą i przezroczystą, jak płatek lilii, skórę rąk (Orzeszkowa, 1975: 7–8). Ta osłabiona fizyczność łączy się ściśle z duchowością młodej kobiety: Zimnym stało się jej wnętrze, panuje w nim martwa senność i z kolei tęsknota tak wielka, że smutki jej czuje ona w szpiku swoich kości i w najdalszych głębiach udręczonego mózgu (Orzeszkowa, Ibidem: 9). Jej pragnienie odizolowania się było niezwykle silne. Czuła się wyszydzona, odrzucona, obca i gorsza. Czuła lęk przed światem zewnętrznym, urazę do ludzi. Dlatego chciała się od nich odgrodzić grubym, nieprzepuszczalnym murem. Jednak ta trwała, wydawałoby się, bariera nie ochroniła jej przed niepewnością i swego rodzaju napięciem. Taki stan psychiczny pogrążał ją coraz bardziej. Pozbawiona radości życia, jego sensu upatrywała w ciągłym umartwianiu ciała i duszy. W ten właśnie sposób zawód miłosny zabrał ją światu. Wybór rygorystycznej egzystencji, bezgranicznie oddanej Bogu sprawia, że w świecie Mechtyldy nie ma miejsca na kobiecość i cielesność, jest za to mnóstwo czasu na próbę wyzwolenia się ze swojej przeszłości i ucieczkę od własnej historii. Tę jednak budzi do życia mała dziewczynka. Okazało się, że wspomnienia kobiety są jak otwarta rana – wystarczyło lekkie dotknięcie, aby znów zaczęła krwawić. To dotknięcie pochodziło od niewinnego dziecka, które uosabiało przeszłość siostry Mechtyldy. Zakonnica styka się z małą Klarą w momentach kluczowych – momentach załamania i zwątpienia. Dziewczynka budzi w Mechtyldzie taką mieszankę emocji, która przysparza jeszcze więcej rozterek, jeszcze więcej zmartwień i grzech, którym dla siostry jest chwilowy pociąg do świata za murami. Bolące ciałoJeśli się „aż” tak zgrzeszyło, trzeba być coraz bardziej surowszą wobec samej siebie, coraz szybciej machać dyscypliną – aż pojawi się krew. Ciało Mechtyldy jest ciałem cierpiącym, wycieka z niego krew, jest pełne ran, które z trudem goją się pod włosiennicą. Jest to ciało z otworami, wyciekające, ciało, które wydziela brud (por. Kłosińska, 2004: 120). Piękno, kształtność i delikatność fizyczności młodej kobiety zostają przez nią samą zbrukane. Katując się dyscypliną, odczuwa rozkosz:
Na plecach jej, ramionach, piersi i szyi powstawały długie, różowe
blizny, stawały się coraz gęstsze, zaogniały się, czerwieniały, aż
sączyć zaczęły krople, potem wąskie strumyki krwi. Mechtylda niezwykle skrupulatnie praktykując autodestrukcję, stara się zapomnieć o swoim powiązaniu z mężczyzną. Jednocześnie ofiaruje swoje ciało porządkowi patriarchalnemu. To cierpienie i ciągłe samoponiżanie się młodej zakonnicy prowadzą małymi krokami do samozniszczenia3). Jest ona absolutnie uzależniona od boskiej mocy. Nawet odrzucenie jedzenia można odczytać jako odmowę przyjęcia boskiego pokarmu. Taki pokarm ciężko bowiem przyjąć siostrze Mechtyldzie, mając skazę grzechu na sumieniu (por. Kłosińska, 2004: 128). Siostra Mechtylda w myśli mówiła swojemu ciału, że udręczy je w sposób dziś dla niego najdotkliwszy. Za to, że uczuło ono radość światła i pieszczotę ciepłą, znosić będzie męczarnię głodu. Za to, że wnętrzności jego spłodziły dziś znowu grzech wspomnień i gniewu, rozedrze i skurczy je głód. Postanowiła nie jeść (Orzeszkowa, 1975: 61). Rezygnacja z przyjmowania pożywienia ma być karą, ma być dotkliwym dyscyplinowaniem ciała4). Mechtylda odrzuca pokarm, a ten – jak pisze Leszkowicz, przywoływany przez Krystynę Kłosińską – ma związek z oralnością, z seksualnością (por. Kłosińska, 2004: 126–127). Mechtylda nie je, a tym samym jak gdyby konsekwentnie neguje, tłumi swoją seksualność, fizjologię. Nie pozwala, by w jej ciało wchodziło coś z zewnątrz. Kategorycznie odrzuca wariant pobudzania tych części swojego organizmu, które są odpowiedzialne za przyziemny konsumpcjonizm. Tym samym używając drastycznych sposobów, dąży do zgładzenia swojej seksualności. Odmowa przyjmowania pożywienia ma ścisły związek z poczuciem winy, jaki nieustannie czuje młoda kobieta. Jeśli przyjmuje pokarm, to przyjmuje go jak komunię. Chleb nabiera przez to nacechowania religijnego. Bóg wydaje się mieć władzę absolutną nad siostrą Mechtyldą. Poddaje się mu ona całkowicie. Chce być z nim w bardzo bliskim kontakcie, intymnej, niczym niezakłóconej relacji. Dlatego prosi o własną celę – celę, która wieszczy śmierć, celę, w której czuć zatęchły zapach przeszłości, w której niegdyś przebywała siostra Kajetana. To miejsce zapowiadające cierpienie, okryte mroczną tajemnicą, legendą wzbudzającą strach. Właśnie w tym ciemnym, chłodnym, wilgotnym, niezwykle ascetycznym, ciasnym, klaustrofobicznym wnętrzu pragnie znaleźć się Mechtylda. Pomieszczenie to wzbudza lęk, ale też pewną ekscytację, bo przybliża Mechtyldę do Boga i oddziela od wszelkich złudnych pokus świata. Trumna, wielki krzyż, mała lampa, trupia czaszka – oto wszystko, co znajdowało się w celi. Za tym oknem nigdy żadna roślina nie zaszeleści z wiatrem i żadne ptaszę nie zaszczebiocze (Orzeszkowa, Ibidem: 75). Zamiast tego dochodzą do celi odgłosy wydawane przez szczury, nietoperze i robactwo. W tym wnętrzu zamyka się kobieta pragnąca umrzeć. Tutaj, w celi, kobieta kładzie się w trumnie. W ten sposób umieszcza swoją cielesność w obrębie śmierci. Traktuje swoje ciało z pogardą, myśli o nim z obrzydzeniem, próbuje doprowadzić je do granic wytrzymałości, wystawia je na ciągłe próby, więzi w szczelnym, surowym pomieszczeniu, do którego niezwykle ciężko się dostać. Okalecza ciało, tworząc otwarte rany i jednocześnie je zamyka. Ciało jest problemem. Problemem szukającym rozwiązania. Jest samotne, obolałe, wyrzucone poza nawias porozumienia. Mechtylda przez tak radykalny stosunek do fizyczności ujawnia swoją samotność, wyobcowanie, brak przynależności do świata (por. Janicka, 2006: 73 – 81). Chciała tkwić w zamkniętym obszarze, chciała pozostać w odcięciu od świata, w ciasnocie. Ciężkie prace w klasztorze, wykonywane jakby na przekór niezwykle delikatnemu ciału, sprawiały jej przyjemność. Nie myślała o tym ani nie pragnęła tego, by wyjść poza stworzony klaustrofobiczny, coraz bardziej zawężający się swój teren. Bała się wykroczenia poza wyraźnie wyznaczone granice: Dla niej oprócz czystości jej duszy na ziemi i Boga w niebie nie istniało nic, więc najrozkoszniejszą jej była ta chwila, w której z jednymi przedmiotami swojej miłości i troski nie czuła się już rozdzieloną żadnym szmerem i widokiem, w której posiadała doskonałą pewność, że nikt i nic, choćby szelest sunącego po ziemi habitu lub z okna do stóp jej spadający promień słońca, nie zmąci cichych, nieskończonych jej rozmów z jej własną duszą i Bogiem. (Orzeszkowa, 1975: 39) Cela, którą odkryła, dawała jej tę możliwość. Kobieta coraz szczelniej i konsekwentniej zamykała się w swojej samotności. Odrzucona przez mężczyznę, ofiarowuje się Bogu, ćwiczy duszę, poniża ciało, tkwi w niewiarygodnej sieci rygorów, nakazów, ograniczeń. Szuka w tym układzie ukojenia, siebie umiejscawiając w pozycji niezwykle zdegradowanej. Zamyka się w celi siostry Kajetany po to, by pokonać swoje ciało, by odnieść nad nim zwycięstwo. Odziera się ze wszelkich znamion autonomii, godności. Swoje wątpliwości dotyczące funkcjonowania świata traktuje jako bluźnierstwo, jako bunt przeciwko Bogu. Ból będący karą za zdradę boskiego absolutu przynosi jej rozkosz i jednocześnie doprowadza ją do choroby: Siostry zakonne spostrzegły, że miewała na policzkach małe, okrągłe rumieńce i niezwykły, ognisty połysk oczu. Były to wybijające się na zewnątrz oznaki gorączki (…). Czuła bóle w głowie i kościach, idąc, często chwiała się na nogach, a gdy na chórze w ławce swojej klęczała, zmuszoną była, aby nie upaść, ramieniem opierać się o ścianę. Nic dziwnego; na rany zadane sobie dyscypliną włożyła włosiennicę, która gojenie się ich utrudniała (Orzeszkowa, Ibidem: 51). PrzemianaNiewiadomo, co by się stało z Mechtyldą, gdyby naprzeciw jej mrocznej, rygorystycznej religijności nie wyszła przełożona – matka Romualda ze swoją religijnością spod znaku świętego Franciszka. Poprzez postępowanie Romualdy, narratorka pokazuje, że uczciwie przeżyte życie może doprowadzić do syntezy cielesności i duchowości. Matka przełożona to kobieta energiczna, przedsiębiorcza, myśląca o funkcjonowaniu klasztoru, kobieta w ciągłym ruchu: Ta nieustanna prawie czynność ustalała jej dobry humor, który też i u innych lubiła, nieśmiało myśląc, że dobre zdrowie i przystojna wesołość milszymi wydawać się muszą dobremu Bogu niż udręczone ciało i zasępiona dusza (Orzeszkowa, Ibidem: 64). Widzimy więc, że narratorka stawia Romualdę w opozycji do Mechtyldy i pisze o niej językiem przesyconym sympatią i zrozumieniem. Jest ona bowiem dobrą wróżką zakonu – ze swoim zdroworozsądkowym podejściem do życia, okraszonym poczuciem humoru, spokojem i pewnością. Jest jak czujna, patrząca z boku matka. Potrafiła dyskretnie dojrzeć to, co działo się z siostrą Mechtyldą i umiejętnie zostawić jej otwartą furtkę z ciemnych, klasztornych, gotyckich czeluści do świata żywych. To właśnie Romualda, której nieobce były drobne cielesne luksusy, ona ze swoim doświadczeniem i takim rozumieniem świata, przed którym wzbraniała się Mechtylda, pomogła pogrążonej w mroku zakonnicy powrócić do względnej równowagi oraz w przezwyciężeniu lęków i nienawiści. Właśnie ze względu na umiejętności dostrzegania bolączek i potrzeb zakonnic, matka Romualda w świecie za nieładną kobietę poczytywana, stała się bardzo ładną zakonnicą (Orzeszkowa, Ibidem: 64). Zakon jej nie stłamsił, ale pozwolił na pewne spełnienie się. Odnalazła w nim swoje miejsce i pomogła odnaleźć je siostrze Mechtyldzie. Stała się przez to swego rodzaju subtelną przewodniczką po zamkniętych korytarzach zakonu. To ona pozwoliła na to, by wreszcie emocje Mechtyldy znalazły swoje ujście, ona pokazała jak zbliżyć się do przeszłości i jak się z nią powoli godzić. I ona ma w powieści ostatnie słowo. Przed nią otwiera się Mechtylda, a więc uznaje w pewien sposób jej zwierzchność. To ona pozwala zakonnicy zająć się chorą Klarą, o której Mechtylda powie: To jego dziecko i tej, przez którą go utraciłam… (Orzeszkowa, Ibidem: 94). Kobieta zmagająca się z ciągłym poczuciem braku, poczuciem odrzucenia, teraz dostrzega moment, w którym może ów brak czymś zapełnić – zapełnić ofiarą nie tylko na rzecz Klary, ale również jej matki i ojca. Opowiada o swoich odczuciach Romualdzie: Zwyciężoną jestem, matko, cierpienie tego dziecka i grożące mu niebezpieczeństwo pokonały mię… Ach, jakże trudno zapomnieć, że człowiek ze świata jest i z gliny ziemskiej… może Pan nie opuści mnie, bo idę tam, aby o jedną kroplę umniejszyć powszechne morze goryczy i o jedną chwilę od jednego życia oddalić śmierć… Idę tam, bo nie mogę… nie mogę zapomnieć… (Orzeszkowa, Ibidem: 94). Nie może zapomnieć o życiu za murami, o miłości jaką czułą do mężczyzny, o swojej fizyczności. Dziewczynka z przeszłości, jej niezwykle groźna choroba – tyfus plamisty – znowu umieszczają losy Mechtyldy w kontekście cielesności. Zakonnica słysząc opowieść o nieszczęściu, jakie przydarzyło się dziecku, jak gdyby powraca do życia, czuje podekscytowanie, na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce świadczące o żywym zainteresowaniu losem Klary. Mechtylda prosi matkę przełożoną o możliwość zaopiekowania się chorą dziewczynką. Chce pielęgnować jej ciało. Ciało, które do tej pory było dla niej przedmiotem udręczeń, ciało, które wzbudzało wstręt. Jej gest stanowi swoisty pozorny odwrót od surowego podejścia do swej fizyczności. Z jednej strony Klara i jej problemy ze zdrowiem umiejscawiają Mechtyldę w historii miłości ziemskiej, miłości, którą czuła do ojca dziewczynki, z drugiej zaś narażają kobietę na utratę życia, na śmierć ciała. Znów płacz Klary… Małej dziewczynki oderwanej od matki i ojca. Znów ten płacz przynosi powiew ziemskości: Daremnie! daremnie z wytężeniem wszystkiej swej woli usiłuje ona modlitwę rzucić jak kadzidło przed oblicze Pana, myśl jej jak ptak z ociężałymi skrzydłami opada ku ziemi z pytaniem: „kto płacze?” (Orzeszkowa, Ibidem: 12). Płacze przeszłość, z którą trzeba się rozliczyć. Płacze młoda, zawiedziona dziewczyna, która utraciła miłość i wiarę w doczesność i cielesność. Płacze ktoś, kto tęskni za bliskością i teraz pragnie zaspokoić swoje tęsknoty i pogodzić się z ciałem. W ten oto sposób zamyka się historia pewnych wątków miłosnych w tej powieści. Począwszy od nieszczęśliwej miłości do mężczyzny, będącej źródłem cierpienia, przez miłość do Boga – w gruncie rzeczy będącej dramatyczną ucieczką przed poprzednim uczuciem, ale ucieczką bolesną i patologiczną – aż po miłość do chorego dziecka – miłość do bliźniego, miłość niosącą przebaczenie, próbę pogodzenia się z przeszłością. Orzeszkowa ceni powściągliwość, ceni życie w sposób prosty. Poświęcanie energii dręczeniu ciała jest dla niej pseudodrogą. Zdaje się mówić słowami „Trenu XIX” Jana Kochanowskiego:
Tego sie, synu, trzymaj, a ludzkie przygody Wyznaje więc, że cierpienia nie należy usilnie szukać. Jest również pewna, że nie można służyć Bogu, nie służąc ludziom. Wie, że właśnie tak musi być. I dlatego w ostatnich zdarzeniach powieści pokazuje Mechtyldę, która dokonuje zwrotu do ludzi, podejmując się opieki nad Klarą. BibliografiaBachórz, Józef (1996) Wstęp [w:] Eliza Orzeszkowa „Nad Niemnem”, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Beauvoir, Simone de (1972) Druga płeć, Kraków: Wydawnictwo Literackie. Borkowska, Grażyna (2003) Eliza Orzeszkowa [w:] Pozytywizm, red. Anna Skoczek, Bochnia [etc.]: Wydawnictwo SMS. Culler, Jonathan (1998) Teoria literatury, Warszawa: Prószyński i S-ka. Detko, Jan (1971) Eliza Orzeszkowa, Warszawa: Wiedza Powszechna. Diderot, Denis (1985) Zakonnica, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza. Grzebień, Ludwik (2003) Kultura, nauka, oświata [w:] Pozytywizm, red. Anna Skoczek, Bochnia [etc.]: Wydawnictwo SMS. Hristova – Basevska, Ljupka (2001) Kobieta, Biblia i zmysłowość [w:] „Katedra Gender Studies UW”, nr 4. Janicka Anna (2006) „Ciało niczyje”. Doświadczenie ciała w prozie Gabrieli Zapolskiej [w:] Kobieta i rewolucja obyczajowa. Społeczno kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX t. IX, red. Anny Żarnowska i Andrzeja Szwarc, Warszawa: Wydawnictwo DIG. Janion, Maria (1991) Projekt krytyki fantazmatycznej: szkice o egzystencjach ludzi i duchów, Warszawa: Wydawnictwo PEN. Kłosińska, Krystyna (2004) Fantazmaty. Grabiński – Prus – Zapolska, Katowice: Wydawnictwo UŚ. Kochanowski, Jan (1978) Treny, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Kraskowska Ewa (2001) Kilka uwag o powieści kobiecej [w:] Ciało i tekst. Feminizm w literaturoznawstwie – antologia szkiców, red. Anna Nasiłowska, Warszawa: Wydawnictwo IBL. Malik, Jakub A. (2003) Prądy kulturalne i filozoficzne [w:] Pozytywizm, red. Anna Skoczek, Bochnia [etc.]: Wydawnictwo SMS. Markiewicz, Henryk (1986) Literatura pozytywizmu, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Orzeszkowa, Eliza (1975) Ascetka, Warszawa: Czytelnik. ------ (2001) Dnie, Warszawa: Wydawnictwo IBL. ------ (2003) Listy zebrane do Jana Karłowicza. „Biblioteka Internetowa”. Data dostępu: 24-11-2008. < http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=3070&s=1> . Ostrowska, Diana (1997) Wizerunek kobiety w pismach Ojców Kościoła [w:] Od kobiety do mężczyzny i z powrotem: rozważania o płci w kulturze, red. Jolanta Brach – Czaina, Białystok: Trans Humana. Skierczyńska, Hanna (1997) Pozycja kobiet w społecznej nauce Kościoła katolickiego [w:] Od kobiety do mężczyzny i z powrotem: rozważania o płci w kulturze, red. Jolanta Brach – Czaina, Białystok: Trans Humana. Wiśniewska, Iwona (2001) Wstęp [w:] Eliza Orzeszkowa Dnie, Warszawa: Wydawnictwo IBL. Przypisy*)Katarzyna Kucharska - Doktorantka Filologicznego Studium Doktoranckiego Uniwersytetu Gdańskiego. Ukończyła Filologię Polską na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Pisze pracę doktorską poświęconą kondycji kobiet ze sfery ziemiańskiej w wybranych powieściach i opowiadaniach Elizy Orzeszkowej. 1) Eliza Orzeszkowa, Listy zebrane do Jana Karłowicza, http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=3070&s=61. 2) Tak traktował kobiety m. in. Św. Augustyn i Tomasz z Akwinu. 3) Warto też zastanowić się nad spostrzeżeniem Krystyny Kłosińskiej na temat dwóch Prusowskich bohaterek wstępujących w zakonne bramy. Chodzi tu oczywiście o Izabele Łęcką i Magdalenę Brzeską. Przywołuje tu ona Jacquesa Lacana i jego interpretację Dory Freuda. Kłosińska pisze: Obie bohaterki zostały „popchnięte” ku byciu „transcendentalnym przedmiotem pożądania. Por.: Krystyna Kłosińska, Fantazmaty. Grabiński – Prus – Zapolska , Katowice 2004, s. 107 – 108, 130–131. 4) Kłosińska pisze o psychoanalitycznym aspekcie odrzucenia pokarmu. Odmowa jedzenia staje się odmową przyjemności, zerwaniem z konsumpcją. Może oznaczać również dążenie do odseparowania się od matki. Por.: Krystyna Kłosińska, Fantazmaty. Grabiński – Prus – Zapolska , Katowice 2004, s. 128–130. |