unigender

"miejsce" wyraźnie oddzielone od świata natury"

strona główna | aktualny numer | archiwum | blog uniGENDER
o piśmie | redakcja | dla autorów | call for papers | linki

uniGENDER 1/2010 (5)

TEMAT NUMERU:
Gender w praktyce badawczej. Zbiór pokonferencyjny

Monika Świerkosz
Gender studies – w drodze czy na rozdrożu?

Metodologie

Joanna Ostrowska
Obca ofiara – figura prostytutki obozowej i jej wyparcie w dyskursie postholocaustowym.

Monika Świerkosz
"Nie jestem siostrą mojej matki". Międzypokoleniowe dylematy feminizmu III fali.

Katarzyna Wojnicka
Od maskulinizmu do profeminizmu. Społeczne ruchy mężczyzn – zarys problematyki

Interpretacje

Joanna Bednarek
Czysta linia ujścia. O pewnej aporii dyskursu feministycznego (na przykładzie Elfriede Jelinek i Kathy Acker)

Alicja Podbielska
Gender i Kacet

Katarzyna Kucharska
Między ziemią a niebem – o cielesności i religijności siostry Mechtyldy z "Ascetki" Elizy Orzeszkowej

Lucyna Marzec
Dom kobiet nie istnieje

(Re)inkarnacje

Ursula Phillips
Apokaliptyczny feminizm: Adam Mickiewicz i Margaret Fuller.

Dom kobiet nie istnieje

Lucyna Marzec*)

STRESZCZENIE. Artykuł dotyczy związków przestrzeni i płci w twórczości Zofii Nałkowskiej, a szczególnie umiejscowienia i przestrzeni życiowej bohaterek kilku powieści pisarki: Narcyzy, Rówieśnic, Romansu Teresy Hennert. Topografię kobiecych postaci Nałkowskiej wyznacza linia między domem ojca a domem męża, a własne pokoje córek czy żon są duszne i ciasne. Po lekturze powieści Nałkowskiej trudno nie pomyśleć, że prywatne przestrzenie należą się ludziom wolnym, a kobiety nigdy takimi nie są.

SŁOWA KLUCZOWE: przestrzeń prywatna, melodramat, romans, małżeństwo, krzątactwo, klaustrofobia, dom, codzienność.

Pokoje bywają tak różne: ciche lub burzliwe; z oknami wychodzącymi na morze lub na więzienny dziedziniec; wypełnione susząca się bielizną lub jedwabiem i klejnotami; twarde jak końskie włosie lub miękkie jak puch - pisała Virginia Woolf w eseju Własny pokój [Woolf, 1997: 108]. Zofia Nałkowska z równym zainteresowaniem opisywała przestrzenie małżeńskich alków, w których kobieta oczekuje nieobecnego męża, a także wydzielone zasłoną panieńskie kąciki w kuchni i słoneczne salony, wypełnione dźwiękami fortepianu. Ale w żadnej powieści Nałkowskiej nie znajdziemy bohaterki, która cieszy się, że posiada własną przestrzeń, a przy tym czuje się osobą samowładną, potężną, jak zdarzało się to niejednokrotnie w powstałych w tym samym czasie powieściach Marii Kuncewiczowej [Kuncewiczowa, 1986: 22]. Własne pokoje Nałkowskiej wywołują lęki i klaustrofobię, nie dają radości tworzenia własnej przestrzeni, podobnie nie jest bohaterkom dane współuczestnictwo w budowaniu przestrzeni miasta. Tutaj kobieta zazwyczaj przemyka niewidzialna, z domu, do pracy czy jako służąca na rynek. Nawet nie próbuje konkurować z pewnie kroczącym flaneur, bywalcem kawiarń czy powożącym dorożką amantem. Nie odczuwa, nie przeżywa miasta, jak bohaterki prozy Virginii Woolf, wrażliwe na stukot maszyn, szum ulicy, harmider rynku. Nigdy nie przekracza granic swej dzielnicy, trzymając dłoń przyjaciółki, jak dzieje się to w powieściach Poli Gojawiczyńskiej. Samotne wycieczki w głąb miasta czy spacery na przedmieście mają dramatyczny finał, jak w przypadku Marysi Orychowej (Węże i róże). Jeżeli kobieta u Nałkowskiej dobrze czuje się w biurze, to tylko wtedy, gdy otaczają ją życzliwe koleżanki, malując paznokcie i wymieniając się plotkami (Romans Teresy Hennert). Zazwyczaj jednak praca kobiet oznacza wiele godzin spędzonych w zatęchłych salkach szkolnych w najuboższych dzielnicach.

Dla Zofii Nałkowskiej nie było oczywiste, czy kobiety spełnią się w roli pracownic banków czy urzędów. Powątpiewała także, czy dom to miejsce, w którym kobieta może czuć się bezpiecznie i doświadczy miłości małżeńskiej czy macierzyńskiej. We wszystkich swych powieściach ukazywała, jak rozkład sił i charakter relacji płci, ustanowiony w przestrzeni domowej, jest przenoszony i powielany w przestrzeni publicznej. Wspólne marzenia bohaterek „młodzieńczych” oraz „dojrzałych” książek Nałkowskiej, marzenia o szczęściu w słonecznym, własnym pokoju, gwarantować może jedynie awans społeczny poprzez małżeństwo, które nigdy nie daje kobiecie, podporządkowanej mężowskiej władzy, poczucia bezpieczeństwa. Wejście kobiet na rynek pracy nie przynosi zmiany ich położenia w strukturach małżeńskich i społecznych. Urzędniczki muszą kokietować i uwodzić jak aktorki i prostytutki, by zdobyć protekcję przełożonych, a dla tych, które tego nie czynią, wszelkie korzyści związane z istnieniem w przestrzeni publicznej pozostają niedostępne.

A jednak pisarkę interesowały przede wszystkim przestrzenie prywatne i kobiety uwięzione w trajektoriach wahadłowego ruchu: od ojca do męża, od męża do ojca. Jakże podobnie potoczyły się losy Hani z Rówieśnic (1909), Ludmiły z Narcyzy (1911), Teresy Nutki (Romans Teresy Hennert, 1922), Mani i Agnieszki Blizbor z Niedobrej miłości (1928) czy Elżbiety z Granicy (1935). Dla bohaterek małżeństwo miało być czymś pośród świata centralnym – węzłem życia, a w zaskakująco szybkim tempie przekształciło się w pierścień z ognia (Nałkowska, 1979: 105, 106). Bohaterki Nałkowskiej rzadko pragną realizacji na polach innych niż miłość, a swoje sądy o życiu i relacjach międzyludzkich opierają o obserwacje wycinków rzeczywistości – dana jest im tylko ograniczona perspektywa, wyznaczona przez szczególne miejsce w hierarchii społecznej, widok z własnego pokoju czy alkowy. Metafora zamknięcia w klaustrofobicznym pomieszczeniu i gest spoglądania przez niewielkie okno są w pisarstwie powieściowym Nałkowskiej nośne. Dzięki takiej trygonometrycznej analizie Narcyzę, powieść w różnych kontekstach omawianą przez polską krytykę feministyczną, można rozumieć jako rodzimą odmianę New Women Novel: wejście w świat młodej kobiety zostaje wstrzymane, a jej pragnienie niezależności, odstąpienia od tradycyjnych schematów życia kobiety nie może się ziścić. Narcyza zostanie zgorzkniałą starą panną, nie singielką, angielską the odd women, ponieważ zanim weźmie odpowiedzialność za swoje życie i poprowadzi je tak, jak tego pragnie, musi spełnić zobowiązania wobec najbliższych. Solidarność z bratową i współczująca miłość ojca wiążą bohaterkę i wymuszają rezygnację z marzeń, nie znosząc przy tym egotyzmu, który przeformuje poczucie samowładności w samodzielną pomoc potrzebującym. Nałkowska w Narcyzie krzyżuje losy kilkunastu kobiet w różnym wieku i o odmiennych doświadczeniach życiowych, by wskazać młodej bohaterce możliwe scenariusze, nie tyle przestrzegając przed którymś, ile ujawniając ich jednorodność. Każdy z nich kończy się fizycznym unieruchomieniem, pozbawieniem swobody poruszania się po mieście, a ostatecznie zamknięciem w czterech ścianach.

Życie kobiety dla Nałkowskiej to nie romans, ale melodramat. Dlatego historię Ludmiły, bratowej Narcyzy, oszukiwanej i porzuconej przez męża, dopełnia inna, przyległa opowieść o pannach Ołonieckich, które jawią się Narcyzie jakimś ponurym, oskarżającym świadectwem bezpowrotnego sponiewierania kobiecości (Nałkowska, 1982: 264). Panny Ołonieckie spędzają dnie w domu ojca, gdzie opiekują się chorym psychicznie bratem, a wdowa po niewiernym krętaczu może tylko przesiadywać wiekuiście w jakimś półciemnym kącie pokoju, nasępiona, z „twarzą chorego ptaka”, owinięta w swoje kiry, wroga wszelkim wydarzeniom zewnętrznego świata (Nałkowska, 1982: 263). Unieruchomiony brat Ołonieckich metaforycznie paraliżuje siostry, które nie wychodzą z domu i nie przyjmują gości, a Maurycy pogrąża w długach nie tylko żonę, lecz także Narcyzę. Kobiety łączą mężczyzn silną więzią emocjonalną– choćby wtedy, gdy odbyć muszą „honorowe pojedynki”, ale nie istnieje wspólnota kobiet, dotkniętych krzywdą przez tych samych mężczyzn. Narcyza nie przyjaźni się z Ludmiłą i nie próbuje zrozumieć motywacji Hirtowej, której były mąż zabił Maurycego. Leżąca w ciemności alkowy, a poważnie chora Hirtowa nie zgadza się na operację, która mogłaby pomóc jej wyzdrowieć, gdyż jak tłumaczy: Tak przyzwyczaiłam się do tego, że jestem chora, że właściwie nawet nie pragnę. (…) Bo to, co przeżyłam raz, już mi do śmierci wystarczy. Ja bym się bała żyć na nowo (Nałkowska, 1982: 38). Jakże podobna jest do niej Ludmiła, która udawała przed mężem, że nie wie o jego zdradach, by go nie upokorzyć, wyrzucająca Narcyzie, iż tylko ona kochała brata za wszystkie jego słabości, za lekkomyślność, za kłamanie, nawet za okrucieństwo. Zapewne choroba, na którą zapada po urodzeniu dziecka, miewa potworne wrzody na piersiach, z powodu których cierpiała nieustannie, miała gorączkę, znosiła codzienne opatrunki (Nałkowska, 1982: 263), stanowi pierwsze symptomy czegoś znacznie poważniejszego, znanego doskonale Hirtowej: Z wnętrza jej ciała płynęły dniem i nocą potoki ropy, codziennie zakładano nowy opatrunek (Nałkowska 1982: 36). Rozpamiętywanie miłości przy jednoczesnym znoszeniu wyniszczającej organizm choroby wenerycznej jest rozpaczliwym poświęceniem, odwrotnie proporcjonalnym do emocjonalnego zaangażowania mężczyzny i jego „miłości”. Uznanie małżeństwa czy związku za idealny oraz niepowtarzalny cechuje te bohaterki Nałkowskiej, które są traktowane przez mężczyzn szczególnie okrutnie i bezlitośnie. Choroba weneryczna jest stygmatem nałożonym przez niewiernego męża, który nie pozwoli kobiecie już nigdy być szczęśliwą. Jest także jedną z najwstydliwszych, najintymniejszych chorób. Hirt opuszcza „bezużyteczną” żonę po pewnym czasie leczenia. Dlatego bohaterka nie zapala świecy, gdy odwiedza ją Narcyza: nawet w prywatnym świecie, ograniczonym do klaustrofobicznych rozmiarów, musi się okrywać mrokiem przed obcymi, którzy nie pojmują jej postawy. Ale nie tylko w niej tkwi gotowość przyjęcia totalnej odpowiedzialności za męża/kochanka, wzięcia na siebie całego zła, które wyrządził bliskim. Nałkowska, wychowana w tradycji laickiej, zadziwia tak religijnym ujęciem tematu. Próba opisu wyrzeczeń, które podejmują bohaterki takie jak Hirtowa, Ludmiła, Binia Gondziłłowa z Romansu Teresy Hennert czy Eliza Awratyńska z Równieśnic, wymusza język biblijnych opowieści: ciężar grzechu, poświęcenie, dozgonność uczucia – kobiety są religijnymi, nie wiedząc o tym. Jednakże ta religia nie zna pojęcia Boga: Eliza, Ludwika czy Binia są męczenniczkami codzienności, znoszącymi z pochyloną głową wszelkie upokorzenia, niesprawiedliwości i samotność nie dla zbawienia duszy, lecz jakby stanowiły integralny element ich kondycji. Nałkowska nigdy nie starała się wytłumaczyć, dlaczego jej bohaterki tak cierpią, nie pytała, dlaczego mężczyźni krzywdzą kobiety: Narcyza musiała poddać się miłości, by zaznać goryczy porzucenia, musiała wziąć odpowiedzialność za brata i ojca, by przestać myśleć o swoich potrzebach. Być kobietą według Nałkowskiej to nie kochać siebie.

Na przykład Eliza Awratyńska z Rówieśnic posłuszeństwem wobec męża, ascezą i symbolicznym zamknięciem w domu od lat „odkupuje” zdradę. Kiedy przyjaciółka Hania znajduje ją przy krosnach i okazuje zdziwienie umiejętnościami hafciarskimi znajomej, ta odpowiada niemal słowami Hirtowej: To jest rzecz bardzo ważna, bardzo ważna – haftowanie [Hirtowa mogłaby powiedzieć: czytanie dawnych listów kochanka], (…) środek jedyny na niektóre rzeczy. (…) Nie wiem, czy pani zauważyła, że w życiu w ogóle dzieje się bardzo mało w życiu kobiety… Więc najważniejsza rzecz to jest przypominanie sobie, rozpamiętywanie (Nałkowska, 1981: 45). Awratyńska zdaje się żyć tylko dla męża, gdy ten przyjeżdża – jak większość mężów w światach powieściowych Nałkowskiej pracuje z dala od domu – młodnieje w oczach, zakłada piękne suknie, a co ważniejsze: bywa w towarzystwie, w teatrze i na koncertach: mama tylko za to tak ojca kocha, że jej wtedy przebaczył, że jej nie wypędził z domu, taka jest mu za to wdzięczna… I od tego czasu całe życie dla niej nie istnieje, wyrzekła się wszystkiego… (Nałkowska, 1981: 243). Ramy tradycyjnej kobiecości, symbolizowanej przez pracę przy krosnach i hodowlę ozdobnych kur, wyznacza finansowa zależność od męża. Penelopa na prowincji tka nie tyle w oczekiwaniu na męża, ile by wspominać czas, gdy przeżywała szczęście. Cóż mogłaby uczynić ze swoim życiem kobieta wyrzucona za zdradę z mężowskiego domu, jeśli jedyne, co potrafi, to tkanie pięknych wzorów? Błaganie męża o wybaczenie było koniecznością także dlatego, że kochanek Elizy zginął, tym samym zamknął się okres romansu oraz podróży dwojga za granicę. Awratyńska konsekwentnie wycofuje się z przestrzeni publicznej i poświęca wychowaniu córki – odosobnienie oraz opieka nad dzieckiem stanowi najcięższy, ale i tradycyjny sposób ograniczenia swobody kobiety. Nie bez przyczyny przyjaciel rodziny pan Johannesen określa udomowioną, egzotyczną kurę bohaterki jako wcielenie wiecznej kobiecości (Nałkowska 1981: 239), a pełen wdzięku i słodyczy, bezbronny ptak zostaje w końcu rozszarpany przez spuszczonego z łańcucha psa. Awratyńska, wieczna kobiecość, próbuje udowodnić mężowi, że do szczęścia wystarczy jej rola atrakcyjnej ozdoby, łagodnej towarzyszki. Ciągłe poświadczanie wierności i pokory wyraża się zamknięciem w domowym areszcie, choć czas spędzony przy krosnach stanowi ukojenie i ma głębszy wymiar kompensacji, terapii. Eliza jest pokąsana przez życie: zawiódł ją kochanek, zmarło wspólne dziecko, mąż wyklął, choć pozwolił zostać. Pociechę przynosi monotonny, spokojny rytm pracy.

Binia Gondziłłowa z Romansu Teresy Hennert to kolejne wcielenie wiecznej kobiecości Nałkowskiej, również ona zajmuje się robótkami ręcznymi, ale ponieważ pochodzi z klasy niższej, to dnie spędza na pracach gospodarczych. Wychowanie dwóch synów oraz, jak ironicznie konstatuje Gondziłł: wietrzenie, trzepanie, łatanie, szorowanie wszystkiego – były to zadania życia przysłaniające cały świat (Nałkowska, 2001: 4). Zadania te bohaterka wypełnia doskonale, co zamiast wzbudzać podziw, wywołuje u męża wstręt: To była panna służąca, kucharka, praczka – wszelka niewolnica tym jedynie zatroskana, by obiad się nie przestał (Nałkowska, 2001: 3). Męczeństwo Binii przedstawia Nałkowska z trzech punktów widzenia: raz poprzez znudzonego i niesprawiedliwego męża, innym razem poprzez przychylnego i stawianego zawsze w opozycji do Gondziłła profesora-filozofa Laterny, a czasem z punktu widzenia samej bohaterki – te fragmenty Romansu Teresy Hennert są najciekawsze, gdyż okazuje się, że ani ograniczony mąż, ani mądry brat, nie mają do Binii dostępu. Nałkowska celowo wprowadza mężczyzn do życia bohaterki jedną drogą – poprzez drzwi kuchenne (symetrycznie rozpoczynają się rozdział pierwszy i szósty powieści). Gondziłł brzydzi się żoną i traktuje gorzej niż służącą, nie płaci jej za prowadzenie domu; Laterna potrzebuje jej obecności tylko po to, by precyzować swe myśli. Z zaciekawieniem przygląda się wyremontowanemu przez nią piecowi, ale bez wyrzutów sumienia zostaje na obiedzie, choć mógłby pójść do restauracji, by nie obciążać rodziny finansowo; jego zainteresowanie siostrą nie jest wyrazem empatii czy chęci pomocy, tylko ciekawością obserwatora-filozofa, który potrzebuje kontaktu z ludźmi dla wzbogacenia siebie. Wąski „horyzoncik” umysłowy Binii, tak ośmieszany przez męża, Laterna traktuje jako atut: Binia jest „akustyczna”, słucha z należytą uwagą – okazując uniżenie i szacunek, nie narzucając żadnego tematu, a tym bardziej swoich poglądów. Uwagi Gondziłła nie zajmuje szczęście żony, ale Laterna sądzi, że Binia jest zadowolona ze swojej sytuacji, przebywanie w jej domu sprawia mu przyjemność, gdyż spełnia jego wymogi piękna i dobra: Jak tu jest ładnie i dobrze. Jak wiele i rozumnie czyni ta kobieta, by to osiągnąć. I robi to tak po prostu, jak ptak potrząsa ogonem, skacze i ćwierka. (…) Miała te swoje cichutkie rozkosze domowe, które były niejako bezpieczne, w które życie nie mogło ugodzić (Nałkowska, 2001: 50). Zastanawiające jest, co oznacza w tym wypadku „życie”. Wydaje się, że jest czymś zgoła odmiennym od codzienności znanej Binii, jakby jej dom, ubogi i funkcjonujący tylko dzięki jej wysiłkowi, stanowił oazę cnót, poza tą przestrzenią odartych ze wzniosłości i nie hołubionych już dłużej. Laterna traktuje Binię jako metaforę czy upostaciowienie czystości, dobra i piękna, a jej malutkie ognisko określa punktem przecięcia się wszystkiego (Nałkowska, 2001: 104); najbardziej zaś zajmuje go sposób, w jaki Binia, by pozostać szczęśliwą, usprawiedliwia ludzkie zło, neutralizuje postawę męża, obwinia siebie: pozwala mu być złym, wierząc, że czyni to nieświadomie.

Wiara Laterny w szczęście Binii jest niezachwiana, chociaż ona sama wie, że uczucie to należy do przeszłości, kiedy mąż odwzajemniał jej miłość, a zamknięcie w odległym czasie wspólnej radości małżonków nie jest powodem do dumy. Romans Teresy Hennert to thriller psychologiczny przemilczeń i przeczekań nie tylko w głównym planie fabularnym, dopiero siedemnsasty rozdział pokazuje inną Binię, podobną nie do Renaty Słuczańskiej, krzątającej się całe dnie w domu ku uciesze zmysłów męża, ale opuszczonej Agnieszki Blizbor, która płacze nad straconą miłością i ukrywa to, by Julek nie odgadł, że wie, by się ani przez chwilę nie domyślał (Nałkowska, 2001: 135). Stan aktualny, udawane szczęście, przeciwstawia bohaterka dawnej ślepej wierze w miłość: Po prostu strach ogarnia zawsze na myśl, jak głupim było się jeszcze przed dwoma albo trzema laty. Cóż za szczęście może być w młodości, kiedy jeszcze nie ma się pojęcia o niczym. A dzisiejszy dzień – z całą swoją zgryzotą - jakże jest drogi i kochany… (Nałkowska, 2001: 136). Binia obciąża się zmartwieniami i troską o doskonałe funkcjonowanie domu, by ratować honor męża, o którym wie, że ma kochankę – poddając się jego pragnieniu miała oto zmazać winę jego i nawet żal za nią, miała przekonać go, że nie przerwie się szczęścia, miała zataić przed nim prawdę o nim (Nałkowska, 2001: 138). Męczennictwo Binii polega na okłamywaniu Gondziłła, heroizowaniu go, tajeniu swej porażki na jakim smutku, na jakiej pustce i zniszczeniu wykwitła ta noc szczęścia i radości (tamże). Jej wiara w zbawczą moc miłości jest tak silna, że uznanie Gondziłła winnym kradzieży wydaje się absurdem. W tych okolicznościach widać doskonale, na czym polegała relacja Laterny i Binii, załamana i roztrzęsiona okazuje się złą słuchaczką, nie pojmuje wykładu o polityczności wpisanej w życie, każdy sąd i wybór moralny. Laterna ocenia wtedy siostrę, uznaje za bezkrytyczną i naiwną, choć wcześniej za podobne poglądy i „horyzont” ograniczony do ekonomicznych spraw wprawiających w tryby machinę domową oceniał ją pozytywnie. Ta niekonsekwencja zmusza do refleksji: Binia, sama w sobie niepolityczna, czysta i dobra, może tak funkcjonować tylko w otoczeniu sterty ubrań do cerowania, gotujących się ziemniaków, kapiącego prania. Działania jej męża mają wymiar polityczny, choćby ten nie należał formalnie do żadnego ugrupowania – a Binia powinna to rozumieć – za brak pozytywnej reakcji zostaje „ukarana”, profesor nie będzie już traktował jej jako „akustycznej słuchaczki”.

Ograniczeniu Binii przeciwstawia w taki sposób Nałkowska ograniczenie Laterny, tak jak wcześniej to między nimi odbywała się kluczowa dla powieści rozmowa o granicy, tak ważniej dla pisarki kategorii. Laterna, dzieląc świat na chaos rzeczywistości i oazę spokoju w domu Binii, poszukuje potwierdzenia dogmatu supremacji człowieka, porządkuje świat według arbitralnych zasad, nadaje rzeczom sensy, przybierając postawę zaciekawionego i życzliwego obserwatora, którym tak naprawdę nie jest. Binii bardzo niemiła jest myśl, że składa się z tych samych rzeczy, których widzi tyle wokół siebie (Nałkowska, 2002: 103), ale jej krzątactwo w mikrokosmosie domu jest przeniknięciem ze światem, a męczeństwo codzienności nadaje postaci wymiar heroiczny. Dowartościowanie codziennych, tradycyjnie kobiecych obowiązków i pracy w domu nie następuje w Romansie Teresy Hennert na skutek włączenia w świat Binii mężczyzny-filozofa, który się tej rzeczywistości nie boi i lubi ją obserwować (ale nie uczestniczyć w niej czy współdziałać) – wierzytelność Laterny zostaje przez Nałkowską podważona innymi sprzecznościami: mądry i dobry, opuścił żonę, która poświęciła dla niego wolność i zdecydowała się wyjechać na wygnanie, związał się z Francuzką, całymi dniami zamkniętą z psem w brudnych, wypełnionych książkami pokoikach uczonego (Nałkowska, 2001: 129). Z całą pewnością Nałkowska uważała, że złe traktowanie ludzi czy zwierząt nie jest incydentalne, zawsze się powtarza, nawet jeśli przybiera różnoraką formę czy zmienia natężenie: opuszczona żona i uwięziona kochanka to zdecydowanie za wiele dla postaci pozytywnej.

W pisarstwie Nałkowskiej mury domów przepuszczają krzyki bitej żony oraz dzieci, pijackie śpiewy czy odgłosy małżeńskich awantur. Najgłębiej przez ludźmi ukrywa się szczęście – w świecie powieściowym Nałkowskiej jest wręcz nieuchwytne. Melodramaty kończą się tragicznie, dom okazuje się przestrzenią samotności, nawet jeśli zamieszkały jest przez kilka osób. Chociaż dworek ojca Narcyzy pomieści nie tylko małżonków w separacji, dwie siostry i gości, panuje w nim cisza. Narcyza nie może wybaczyć matce zdrady męża, ma żal do siostry za przejęcie kochanka, odwiedziny bratowej traktuje jako przykry obowiązek. Między Elizą Awratyńską a jej córką nie istnieje więź emocjonalna. Binię Gondziłłową otaczają sami mężczyźni – mąż, brat, synowie. Nałkowska zrywa kobiece przyjaźnie w zalążku, zanim zdążą się poznać, wychodzą za mąż – niewiele o sobie wiedzą, wszystko, co wartościowe, zostawiają dla kochanków. W przestrzeniach, które dzielą, są dla siebie przezroczyste, tak jak pozostają niewidoczne w sferze publicznej dla mężczyzn. Zawsze postawione w opozycji wobec ojca, brata, męża nie mogą wytworzyć własnej przestrzeni: Elżbietę Biecką Justyna będzie tylko przerażać, Eliza Awratyńska nie pokocha córki, Narcyza zgorzknieje we własnym pokoju. Krzątactwo jest lekiem krótkoterminowym, z biegiem lat ręce tracą giętkość przy krośnie czy siłę na trzepanie dywanów. Mieszkania starych kobiet są zagracone i lepkie od kurzu. Trudno szukać w literaturze polskiej bardziej przygnębiającej sceny niż ceremonialne spotkanie starych kobiet u Cecylii z Granicy. Jeżeli dom to nie miejsce, ale stan, dla Nałkowskiej kondycją kobiety jest bezdomność.

Bibliografia podmiotowa

Nałkowska Zofia (1971) Granica, opr. W. Wójcik. BN I 204, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Nałkowska Zofia (1982) Narcyza, Warszawa: Czytelnik

Nałkowska Zofia (2001) Romans Teresy Hennert, opr. E. Wiegandt, BN I 302, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Nałkowska Zofia (1981) Rówieśnice, Warszawa: Czytelnik

Kuncewiczowa Maria (1986) Przymierze z dzieckiem, Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX

Bibliografia przedmiotowa

Arendt Hannah, (2000) Kondycja ludzka, przeł. A. Łagodzka, Warszawa: Wydawnictwo Alatheia

Agacinski Sylviane (2000) Polityka płci, przeł. M. Falski, Warszawa: wyd. KR

Borkowska Grażyna (1996) Cudzoziemki, Warszawa: IBL PAN, Warszawa

Brach-Czaina Jolanta (1996) Szczeliny istnienia, Kraków: Wydawnictwo eFKa

Iwasiów Inga (red.) (2008) Prywatne/Publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego, Szczecin: Uniwersytet Szczeciński

Janion Maria (2000)Być „ja” swojego „ja”, [w:] tejże, Prace wybrane, t.2 Tragizm. Historia. Prywatność, Kraków: wyd. Universitas

Janowska Magdalena (2007) Postać – człowiek – charakter. Modernistyczna persono logia w twórczości Zofii Nałkowskiej, Kraków: wyd. Universitas

Kraskowska Ewa (2003) Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM

Kraskowska Ewa (1999) Zofia Nałkowska, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis

Smoleń Barbara (2000) Kobieta i egzystencja. Wokół Domu kobiet Zofii Nałkowskiej, [w:] Krytyka feministyczna. Siostra teorii i historii literatury, Warszawa: IBL PAN

Smoleń Barbara (2001) Płeć i śmierć. Tanatyczna wyobraźnia Zofii Nałkowskiej, [w:] Ciało, płeć, literatura, Warszawa: Wiedza Powszechna

Woolf Wirginia (2002) Własny pokój. Trzy gwinee, przeł. A. Krasińska, Warszawa: Wydawnictwo Sic!

Walczewska Sławomira (1999) Damy, rycerze i feministki. Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, Kraków: Wydawnictwo eFKa

Zielińska Monika (2001) Jestem szczęśliwa, że mam takie miejsce, [w:] Katedra. Gender Studies UW, nr 2

Przypisy

*) Lucyna Marzec – pracę doktorską o gatunkach pisarstwa historycznego Jadwigi Żylińskiej pisze pod kierunkiem prof. Ewy Kraskowskiej. Za pracę magisterską poświęconą twórczości Zofii Nałkowskiej otrzymała nagrodę w konkursie im. J.J. Lipskiego i konkursie na najlepszą pracę magisterską z zakresu gender studies IBL PAN. Stypendystka Ministra Edukacji oraz Fundacji Rodziny Kulczyków. W latach 2004-2009 przewodnicząca Genderowego Koła Literaturoznawczego. Przez pewien czas mieszkała w Bostonie, gdzie zajmowała się fotografią ślubną i pracowała jako dziennikarka.

bartek matusiak

redakcja@unigender.org | www.unigender.org

na górę...